Jak derka derkacz

Ostatnie dni poświęciłem na poszukiwanie derkaczy. Tego niewielkiego, bo ważącego zaledwie 160 g ptaka mało kto widział, za to zapewne wielu słyszało, szczególnie ci, którzy w ostatni długi weekend majowy wybrali się za miasto. Nocą z łąk dochodzi rytmiczne i bardzo głośne "der der", od czego wzięła się polska nazwa tego chruściela.
Derkacza zobaczyć trudno, bo po przylocie pod koniec kwietnia lub na początku maja z południowo-wschodniej Afryki derkacze zapadają w gęste trawy i ze skrzydlatych podróżników zamieniają się w piechurów. Za to głos usłyszeć nietrudno, bo ma niebywałą siłę. Pomiary z odległości 30 cm wykazały natężenie 120 decybeli, czyli tyle co silnik ciężarówki. O sile głosu i o tym, że przez noc samiec derkacza może wydać z siebie nawet ponad 20 tys. pojedynczych derknięć, pisałem już wiele razy. Tym razem o czym innym.

W zeszłym tygodniu opowiadałem o śpiewie trzciniaka i o informacjach, jakie niesie dla samicy. U trzciniaka można usłyszeć całe części lub zwrotki pieśni. U derkacza można się pokusić jedynie o wyróżnienie jednego powtarzanego w kółko "słowa" składającego się z dwóch sylab "der". To, że wykrzykuje je tak mocno, jest zrozumiałe, bo inaczej nie dałoby się zaznaczyć obecności w gąszczu traw. Derkacz nie może sobie pozwolić na skomplikowane śpiewy, bo złożoność zwrotek nie byłaby słyszalna w takiej gęstwinie. Wydawałoby się, że informacja przekazywana przez derkacze jest niezwykle uboga. Okazuje się jednak, że wcale nie. Bardzo ciekawą hipotezę na temat wołania derkaczy postawili dr Bogumiła Olech, dr Tomasz Osiejuk i Andrzej Owsiński. Ale zacznijmy od początku.

Otóż sylaby i przerwa między nimi pozostają u derkacza zawsze takie same. Ale już przerwa między "słowami" się zmienia. Po przylocie derkacz derka dość wolno. Wydaje z siebie od 65 do 80 derknięć na minutę, często robi też dłuższe przerwy. Po jakimś czasie przyśpiesza i zaczyna derkać jak szalony, dochodząc do 120 derknięć na minutę. Co więcej, robi to niemal bez przerwy. Skąd ta zmiana? Otóż naukowcy wysnuli przypuszczenie, że zaraz po przylocie derkacze starają się wywalczyć skrawek terenu, który najbardziej będzie odpowiadał samicy. Na początku maja, gdy na łąkach jest dużo wody, a większość trawy jest jeszcze dość krótka, trudno o miejsca odpowiadające tym ptakom. Samiec musi więc konkurować z innymi samcami o kawałek łąki z odpowiednią trawą. By informować rywali, że to jego kawałek, nie trzeba non stop derkać, co więcej, przerwy są konieczne, by słyszeć konkurentów. Samce, które robią przerwy i derkają wolniej, są bardziej agresywnie niż te derkające szybko, bo ich głównymi odbiorcami mają być inne samce. Po przylocie kryterium, które zadecyduje o wyborze jakiegoś samca przez samicę, będzie teren, jaki on zajmuje. Wtedy jest to towar deficytowy, co widać chociażby po tym, że samce derkają w większym zagęszczeniu. Sytuacja zmieni się na przełomie czerwca i lipca, gdy zbliża się drugi lęg. Derkacze zaczynają derkać bardzo szybko. Już im nie zależy tak bardzo na rywalizacji z innymi samcami - krzyczą w dużym rozproszeniu i stają się mniej agresywne. Odpowiednich miejsc jest już bardzo dużo i muszą się skoncentrować głównie na wabieniu samic. To głównie na nie ma być teraz nakierowane derkanie - wyjaśnia mi dr Olech. Wygląda więc na to, że z pozoru nieskomplikowany "język" derkaczy niesie informację nie w sylabach czy zwrotkach jak u innych ptaków, ale w rytmie albo, jak kto woli, w szybkości derkania. Podobne to do wynalazku, jakim są tam-tamy, za pomocą których człowiek porozumiewał się w gęstych dżunglach. Dla derkacza porośnięte trawą łąki to coś w rodzaju takiej dżungli.