Terri Schiavo nie żyje

Gdy spór rodziny Terri Schiavo i jej męża osiągnął apogeum, po gorzkiej kłótni przy łóżku chorej, Terri zmarła.
41-letnia kobieta z Florydy, od 15 lat leżąca bez świadomości w "trwałym stanie wegetatywnym" zmarła w czwartek rano. Od 13 dni, po wyroku sądu, który zgodził się na jej śmierć, nie otrzymywała pokarmu i płynów.

W ostatnich godzinach, trwający od 1992 roku gorzki spór jej męża i rodziców osiągnął koszmarne apogeum. Doszło do tego, że rodzice Terri nie zostali dopuszczeni przez całą noc do jej pokoju, a w czwartek rano brat i siostra Terri zostali wyprowadzeni z hospicjum przez policję po kilkunastu minutach. Dopiero 15 minut po śmierci, rodzice Terri zostali dopuszczeni do jej łóżka.

Według ustalonej w ostatnich miesiącach rutyny, mąż Terri - Michael - który ma prawo podejmować wszystkie decyzje w jej sprawie, nigdy nie przebywa w jej pokoju w tym samym momencie, co rodzina umierającej kobiety. Tym razem spędził całą noc w pokoju Terri, potem chciał też być przy niej sam w momencie śmierci.

Rodzina Terri wielokrotnie nazywała Michaela "Mordercą", sugerowała, że gdy była ona jeszcze zdrowa, mąż bił ją i bezpośrednio spowodował zawał, który doprowadził do przerwania na pięć minut dopływu tlenu do mózgu i jego częściowe obumarcie. Adwokat Michaela Schiavo wielokrotnie wcześniej argumentował, że jego klient chce uniknąć nieprzyjemnych sytuacji przy łożku chorej. Wydawało się jednak, że zostanie wynegocjowana jakaś formuła, która pozwoli wspólnie przeżyć śmierć Terri jej rodzicom i mężowi.

Michael Schiavo w ostatnich latach wielokrotnie mówił, że spełnia wolę Terri, która nigdy nie chciała "żyć jak roślina", nie chciała żyć "dzięki rurkom". Z walki o spełnienie tej woli uczynił wręcz sens swojego życia. Sądy wszystkich instancji uwierzyły mu i pozwoliły na śmierć kobiety.

- Ona chciała zostać z nami dłużej, ale nie mogła już patrzeć na ten koszmar przy jej łóżku, awantury osób, ktore kiedyś kochała - mówiła mi kilka minut po śmierci Terri jedna z kobiet stojących przed hospicjum.

Zebrani tu od dwóch tygodni obrońcy życia Terri przyjęli wiadomość ze łzami, niektórzy osłabieni padli na ziemię, jednak za chwilę już wspólnie głośno i ze łzami w oczach się modlili.

- Po tym co się stało, mniej kocham mój kraj - mówiła zapłakana wychowawczyni przedszkolna z pobliskiej Tampy. - Gdy nasze dzieci widzą, że to OK zagłodzić kogoś na śmierć, to co z nich wyrośnie? Każdy z nas ma córkę. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której zagłodzili waszą córkę na śmierć

Ciało Terri szybko przewieziono furgonetką, śledzoną przez telewizyjne helikoptery, do szpitala by dokonać autopsji.

Sprawa Schiavo w ostatnich dwóch tygodniach przyciągała uwagę Ameryki 24 godziny na dobę. Nigdy wcześniej spór dotyczący zgody na życie lub śmierć chorej osoby nie wywołał takiej debaty. Według sondaży 60-70 proc. Amerykanów opowiadało się za pozwoleniem jej na śmierć. W ostatnich dniach z całego kraju napływały informacje, że tysiące ludzi rejestruje u notariuszy szczegółowe instrukcje czy chcą, czy nie chcą, by ich sztucznie podtrzymywać przy życiu. Dokumenty takie spisała także, jak ujawniła ostatnio Laura Bush, rodzina prezydencka.