Rośnie iloraz w radiowozie

Co czwarty polski policjant może pochwalić się wyższym wykształceniem. Od kilku lat nasi gliniarze stają się coraz mądrzejsi
Czy to oznacza, że do lamusa odejdą kawały o tym, dlaczego policjanci chodzą parami: bo jeden potrafi czytać, a drugi pisać? - To nie jest tak, że w policji zapanował kult nauki - tłumaczy oficer z Komendy Głównej Policji. - Spora część kadry oficerskiej, która jest teraz na wysokich, dowódczych stołkach, musi w trybie przyspieszonym robić studia, bo tego wymagają przepisy. Bez magistra policjant nie może być komendantem. A jak wstępował do milicji, to liczyła chęć szczera, a nie matura.

Wykształcenie to nie tylko stołek, ale i stopień. Bez studiów nie można dziś w policji awansować. Najczęściej oficerowie robią więc studia zaoczne: zarządzania, administracji, prawa.

Efekt? Na początku 2000 r. dyplomem wyższej uczelni (policja nie podaje, czy chodzi o magisterium, czy studia inżynierskie) mogło się pochwalić 18 proc. policjantów. Dziś średnia krajowa to 26 proc. Prawie trzy czwarte ma maturę, reszta wykształcenie policealne albo zawodowe.

- Teraz co trzeci kandydat na policjanta ma skończone wyższe studia. Jest tendencja, by zatrudniać ludzi po prawie, bo nie muszą kończyć wielu policyjnych kursów i szybko zaczynają pracę - mówi kadrowa z jednostki w centralnej Polsce. Radek, były dziennikarz po politologii, przez rok starał się o przyjęcie do szkoły policyjnej. Kiedy zdał egzaminy i przeszedł testy, skakał ze szczęścia: - Nie przejmuję się, że będę magistrem pilnującym porządku na ulicy. Takich jak ja jest więcej. I nikogo to już nie dziwi.