Kupiliśmy, przeczytamy?

Zakończenie edycji naszej kolekcji literatury XX wieku. "Gazeta" w całości wykupiona z kiosków, niezliczone listy i maile od czytelników, tych zachwyconych i tych zdezorientowanych - taki był początek kolekcji literatury XX wieku, która przez ostatnie 40 tygodni towarzyszyła co wtorek "Gazecie"
"Imię róży" Umberto Eco, które jako pierwszy tytuł w serii pojawiło się w kioskach 1 czerwca 2004 r., trzeba było dodrukować, bo 600-tys. nakład rozszedł się w okamgnieniu. Podobnie było z "Lolitą" Władimira Nabokova, chociaż - jak pozostałe książki z kolekcji - kosztowała już 15 zł.

Każdemu tytułowi towarzyszył obszerny esej. O "I nie było już nikogo" Agaty Christie napisała dla "Gazety" Joanna Chmielewska, o "Ojcu chrzestnym" Mario Puzo - Marek Kondrat, o "Sztukmistrzu z Lublina" Issaca Singera - Paweł Huelle, a o "Pożegnaniu z Afryką" - Joanna Szczepkowska.

Na cotygodniowy dodatek w postaci książki "Gazeta" zdecydowała się jako pierwszy ogólnopolski dziennik. Dzięki zainteresowaniu czytelników kolekcja nie urwała się 24 października, ale została przedłużona o kolejne 20 tomów. Ostatni, "Wilk stepowy" Hermanna Hessego ukazał się tydzień temu.

Dobór tytułów w kolekcji prowokował i nadal prowokuje do dyskusji. Jak zatem przebiegał?

- Zaczęliśmy od przeglądania mojej biblioteczki. Panowała między nami zdumiewająca zgodność - mówi Joanna Szczęsna, dziennikarka "Gazety", która przygotowywała wybór razem z Juliuszem Rawiczem, zastępcą redaktora naczelnego "Gazety", i Włodzimierzem Kalickim, publicystą i reporterem.

W pierwszym podejściu lista objęła 120 tytułów. - Z tej puli wybieraliśmy przede wszystkim to, co lubimy - wyjaśnia Szczęsna. - Ważnym kryterium była także rola, jaką dany tytuł odegrał w historii literatury. Tak na listę trafił "Proces" Kafki, za którym nie przepadamy.

Trzecim etapem było dołączenie książek "pierwszorzędnych wśród drugorzędnych". W ten sposób trafiły na listę m.in. "Działa Navarony" Alistaira McLeana, "I nie było już nikogo" Agathy Christie czy "Ojciec chrzestny" Mario Puzo - tytuły, których dobór najczęściej krytykowano.

- Mam wrażenie, że uwzględnienie takiej literatury bardzo wpłynęło na popularność kolekcji - mówi jednak Rawicz. - Chcieliśmy znaleźć wspólników w naszym zachwycie, nie zamierzaliśmy tworzyć kolejnego kanonu lektur szkolnych - dodaje Szczęsna.

Powstało kilka wariantów listy. - Dzięki temu, że pomysł chwycił, do kiosków trafił wariant najszerszy, najbardziej optymistyczny. Niestety, nie do wszystkich książek udało nam się zdobyć prawa autorskie. Dlatego zamiast m.in. "Dwunastu krzeseł" Eugeniusza Pietrowa wydaliśmy kilka tytułów z listy rezerwowej - tłumaczy Rawicz.

Pomysłodawcy akcji są z niej zadowoleni. - Powstały biblioteczki także w tych domach, gdzie ich wcześniej nie było. Wiemy to od czytelników, którzy do nas piszą i telefonują - mówi Rawicz. - Nawet jeśli ludzie nie chcą albo nie mają czasu czytać tych książek, to sięgnąć mogą po nie ich bliscy. Pierwszym miejscem, w którym zarazić się można literaturą, jest dom rodzinny.

Całą kolekcję będzie można kupić od 11 do 25 marca w empikach.



komentuje dla "Gazety" Michał Brzozowski, księgarz z Łodzi, organizator akcji "Apetyt na czytanie"

Akcja "Gazety" była kontrowersyjna, uderzyła we wcześniejszych wydawców 40 książek, które wybrano do kolekcji. Tytuły dołączane do dziennika wcale nie były takie tanie, a za mniejsze pieniądze w jeszcze lepszych wydaniach można było kupić je np. w antykwariatach.

Jeżeli chodzi o księgarstwo, to trudno powiedzieć, czy akcja wypłynęła jakoś na rynek. To tylko 40 tytułów, podczas gdy na rynku są dziesiątki tysięcy. Czy akcja zwiększy czytelnictwo? Znam ludzi, którzy w domu nie trzymają książek, a sięgnęli po kolekcję, oraz takich, którzy tego nie zrobili. Ilu jest jednych, ilu drugich - dokładnie nie wiadomo, bo w Polsce nikt nie prowadzi rzetelnych, obiektywnych i całościowych badań rynku wydawniczego. Może powinna zająć się tym "Gazeta"?



komentuje Bogdan Szymanik, wydawca i księgarz, właściciel wydawnictwa Bosz

Trudno ocenić, w jakim stopniu kolekcja "Gazety" i podobne działania wydawców innych pism wpływają na cały rynek. Ja już drugi rok z rzędu notuję wzrost obrotów. Myślę, że dołączanie książek do gazet jest trochę jak wysyłkowe kluby książki - z jednej strony odbiera część zysków tradycyjnym księgarniom i konkurującym bezpośrednio wydawnictwom, ale z drugiej strony chyba ułatwia ludziom dostęp do książek i podnosi czytelnictwo.

Osobiście popieram każde działanie, które wywołuje taki efekt. Czytelnictwo i sprzedaż książek utrzymują się w kraju na żałośnie niskim poziomie. Statystyczny Polak - wg różnych danych - kupuje od 0,5 do 1 książki rocznie, podczas gdy Niemiec albo Francuz - kilkanaście. Tak szalonej dysproporcji nie notujemy przy zakupach komputerów, alkoholu czy samochodów.

Bestsellery kolekcji

1. "Mistrz i Małgorzata"

2. "Lolita"

3. "Blaszany bębenek"

4. "Pożegnanie z Afryką"

5. "Na zachodzie bez zmian"

6. "Ja, Klaudiusz"

7. "Sztukmistrz z Lublina"

8. "Zniewolony umysł"

9. "I nie było już nikogo"

10. "Gra w klasy"

źródło: dział promocji "Gazety"