Ucieczka z szufladki

Janusz Gajos, który nie pozwolił przypiąć sobie łatki aktora jednej roli, obchodzi w sobotę jubileusz 40-lecia pracy scenicznej




Mam tyle lat, co serial "Czterej pancerni i pies", mogę więc śmiało zaliczyć się do fanów Janusza Gajosa od urodzenia. Patrzę więc na Gajosa od czterdziestu lat i zastanawiam się, jak to możliwe, że aktor ten potrafi uciec z naszej wyobraźni, w której kiedyś przyszpililiśmy jako Janka Kosa, Tureckiego czy gangstera z "Psów" i pojawić się na powrót w nowej roli. Niby wiem, że na tym polega właśnie fenomen wybitnego aktorstwa, które opiera się na wcieleniach, a nie graniu sobą. Ale jak on to robi - nie mam pojęcia.



Pomyłka profesorów

Kiedy w 1965 r. telewizja wyemitowała pierwsze odcinki serialu Konrada Nałęckiego, Gajos był jeszcze na studiach w łódzkiej Filmówce. Profesorowie wróżyli, że nigdy już nie zagra nic poważnego, bo pojawienie się młodego aktora na ulicy wywoływało sensację. Ktoś taki nie mógł przecież zagrać Hamleta ani Kordiana, w związku z czym Gajos przez lata całe występował w trójkącie bulwarowych teatrów warszawskich Komedia - Syrena - Kwadrat.

Minęło 12 lat, zanim dostał następną główną rolę w filmie "Milioner", za którą nagrodzono go na festiwalu w Gdyni. Dopiero pod koniec lat 70. posypały się role w filmach Barei, Kijowskiego, Zanussiego i Wajdy. Rok 1981 był przełomowy: zagrał wtedy jedną ze swoich najlepszych ról filmowych - w "Wahadełku", kameralnym dramacie psychologicznym Filipa Bajona o człowieku chorym na epilepsję. I wystąpił w "Przesłuchaniu" Ryszarda Bugajskiego (1981) - jednym z pierwszych polskich filmów o zbrodniach stalinizmu. Rolą majora UB Gajos definitywnie zatarł ślad po "pancernych", serialu tyle popularnym, co zakłamanym.

Gajosowi udało się to, co nie udało się Stanisławowi Mikulskiemu, który został na zawsze przykuty do roli agenta J-23 z serialu "Stawka większa niż życie" i nigdy się z niej nie wyzwolił. Może sprawił to upór Gajosa, który do szkoły aktorskiej zdawał trzy razy? Może ambicja człowieka z małego miasteczka, z niezamożnej rodziny, który wszystko w życiu musiał wywalczyć sam?

Beret Tureckiego

Wytrwałość Gajosa została wystawiona na kolejną próbę pod koniec lat 70., kiedy aktor zaczął występować w telewizyjnym kabareciku Olgi Lipińskiej jako woźny Turecki. Miała to być drugoplanowa rola w programie, w którym pierwsze skrzypce grali Piotr Fronczewski i Jan Kobuszewski. Ale wąsaty Turecki w waciaku i berecie, z wiecznie skwaszoną miną, mówiący prostym, żeby nie powiedzieć prostackim językiem stał się gwiazdą programu. Może dlatego, że uosabiał typ chama, jaki w PRL-u miał uprzywilejowaną pozycję? Śmiech z Tureckiego był sposobem na odreagowanie wszystkich Tureckich z realnego życia.

Dla Gajosa waciak i pet w zębach stał się kolejną pułapką, droga do wielu ról z powrotem się zamknęła. Ale Gajosowi udało się umknąć również z tej kolejnej szuflady. Beret Tureckiego zdjął aktorowi Kazimierz Kutz, angażując go do spektakli telewizyjnych - "Opowieści Hollywoodu" i "Kolacji na cztery ręce". Umarł woźny, narodził się Odon von Horvath i Jan Sebastian Bach.

