Polowanie na prezydenta

Totalne zaskoczenie: prezydent Aleksander Kwaśniewski w ostatniej chwili zmienił zdanie i nie będzie dziś zeznawać przed komisją śledczą. Większość członków komisji krytykuje prezydenta, nawet ci z lewicy
Natychmiast po decyzji prezydenta Roman Giertych (LPR) zasugerował, że powodem były cztery strony z podsłuchów aresztowanego lobbysty Marka Dochnala, które tuż przed godz. 16 dotarły do komisji.

Z naszych informacji wynika, że na tych czterech stronach jest mowa o współpracy Dochnala z fundacją Jolanty Kwaśniewskiej. Dochnal ma tam mówić, że wokół fundacji kręciły się osoby "od mokrej roboty". Giertych już zapowiedział, że dziś rozda dziennikarzom te cztery strony, bez względu na to, czy prokuratura to odtajni.

Kwaśniewski wszystkie zarzuty odpierał - w swoim wczorajszym wystąpieniu dobitnie podkreślał, że nie ma nic do ukrycia ani przed opinią publiczną, ani przed wymiarem sprawiedliwości. - Będziemy wyjaśniać wszystko, co jest do wyjaśnienia, będziemy tłumaczyć wszystko, co jest do wytłumaczenia, ale nie w atmosferze pomówień, ataków, kłamstwa - deklarował.

Historia polowania na prezydenta

Wiceprzewodniczący komisji Roman Giertych (LPR) nigdy nie krył, że jego celem jest prezydent Kwaśniewski. W opublikowanym w połowie grudnia raporcie już przesądził - to Kwaśniewski stoi za planami sprzedania polskiego sektora naftowego Rosjanom.

Giertycha wsparli Zbigniew Wassermann (PiS), Antoni Macierewicz (RKN), Andrzej Grzesik (Samoobrona) i w mniejszym stopniu Konstanty Miodowicz (PO) oraz przewodniczący komisji Józef Gruszka (PSL). W ten sposób powstała w komisji większość, która przegłosowywała niemal wszystkie wnioski lidera LPR dotyczące prezydenta i jego otoczenia.

W lipcu zeszłego roku przegłosowano wniosek o udostępnienie przez Kancelarię Prezydenta ksiąg wejść i wyjść z ostatnich trzech lat. Zaraz potem komisja wystąpiła o zabezpieczenie dokumentacji Fundacji "Porozumienie bez Barier" Jolanty Kwaśniewskiej.

Na wniosek komisji prokuratura zajęła też dokumentację kancelarii prawnej KNS, której współwłaścicielem jest Andrzej Kratiuk, szef Rady Fundacji.

Wnioskom towarzyszyły sugestie członków komisji, że przez fundację i KNS przechodziły pieniądze mafii paliwowej.

Zarówno żona prezydenta, jak i Andrzej Kratiuk zapewniali, że żadne firmy związane z mafią paliwową nie wspierały fundacji i nie były obsługiwane przez KNS. Jolanta Kwaśniewska nie ujawniła jednak nazwisk wszystkich darczyńców.

Co zeznał Bobrek?

Giertych swoje podejrzenia opierał na zeznaniach jednego z baronów mafii paliwowej Jana Bobreka, współwłaściciela spółki BGM. Bobrek wyszedł z aresztu po wpłaceniu 2 mln zł kaucji i obietnicy współpracy z prokuraturą. To właśnie według niego spółki związane z BGM wpłacały pieniądze na konto fundacji Jolanty Kwaśniewskiej.

Bobrek miał zeznać nawet, że widział dokument z kontem numerycznym Kwaśniewskiego i innych polityków w szwajcarskim banku. Na konto miały być przekazywane prowizje od kontraktów paliwowych.

Żadna z tych informacji nie została potwierdzona. Kwaśniewski wielokrotnie powtarzał - również wczoraj - że nie ma żadnego konta w Szwajcarii.

Dziennikarzom nigdy nie pokazano zeznań Bobreka - musieli się opierać na relacjach członków komisji. Gazety, które napisały o sponsorowaniu działalności Kwaśniewskiej przez spółki paliwowe, musiały zamieszczać sprostowania.

Kłamstwa Dochnala

Przesłuchiwany w komisji Bobrek nie chciał powtórzyć swoich zeznań w prokuraturze. Źródła w prokuraturze twierdzą, że Bobrek, zeznając, często mówił o wydarzeniach, w których nie brał udziału, i o rzeczach, o których tylko słyszał. Np. słynną kartkę z kontem numerycznym "pokazano mu na chwilę" w żyrardowskiej spółce Metamex.

Bardziej rozmowny był w ostatnią sobotę dowieziony z aresztu lobbysta Marek Dochnal. Po tym jak komisja obiecała mu pomoc w uwolnieniu z aresztu, oskarżył m.in. b. prezydenckiego ministra Marka Ungiera o to, że wspólnie z Janem Kulczykiem chciał Rosjanom sprzedać polski sektor naftowy. Kulczyk z kolei miał się chwalić pełnomocnictwami samego prezydenta.

Dochnal powiedział nawet, że za jego aresztowaniem miał stać Ungier, który nie chciał dopuścić, by lobbysta podpisał kontrakt z kazachską spółką KazMunaiGaz na dostawy ropy do Rafinerii Gdańskiej.

- Marek Dochnal kłamie - skomentował to wczoraj w Radiu TOK FM prokurator krajowy Kazimierz Olejnik.

Poproszony o skomentowanie układu, jaki komisja zaproponowała Dochnalowi, Olejnik stwierdził: - To kolejny dziwoląg w wykonaniu komisji. Jeśli złożyła takie deklaracje, to nadużyła zaufania Dochnala, ponieważ obiecała mu coś, do czego nie ma uprawnień. Nie wiem, czy te obietnice nie wyczerpywały przesłanek przestępstwa powoływania się na wpływy. Pan Dochnal ma jedno wyjście, musi powiedzieć pełną prawdę, na razie gra, próbuje polepszyć swoją sytuację drogą kłamstwa.

Atak "Wprost"

Kolejne armaty wytoczył tygodnik "Wprost". W ostatnim numerze wieści "upadek mitu" i opisując zarzuty Dochnala i Bobreka przepowiadają, że "z Aleksandra Kwaśniewskiego zostanie Aleksander K."

Kwaśniewski w wywiadzie dla Moniki Olejnik w TVP powiedział: - Nie zgadzam się na to, żeby jakaś kolejna mutacja Urzędu Bezpieczeństwa kierowała Polską.

Redakcja "Wprost" natychmiast zapowiedziała kroki prawne przeciwko prezydentowi.