"Kryminalni" niewypłacalni?

Na filmowym planie ścigają najgroźniejszych bandytów. Poza nim uczestnicy serialu "Kryminalni" tygodniami czekają na kilkaset złotych wypłaty
Serialowy komisarz Albert Zawada i podkomisarz Marek Brodecki to specjaliści od rozpracowywania handlarzy narkotyków i zabójców. Są przeciwieństwem typowego polskiego gliniarza - zawsze modnie ubrani, jeżdżą luksusowymi samochodami. Nie zawracają sobie głowy "drobnostkami": oszustwami czy szefami, którzy tygodniami nie płacą pracownikom. Tym "Kryminalni" się nie zajmują, tylko agencja zatrudniająca statystów.

Jedną z nich jest Alicja Stolarczyk, emerytka z Warszawy. Kobieta do tej pory zdołała już zobaczyć, jak pracuje się w "Klanie", "Samym Życiu" czy "Pensjonacie pod Różą". Nie robiła tego dla sławy, bo w filmach jej nie widać, ale za całonocne zdjęcia dostawała 60 złotych. Dorabiała do emerytury, z której utrzymuje córkę.

- I nigdy, statystując, nie miałam problemu z pieniędzmi. Pojawiły się dopiero, gdy poszłam na plan "Kryminalnych" - opowiada.

Kobieta statystowała na planie kilkakrotnie. Wszystkie zdjęcia kręcono w Warszawie. Raz dostała kilkadziesiąt złotych. Twierdzi, że należy jej się jeszcze niecałe 300 złotych.

W podobnej sytuacji jest kilku innych statystów z "Kryminalnych".

- Na pieniądze czekałam dwa miesiące, bo ciągle brakowało jakiś dokumentów - opowiada kolejna emerytka. - A chodziło o niecałe sto złotych.

Agencja zatrudniająca statystów - BMS - zapewnia, że pieniądze będą. - Możemy płacić z niewielkim opóźnieniem, ale statysta zawsze otrzymuje od wynagrodzenie - mówi Barbara Muzyka z BMS. - Trzeba nas zrozumieć, bo w agencji mamy 2 tys. osób. Pani Alicji już wypłaciliśmy pieniądze. A jeśli ktoś od nas ich jeszcze nie dostał, to niech się zgłosi.