Papież w Meczecie

Drodzy Przyjaciele Muzułmanie! Pokój z Wami! - przemówił Jan Paweł II, gdy w niedzielę w Damaszku jako pierwszy papież w historii przekroczył próg meczetu.
To kolejny historyczny krok Papieża w jego misji dialogu międzyreligijnego. W 1985 r. Jan Paweł II odwiedził jako pierwszy zwierzchnik Kościoła katolickiego synagogę w Rzymie. W niedzielę w meczecie wezwał chrześcijan i muzułmanów do wzajemnego wybaczenia win przeszłości.

Gdy przed zachodem słońca papamobile zajechał na plac przed wejście do meczetu Omajadów, który jest czwartym pod względem wagi miejscem kultu islamu na świecie, jedynie mała grupa chrześcijan z chorągiewkami Watykanu skandowała po arabsku: Papież! Papież! Najgłośniej rozlegały się okrzyki ku czci syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada.

Na marmurowym dziedzińcu, zgodnie z obyczajem, Jan Paweł II zdjął buty. Papież i towarzyszący mu, kilka lat starszy, najwyższy duchowny muzułmański Syrii mufti Ahmad Kiftaro, wspierali się na laskach.

Gospodarze pozwolili Papieżowi na krótką medytację przed złotymi kratami grobu św. Jana Chrzciciela, którego muzułmanie czczą jako proroka Jahię. O wspólnej modlitwie nie mogło być mowy, ale mufti Kiftaro i Jan Paweł II wygłosili na dziedzińcu przemówienia.

- Za każde cierpienie, które zadali sobie chrześcijanie i muzułmanie, powinniśmy prosić Wszechmogącego o przebaczenie i wybaczyć sobie nawzajem - mówił Jan Paweł II. Wyraził pragnienie, aby młodzi ludzie obu religii "uczyli się dróg poszanowania i porozumienia" i "nie nadużywali religii dla szerzenia lub uzasadniania nienawiści lub przemocy".

Zakończył wezwaniem: - Oby serca chrześcijan i muzułmanów zwracały się wzajemnie ku sobie z uczuciami braterstwa i przyjaźni, aby Wszechmogący błogosławił nam pokojem, który jedynie może dać niebo. Jedynemu, Miłosiernemu Bogu niech będzie chwała i cześć na wieki!

W meczecie Omajadów znajduje się grób Saladyna, muzułmańskiego wodza, który przepędził krzyżowców z Ziemi Świętej. Arabowie chcieliby, by Watykan przeprosił ich za wyprawy krzyżowe, podobnie jak prosił o wybaczenie w Izraelu Żydów za antyjudaizm Kościoła i, dwa dni temu w Grecji, wiernych prawosławia za katolicki prozelityzm.

W niedzielę w meczecie mufti Ahmad Kiftaro, jak inni syryjscy dostojnicy podczas trwającej od soboty pielgrzymki, wezwał chrześcijański Zachód, by poparł muzułmanów w ich walce z "Żydami i syjonistami". (Syria tradycyjnie głosi też, że Izrael wyolbrzymia i wykorzystuje zagładę Żydów w Europie do swoich celów politycznych.) Oskarżając Izrael o niszczenie palestyńskich domów zaapelował, by Zachód wyszedł poza dobre chęci i modlitwy, by zapobiec "masakrze dzieci Chrystusa i Mahometa".

Izrael zażądał, by Watykan odciął się od antyizraelskiej propagandy syryjskich dygnitarzy podczas wizyty Papieża. Rzecznik Watykanu odparł, że Stolica Apostolska wielokrotnie potępiała antysemityzm i nie zamierza upominać Damaszku, którego jest gościem.

Kilka godzin wcześniej, podczas mszy dla 30 tys. syryjskich chrześcijan, Jan Paweł II wzywał: - Na tej świętej ziemi chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi są wezwani do współpracy z ufnością i odwagą, i doprowadzenia do tego, by wkrótce nastał dzień, w którym każdy naród doczeka się poszanowania swoich zasadniczych praw i będzie mógł żyć w pokoju i wzajemnej zgodzie!

Po raz pierwszy o nas mówią

W dzielnicy chrześcijańskiej do ostatniej chwili przed przyjazdem Papieża trwało wielkie sprzątanie. Malowano krawężniki przy nowych trotuarach i obcinano stare gałęzie. Syryjskie władze wyłożyły miliony dolarów na odnowienia ulicy Prostej, głównej arterii starożytnego rzymskiego miasta, na której św. Paweł głosił Dobrą Nowinę. Ulica Prosta jest dziś bazarem, na którym można kupić wszystko - od chińskich tenisówek po przyprawy orientalne.

W niedzielę po południu w ciasnym sklepiku Toniego na ulicy Prostej tuż przy patriarchacie grekokatolickim było tłoczno. Dwaj policjanci z motocyklowej eskorty Papieża przysiedli na inkrustowanych masą perłową taboretach, które Toni zazwyczaj oferuje zagranicznym turystom. Podczas gdy Jan Paweł II odpoczywał w patriarchacie, Toni i jego kuzynka, oboje katolicy, dzielili się z policjantami wrażeniami z porannej mszy z Papieżem, głównego punktu papieskiej pielgrzymki.

Na stadion Abasiin przyszło ponad 30 tys. ludzi. Rozśpiewany i zachwycony tłum witał entuzjastycznie każde słowo Papieża. - To dla nas wielka chwila. Po raz pierwszy mamy okazję pokazać naszym braciom muzułmanom, czym jest nasza religia. Od kilku dni telewizja pokazuje nasze sanktuaria, wywiady z księżmi. Powiedzieli nawet, że meczet Omajadów był niegdyś kościołem - entuzjazmował się młody ksiądz grekokatolicki.

