J&S: muzycy z miliardami przed komisją

Komisja ds. Orlenu: "Co jest w was takiego atrakcyjnego, że wszyscy chcą handlować ropą tylko za waszym pośrednictwem?" - pytali wczoraj posłowie właścicieli spółki J&S. Nie dostali odpowiedzi.
Wiaczesław Smołokowski i Grzegorz Jankielewicz, właściciele paliwowego giganta J&S, wyszli z przesłuchania przed komisją ds. Orlenu obronną ręką. Chociaż każdy z nich zaprezentował nieco inną taktykę.

To właśnie kontrakt z J&S, który prezes Orlenu Andrzej Modrzejewski miał podpisać w lutym 2002 r., stał się powodem jego zatrzymania przez służby specjalne, które uważały, że umowa zagraża bezpieczeństwu energetycznemu państwa. Wczoraj Smołokowski i Jankielewicz opowiadali posłom o tym, jak ze zwykłych muzyków, którzy pod koniec lat 80. wyemigrowali do Polski i uzyskali nasze obywatelstwo, stali się potentatami na rynku ropy obracającymi miliardami dolarów i monopolizującymi dostawy tego surowca do Polski.

Smołokowski: każdy może kupować ropę w Rosji

Pierwszy zeznawał Smołokowski, którego przez dwie godziny słuchano na posiedzeniu zamkniętym, a potem - na jawnym. Biznesmen prezentował szeroki uśmiech. Z równowagi nie wyprowadziło go nawet pytanie Andrzeja Grzesika (Samoobrona), czy właściciele J&S ożenili się pod koniec lat 80. z Polkami po to tylko, by uzyskać polskie obywatelstwo. Smołokowski zaprzeczał jakimkolwiek związkom z rosyjskimi lub polskimi służbami specjalnymi. Twierdził też, że nie zna żadnych polskich polityków. Nie reagował na nazwiska baronów paliwowych, którzy wcześniej opowiadali, że robili interesy z J&S. Mówił, że nie wie nic o prowizjach za kontrakty paliwowe i że nigdy nie żądano od J&S łapówek.

- Dlaczego rosyjskie firmy nie mogą wydobywanej przez siebie ropy sprzedać bezpośrednio Orlenowi? Dlaczego muszą kupować ją za pośrednictwem J&S? Dlaczego wolą płacić wam marże, niż kupować od producenta bez marży? - pytał Andrzej Aumiller (UP). - Kto powiedział, że nie mogą. Niech się dogadają - odpowiadał Smołokowski. I dodawał: - Każdy może kupować ropę w Rosji bez pośrednika.

Opowieść o człowieku przez duże C

Grzegorz Jankielewicz był bardziej emocjonalny. Pytany, jak jego firma weszła na rynek paliw, opowiedział, że handel ropą zaproponował im Aleksiej Palianow, "przyjaciel, człowiek z dużej litery, człowiek, który budował miasta". Na początku lat 90. Smołokowski i Jankielewicz dostarczali na Syberię do firmy Palianowa Warionenieftgaz lodówki, zamrażarki i kuchenki mikrofalowe z Niemiec. - Palianow miał licencje na eksport ropy i zaproponował nam wspólny układ, chociaż nie znaliśmy się na ropie - przekonywał Jankielewicz. Kiedy sprzedali pierwszą partię, dostali drugą. Potem się usamodzielnili.

- Czy J&S był rodzajem przykrywki dla rosyjskiej działalności wywiadowczej? - pytał Zbigniew Wassermann (PiS). - To jest przerażające, to nieprawda. Powiedzcie nam wreszcie, czy są wobec nas jakieś zarzuty, jakieś śledztwo, chcemy wiedzieć! - uniósł się Jankielewicz.

Roman Giertych (LPR) pytał o 25 tys. dolarów dotacji na fundację Jolanty Kwaśniewskiej Porozumienie bez barier przekazanych przez żonę Jankielewicza. - Będziemy wspierać szlachetne cele takie jak fundacja Pierwszej Damy- mówił biznesmen. Konstantego Miodowicza (PO) interesował czas spędzony przez Jankielewicza w Związku Radzieckim. Świadek powiedział, że nie służył w wojsku, nie był w partii ani w Komsomole. - Do 33. roku życia, kiedy wyjechał pan do Polski, grał pan na gitarze? - pytał Miodowicz. - Tak - odparł Jankielewicz.

Miodowicz: - A po co było panu obywatelstwo polskie?

Jankielewicz: - Chciałem żyć w wolnym kraju. Jestem dumny z tego obywatelstwa.

Sentymentalne spotkanie w Mongolskim grillu

Smołokowski opowiedział, jak 6 lutego 2002 r., dzień przed swoim zatrzymaniem, prezes Modrzejewski poprosił go o pilne spotkanie. Rozmawiali w warszawskiej restauracji Mongolski grill. Modrzejewski mówił, że są obserwowani przez UOP. - Czy prezes Orlenu chciał się spotkać, by w ostatniej chwili podpisać aneks do kontraktu z J&S - pytali posłowie. - Nie. To było spotkanie sentymentalne. Modrzejewski podsumowywał okres swojej prezesury - mówił Smołokowski.

Tymczasem Modrzejewski w wywiadzie dla "Gazety" twierdził, że o spotkanie zabiegali właściciele J&S. Chcieli, by Orlen jak najszybciej podpisał gotowy już aneks do umowy z 1997 r. Ponieważ bardzo się niecierpliwili, Modrzejewski zgodził się z nimi umówić.

"Lis był wśród nich"

Kiedy Andrzej Grzesik (Samoobrona) zaczął dopytywać Smołokowskiego o dziennikarzy wyjeżdżających na koszt J&S na zagraniczne imprezy sportowe, biznesmen natychmiast odparł: "Podejrzewam, że interesuje pana Tomasz Lis. Tak, był wśród nich". Smołokowski nie wyjaśnił, o jaką imprezę chodziło, a Grzesik nie dopytywał.

Tomasz Lis nie chciał rozmawiać o tej sprawie z "Gazetą". Stwierdził, że niczego nie ukrywa, a wszystko już powiedział w styczniowym "Newsweeku". Mówił wtedy o swojej przyjaźni z właścicielami J&S i wspólnej podróży jachtem.