Szczególnie ten drugi spektakl z 1990 r., powtarzany później wielokrotnie, pomógł Gajosowi. Aktor zagrał w duecie z Romanem Wilhelmim na zasadzie zderzenia przeciwnych charakterów i stylów gry: Bach Gajosa pod nieśmiałością chował namysł i skupienie, Wilhelmi jako Haendel mówił i ruszał się z przesadą operowego śpiewaka. Przemianę aktora przypieczętowała dwie role: cenzora w filmie Wojciecha Marczewskiego "Ucieczka z kina Wolność" (1990) i niedoszłego samobójcy z "Białego" Krzysztofa Kieślowskiego (1993).

Ucieczka trzecia rozgrywa się na naszych oczach. Gajos, który w latach 80. grywał ubeków, cenzorów i dyrektorów, dzisiaj angażowany jest głównie do ról policjantów, gangsterów i morderców w polskich filmach akcji. Ucieka od tej maski dzięki temu, że gra ambitne role w Teatrze TV (m.in. w "Bigda idzie" Andrzeja Wajdy, gdzie zagrał groźnego polityka populistę) i na deskach warszawskich teatrów - Powszechnego, a od niedawna Narodowego.

W monodramie "Msza za miasto Arras" opowiadał wstrząsającą historię pogromu Żydów. W "Simpatico" rysował portret oszusta, którego po latach dosięga kara. W "Makbecie" był mordercą, śmiertelnie zmęczonym zabijaniem. Jego najnowsze role w Narodowym to wydarzenia: Lomana ze "Śmierci komiwojażera" Arthura Millera pokazał jako amerykańskiego króla Leara, który odkrywa nagle, że całe jego królestwo to niespłacony dom i polisa ubezpieczeniowa. Jako ksiądz Kubala w sztuce Jerzego Pilcha "Narty Ojca Świętego" (zdjętej z afisza po śmierci Jana Pawła II) dał tragikomiczny portret prowincjonalnego proboszcza, który pod słabością do napojów wyskokowych i szybkich aut ukrywa wielką potrzebę naprawy grzesznego świata.

Dystans i prywatność

Jak na aktora o takiej popularności, Gajos pozostaje człowiekiem niezwykle skromnym, z dystansem do samego siebie. Kiedy w połowie lat 90. pojawiła się w Polsce prasa bulwarowa, także i on trafił do kolorowych pism. Gajos napisał wtedy list do "Gazety Wyborczej", w którym bronił prawa do prywatności: "Rozumiem, że dziennikarze starają się przybliżyć czytelnikom ludzi znanych i popularnych. Niestety, często bywa, że cały ten trud służy później do uprawiania przez kogoś innego dość ordynarnej chałtury. Staje się niefrasobliwie traktowanym materiałem do produkowania tzw. Sylwetek czy Portretów w owych bardzo kolorowych, o podłej proweniencji pisemkach, których namnożyło się ostatnio jak mutantów po katastrofie nuklearnej. W przypadkach dotyczących mojej osoby przeważnie przedstawiano obraz jakiegoś mało zrównoważonego idioty-utracjusza, który np. nie wie dokładnie, ile ma dzieci, z jakiego małżeństwa, jakie są ich imiona i kiedy się urodziły. Kiedyś jako młodego człowieka uczono mnie, że nawet uporczywe przyglądanie się komuś bez jego wyraźnej aprobaty jest nietaktem, nie mówiąc już o wchodzeniu do obcego domu bez uprzedzenia. Zaś natrętne i bezceremonialne grzebanie w czyimś życiu jest po prostu nie do pomyślenia".

Na jubileusz Gajos wystąpi na małej scenie Teatru Narodowego w sztuce Nicka Deara "Władza", której akcja rozgrywa się we Francji Ludwika XIV. Zagra postać ministra finansów Fouqueta, jednego z najbogatszych ludzi tamtych czasów, który miał większą władzę od królewskiej. Partnerować mu będzie Piotr Adamczyk w roli Ludwika XIV.

Jaką tym razem twarz pokaże Gajos, dowiemy się już wkrótce. Premiera w sobotę.