"Po godzinach", ale warto

Mam państwu do zakomunikowania arcyciekawą wiadomość: w telewizji publicznej pojawił się dobry program o kulturze, który mimo że trwa prawie godzinę, ogląda się bez znudzenia, z pilotem odłożonym daleko poza zasięgiem dłoni


Nazywa się "Po godzinach" i zgodnie z tytułem można go obejrzeć raz w miesiącu w porze dla nocnych stróżów. Ekipa autorów, w skład której weszli redaktorzy dawnego "Pegaza" (m.in. Elżbieta Rottermund), opracowała znakomitą koncepcję, której istotą jest miejsce nagrywania programu. Otóż nie jest to studio ani modna kawiarnia, lecz prywatne mieszkanie w śródmieściu Warszawy. Trochę artystowskie, trochę zwyczajne, w dawnej czynszowej kamienicy z podwórkiem studnią, odrapaną bramą i starymi, drewnianymi drzwiami. Ta nietypowa przestrzeń narzuca konwencję programu, którego ideą jest pokazywanie sztuki jako elementu codziennego życia - jako chleba powszedniego, a nie wydarzenia przeżywanego od święta. Dyskusje o sztuce toczą się tutaj bez celebrowania, przy stole w kuchni, na kanapie, felietony filmowe wyświetlane są wprost na ścianie, a rozmowę przerywa domofon sygnalizujący przybycie nowych gości.

Wszystko to sprawia wrażenie powrotu do salonowego życia intelektualnego, z tym że w tym salonie nie obowiązuje znajomość francuskiego, ale żywy język i ostra wymiana opinii.

Drugim dobrym pomysłem jest para prowadzących. Agnieszka Szydłowska, prezenterka radiowej "Trójki", a wcześniej Radiostacji, wnosi do programu dziennikarską dociekliwość. Mariusz Wilczyński, filmowiec, autor animacji, gra rolę złego wujka, co przychodzi mu lekko, bo ma wyraziste poglądy, choć nie zawsze potrafi je uzasadnić. Oboje nie narzucają się gościom, dają się wypowiedzieć do końca, nie kryjąc własnych emocji. I chociaż rozmowa czasem wymyka się im z rąk, to jednak jest daleka od sztampy.

Trzecim elementem, który przykuwa uwagę, jest scenariusz. "Po godzinach" nie jest kroniką kulturalną, ale raczej klubem dyskusyjnym, w którym filmy, spektakle, wystawy czy książki są punktem wyjścia do rozmowy na szersze tematy. W pierwszym programie wyemitowanym przed miesiącem spektakl gdańskiego Teatru Wybrzeże według sztuki "From Poland with Love" Pawła Demirskiego i film Jana Hryniaka "Trzeci" były pretekstem do rozmowy o nowym pokoleniu Polaków, pierwszym, które wyrosło w warunkach wolnego rynku, konsumpcji i globalnej wioski. W programie drugim rozmowa toczyła się wokół postaci Wacława Niżyńskiego, rewolucyjnego choreografa z początku XX wieku, oraz Pawła Althamera, współczesnego artysty i performera z Warszawy, a tematem było przenikanie się biografii i sztuki. W obu przypadkach nie uciekano od pytań trudnych: na ile czarny obraz młodego pokolenia jest prawdziwy, a na ile wykreowany przez media oraz gdzie przebiegają granice kreacji artystycznej, co w przypadku chorego na schizofrenię Niżyńskiego i eksperymentującego ze środkami halucynogennymi Althamera jest pytaniem nie od rzeczy.

W końcu goście - w telewizji łatwo o gadające głowy, trudniej o głowy myślące, a takie udało się dotychczas sprowadzić autorom programu. Dobór dyskutantów jest zaskakujący, naprzeciw siebie siadają aktor Marek Kondrat i muzyk Kuba Wandachowicz, autor tekstu "Generacja Nic", prawicowy publicysta Cezary Michalski i redaktor młodoliterackiego pisma "Ha!art" Piotr Marecki, Robert Tekieli z Radia Józef i awangardowy artysta Paweł Althamer, którego prace znajdują się na indeksie LPR-u. Kamera podpatruje ich ukryte reakcje, widać, jak Tekieli odwraca głowę z niesmakiem, kiedy Althamer żartuje z formuły "w imię ojca i syna", nieco później to Althamer urażony krytyką bawi się na stronie otwieraczem do wina. Efektownie filmowane felietony prowokują do myślenia: rozmowa ze Sławomirem Shuty zrealizowana została w miejscu, które jest zaprzeczeniem jego antyrynkowej prozy, to znaczy w McDonaldzie. Ogląda się to wszystko z napięciem, czasem ma się ochotę wskoczyć na drugą stronę ekranu i włączyć do rozmowy.

Program "Po godzinach" miał zastąpić zdjętego z anteny "Pegaza", ale wnosi nową jakość do telewizji. Nie wyklucza to powrotu na antenę starej szkapy, wciąż bowiem jest w telewizji publicznej miejsce na poważny miesięcznik kulturalny nastawiony na recenzowanie bieżącego życia kulturalnego, na co w "Po godzinach" nie ma miejsca.

"Po godzinach", poniedziałek, 1 TVP, godz. 0.25