Darmowy posiłek w hipermarkecie

Francuski artysta Mathieu Laurette przez kilka miesięcy włóczył się po marketach, żył z produktów rozdawanych tamtejszym klientom, i z darmowego jedzenia uczynił sztukę. W Polsce ma naśladowców, bynajmniej nie bywalców salonów sztuki


Laurette udowodnił, że w miejskiej dżungli można przeżyć niemal bez grosza. Wędrował za hostessami rozdającymi jedzenie i uczestniczył w konkursach w hipermarketach. Przedmioty, które zebrał w ten sposób, i samego siebie (by udowodnić, że mimo specyficznego odżywiania pozostaje w niezłej kondycji fizycznej), wyeksponował w centrum Pompidou w Paryżu.

W Polsce po drobne przekąski w ciągu dnia wpadają do centrów handlowych (bo tam znajdą kilka marketów obok siebie i pasaż, w którym najczęściej stoją hostessy) najubożsi studenci i emeryci. Świetnie orientują się w rozkładzie promocyjnej jazdy. W weekendy zjadają tam normalny posiłek, tyle że w częściach. - Spaceruję z koszykiem i co chwilę staję w ogonku po żarcie. Jest mi wszystko jedno, co pomyślą o mnie hostessy czy ochroniarze w sklepie. Najważniejsze, że jestem syty - opowiada Piotr Wróblewski, student polonistyki z Wrocławia.

Zanim pod koniec lat 90. pojawiły się w Polsce pierwsze hipermarkety, poprzedziły je badania marketingowe. Potencjalni klienci na pytanie o wymarzone akcje towarzyszące zakupom, najczęściej wymieniali darmowy poczęstunek. - Na początku ludzie dziwili się, że jedzenie można kosztować bezpłatnie. Wkrótce tak się rozwydrzyli, że trzeba było bronić stoisk - wspomina Tomasz Korczak, szef firmy Tona - Bank Twarzy z Wrocławia.

Dla niektórych osób taka degustacja, to jedyna okazja, by spróbować, jak smakuje prawdziwy ser pleśniowy z Francji czy niemiecki kabanos. - Polacy są głodni. Najpierw częstowałyśmy ludzi dużymi kawałkami, ale jak się przedstawiciele firm zorientowani, że ludzie przychodzą tu na obiad, to kazali nam podawać jedzenie na wykałaczkach - wspomina hostessa, Marta Kochanek.

Sknerstwo, czy konieczność?

dr Marek Szopski, socjolog, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego

- W Polsce zjadanie niby-posiłków w hipermarkecie i niepłacenie jest wynikiem biedy. Wypicie kilku porcji soku czy zjedzenie kilku kawałków parówki zaspokoi głód. W Stanach Zjednoczonych istnieje nawet zjawisko takiego dożywiania się rodzinnego. Jest też pewna kategoria ludzi bezdomnych, bezrobotnych czy studentów, których nie stać na zakupy. W Polsce kilka, do kilkunastu procent ludzi też tak żyje. W Stanach Zjednoczonych jeden z bezdomnych, który mieszkał przy wejściu do marketu, uniemożliwił włamanie do niego. Dyrekcja zapytała, jak może mu się odwdzięczyć. - Dajcie mi tylko trochę tytoniu do fajki i dżinsy, bo resztę mam w waszym sklepie - odpowiedział.

Co zjesz i wypijesz za darmo w hipermarkecie?

Jogurty, sery pleśniowe, sery żółte, wędliny, pieczywo, płatki śniadaniowe, galaretki, soki, kawę, sosy do mięsa, czipsy, orzeszki i torty.