- Jan Paweł II, kochamy cię - powiedział na powitanie Papieżowi patriarcha Grzegorz III w kilku językach, w tym po polsku. Wśród uczestników mszy powiewały flagi irackie, libańskie, egipskie, a nawet tureckie. Od prześladowań chrześcijan na początku XX wieku w imperium osmańskim, w Turcji przetrwała niewielka grupka chrześcijan. Było też kilkudziesięciu polskich żołnierzy stacjonujących w siłach pokojowych ONZ na wzgórzach Golan, o które Syria spiera się z Izraelem.

- Na tej świętej ziemi chrześcijanie, muzułmanie i żydzi są wezwani do współpracy z ufnością i odwagą, i doprowadzenia do tego, by wkrótce nastał dzień, w którym każdy naród doczeka się poszanowania swoich zasadniczych praw i będzie mógł żyć w pokoju i wzajemnej zgodzie - powiedział w homilii Papież. Komentator syryjskiej telewizji, która korzysta z wizyty Papieża, by krytykować Izrael, przypomniał niezwłocznie, że w tej samej chwili izraelska armia ostrzeliwuje Palestyńczyków.

Wizyta Jana Pawła II jest dla Damaszku niepowtarzalną okazją przedstawienia syryjskiego punktu widzenia w konflikcie z Izraelem. Syria uchodzi za najbardziej nieprzejednanego wroga Izraela i jest potępiana za poparcie udzielane fundamentalistom szyickim z libańskiego Hezbollahu. Dzięki papieskim odwiedzinom może pokazać się jako kraj o bogatej historii i tolerancyjny wobec mniejszości religijnych.

Pokój i nienawiść

W sobotę po południu radosny tłum dzieci witających Jana Pawła II na lotnisku w Damaszku zamarł na ułamek sekundy, gdy w drzwiach samolotu 80-letniemu Papieżowi, zmęczonemu wizytą w Grecji i lotem, wypadła z ręki laska. Młody prezydent Syrii Baszar al-Asad cierpliwie czekał na płycie lotniska, aż zgarbiony Jan Paweł II pokona schody.

- Bóg oznacza pokój i nawołuje do pokoju - powiedział podczas powitalnych przemówień Papież, apelując o sprawiedliwe rozwiązanie konfliktu między Izraelem i Arabami. Od wybuchu palestyńskiej rewolty we wrześniu ub. roku Bliskiemu Wschodowi grozi znowu wojna. O nienawiści przypomniał od razu prezydent Asad, który porównał cierpienia Arabów pod izraelską okupacją do prześladowań pierwszych chrześcijan.

- Syria jest ciągle młoda, a dziś przewodzi jej młody człowiek. Wiele się po tym spodziewamy - powiedział Jan Paweł II w czasie 20-minutowej prywatnej rozmowy z al-Asadem w rezydencji prezydenta. 37-letni Baszar al-Asad stanął na czele państwa w ub. roku po śmierci ojca, który rządził Syrią przez blisko 30 lat. Podjął ostrożne reformy, których rezultat widać na razie głównie w obecności Internetu.

Na ulicach Damaszku nie było wiele flag i nie biły dzwony kościelne, które zgodnie z tradycją milczą, pozostawiając miejsce wezwaniom muezinów z meczetów. 90 proc. mieszkańców Syrii to muzułmanie. Damasceńska policja sprawnie przepuszczała papieską kawalkadę, nie blokując ruchu w wiecznie zatłoczonej stolicy. Biało-żółte chorągiewki i tłumy wiwatujących były tylko w chrześcijańskiej dzielnicy starego Damaszku, dokąd Papież udał się na spotkanie ekumeniczne w prawosławnym patriarchacie Antiochii.

Musieliśmy tu być

W przeciwieństwie do Grecji, gdzie wizyta Papieża wywołała kontrowersje, syryjscy prawosławni witali głowę Kościoła katolickiego z radością. To oni, a nie syryjscy grekokatolicy, przyjmowali go pierwsi w swojej katedrze bogatej w XVIII-wieczny ikonostas. Papież odwiedził też katedrę Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego, wspólnoty chrześcijańskiej wyodrębnionej przed wielką schizmą - Przyjechałem specjalnie z Kairu, żeby być tu podczas wizyty Papieża - mówił młody mnich prawosławny urodzony w Damaszku. - To dla wszystkich chrześcijan wielka chwila.

- Kochamy Jana Pawła II, wszędzie za nim jeździmy - chwalili się trzej młodzi instruktorzy narciarstwa z Libanu, powiewając entuzjastycznie chorągiewkami. Wszyscy trzej ani na chwilę nie wahali się, czy przyjechać, choć przywódca libańskich maronitów zjednoczonych z Rzymem, kardynał Nasrallah Sfeir, odmówił przyjazdu do Damaszku. Sfeir domaga się od Syrii, by wycofała z Libanu swoich 30 tys. żołnierzy i zwróciła Bejrutowi polityczną samodzielność. - Jestem maronitą i popieram Sfeira, ale musieliśmy tu być - mówił jeden z nich.

Nieobecność Sfeira jest na razie jedynym zgrzytem w papieskiej pielgrzymce. Zdaniem wielu obserwatorów w Libanie przywódca maronitów niepotrzebnie podgrzewa konflikt z Syrią w chwili, kiedy sytuacja w Izraelu i Autonomii Palestyńskiej jest wybuchowa. Watykan zawsze nakłaniał libańskich chrześcijan do pokojowego współistnienia z muzułmanami. Nie udzielił im politycznego poparcia podczas 15-letniej wojny domowej w Libanie, w której chrześcijanie, głównie maronici, występowali przeciwko frontowi muzułmańsko-palestyńskiemu.