O decyzji prezydenta powiedzieli

?  Tomasz Nałęcz (SdPl), szef pierwszej komisji śledczej: To na pewno była najtrudniejsza decyzja prezydenta w jego dziesięcioletniej prezydenturze. Prezydent w geście dobrej woli, bo nie miał takiego obowiązku, postanowił zeznawać. Ale w obliczu nieprzejednanej kampanii antyprezydenckiej zorganizowanej przez niektórych członków komisji zmienił zdanie - i ja to rozumiem. Choć uważam, że źle się stało - lepiej by było, gdy komisja nie była antyprezydencka, i lepiej by było, gdyby prezydent zeznawał.

?  Tadeusz Mazowiecki, były premier: Wolałbym, żeby prezydent wziął byka za rogi i stawił się przed komisją, nawet jeśli - co widać gołym okiem - urządza ona na niego polowanie. Przedstawianie publiczne w atmosferze sensacji - zanim prezydent mógł się wypowiedzieć przez komisją - zeznań osób, które mają status podejrzanych, jest niewątpliwie skandaliczne. Obawiam się jednak, że teraz to się nasili. Nie wiem, jak prezydent chce przedstawić opinii publicznej to, co miałby do powiedzenia przed komisją. Czekam na wyjaśnienie tego.

?  Jan Rokita, lider PO: Jestem pod wrażeniem tego, jak prezydent uzasadnił swoją odmowę. Z jednej strony wygląda to na akt desperacji. Prezydent mówi: wiem, że będą się mścili na mnie, mojej rodzinie, współpracownikach... Sądzę, że prezydent jest świadom, że wskutek tej odmowy dramatycznie spadnie zaufanie społeczne do niego.

Z drugiej strony jest to akt buty, gdy prezydent nazywa swoje przesłuchanie marnowaniem dorobku Polski demokratycznej. Człowiek, który uważa ujawnienie ciemnych stron własnego życia za marnowanie dorobku Polski, grzeszy wyjątkową pychą.

Jestem zadziwiony jego decyzją, nie spodziewałem się jej. Mam podejrzenie, że rujnuje ona autorytet głowy państwa. To duży błąd.

Zwłaszcza że gdy rano rozmawiałem z członkami komisji śledczej i dziennikarzami, oczekiwali oni przesłuchania łagodnego i niemającego dla sprawy Orlenu wielkiego znaczenia. W sprawie Orlenu prezydent jest świadkiem drugorzędnym. Komisja nie dysponuje wiedzą o jego osobistym zaangażowaniu. Istotna jest rola i zaangażowanie jego współpracowników, szczególnie Marka Ungiera. I tego dotyczyłyby pytania.

Nic zatem nie zapowiadało żadnej sensacji. Sensacją stało się uzasadnienie przez prezydenta odmowy. Prezydent poszedł na całość. Nigdy tego nie robił.

?  Marek Borowski, szef SdPl: Decyzja prezydenta jest dla mnie zaskoczeniem. Rozumiem rozgoryczenie prezydenta atakami politycznymi na jego osobę. Uważam, że polska prawica, inicjując nieodpowiedzialne i obrzydliwe ataki na prezydenta, po raz kolejny depcze elementarne standardy życia publicznego. Postawa radykalnej prawicy stałaby się szczególnie jaskrawa na tle odpowiedzialnej i wiarygodnej postawy prezydenta Kwaśniewskiego podczas przesłuchania.

Uważam, że ta decyzja prezydenta jest błędem. Na miejscu prezydenta stanąłbym przed komisją śledczą, aby wyjaśnić wszystkie wątpliwości i pokazać Polakom, że prezydent ma takie same prawa i obowiązki jak każdy Polak.

Jest wysoce pożądane, aby po podjęciu takiej decyzji prezydent wskazał inną formułę wyjaśnienia wszystkich wątpliwości w badanych sprawach.

Decyzję prezydenta Kwaśniewskiego trzeba jednak uszanować i nie wolno jej - jak to czynią politycy prawicy - odczytywać inaczej niż tylko jako sprzeciw wobec fali ataków na jego osobę.

?  Aleksander Smolar, szef Fundacji Batorego: Prezydent podjął wielkie ryzyko. Opinia publiczna identyfikuje się z komisją. Prezydent, wiedząc o tym, posłużył się mocnymi argumentami. Przedstawił wizję spisku z udziałem tygodnika "Wprost" i jego redaktora naczelnego Marka Króla, jako mutacji esbecji, która jakoby kolejny raz próbuje kolejne ekipy w państwie.

To sytuacja bez precedensu, prezydent stawia na szali swój autorytet. Dla własnego dobra musi teraz przedstawić dowody, by obronić swoje racje.

?  Prof. Stanisław Gebethner, konstytucjonalista: Prezydent w ogóle nie powinien zgadzać się na spotkanie z komisją śledczą. Ale skoro się zgodził, to powinien się stawić. Wobec prezydenta nie mogą być jednak wyciągnięte żadne konsekwencje.