Dzika lustracja na Litwie

Dzika lustracja na Litwie nabiera tempa. W czasie weekendu do Sejmu dotarła lista tzw. rezerwy oficerskiej KGB zawierająca ponad 350 nazwisk. Litwini zastanawiają się, kto rozpętał dziką lustrację, po co i czy uda się ją opanować bez pomocy rosyjskich archiwistów
Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, gdy media ujawniły, że na liście rezerwistów KGB znajduje się wiceszef parlamentu Alfredas Pekeliunas. Kilka dni później ujawniono, że jest na niej również minister spraw zagranicznych Antanas Valionis i szef Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego Arvydas Pocius. Wyszło także na jaw, że tajnym współpracownikiem KGB był obecny szef archiwów państwowych Vytautas Grigoraitis.

Z listy, która krąży wśród posłów, wynika, że byli rezerwiści KGB zajmowali lub nadal zajmują eksponowane stanowiska - są wśród nich np. byli i obecni kierownicy powiatów z partii rządzącej koalicji centro-lewicowej.

Sejm już powołał komisję specjalną, która ma zbadać, jakie stosunki łączyły Pekeliunasa, Valionisa i Pociusa z KGB i czy zajmowanie przez nich tak wysokich stanowisk nie stanowi zagrożenia dla państwa. Teraz do tego spisu zostaną dołączeni i pozostali politycy z ujawnionego spisu rezerwy KGB.

Zgodnie z prawem bycie na liście rezerwy oficerskiej KGB nie jest uznawane za współpracę z KGB. Ludzie ci byli po prostu rezerwistami przewidzianymi w przypadku wojny do służby w jednostkach podległych KGB, np. wojskach ochrony pogranicza. Nie byli w większości przypadków agentami. Opozycja uważa jednak, że fakt bycia w rezerwie KGB pozbawia polityków moralnego prawa do sprawowania wysokich urzędów.

Jedni komentatorzy uważają, że dziką lustrację rozpętały rosyjskie służby specjalne. Inni twierdzą, że wszystko dzieje się za sprawą usuniętego w kwietniu ub.r. prezydenta Rolandasa Paksasa, który się mści.

Wszyscy zgadzają się, że zjawisko zaczyna się wymykać spod kontroli. Przykładem może być oskarżenie konserwatysty Antanasa Matulasa o współpracę z GRU. Poseł kategorycznie zaprzecza, że współpracował z sowieckimi służbami. Twierdzi, że w czasie swojej służby zasadniczej w armii radzieckiej kilka razy wykonywał tajne zadania, które mogły być zadaniami zleconymi przez GRU. Nigdy jednak nie podpisywał zgody na współpracę. Archiwiści twierdzą, że służby te, wycofując się z Litwy, wywiozły ze sobą absolutnie wszystkie dokumenty archiwalne. Bez pomocy obecnych rosyjskich służb nikomu nic nie można więc udowodnić.