Oscary typuje Tadeusz Sobolewski:

Nie wierzę w Oscary. W tej chwili to już tylko, zacna niegdyś, podtrzymująca prestiż amerykańskiego kina nagroda promocyjna. Służy lepszej sprzedaży i środowiskowej polityce. A ponieważ świat filmowy i tak podlega dziś ekonomicznie hollywoodzkiemu imperium, nie widzę powodu, żeby jeszcze brać udział w tej reklamowej kampanii.

Oscar wyraża gust statystyczny, krytyka - gust indywidualny. Z doświadczenia korespondenta festiwalowego wiem, że największy sens mają nagrody przyznawane (symbolicznie) przez jury jednoosobowe, które stanowimy my sami.

Po takim wstępie nie powinienem właściwie brać udziału w typowaniu. Oczywistością jest przypuszczenie, że nagrody za najlepszy film i dla najlepszego reżysera przypadną Martinowi Scorsese i Clintowi Eastwoodowi (w takiej kolejności). Wśród nominowanych aktorów pierwszoplanowych jako kandydata widzę Dona Cheadle grającego ruandyjskiego Schindlera w nie najlepszym filmie "Hotel Rwanda". Wśród "najlepszych filmów zagranicznych" - nic ciekawego. Nie ma mojego faworyta "Klucze do domu" Gianni Amelio. Obawiam się, że Oscara dostanie płaski "Upadek", film przeciętny, który narobił dużo szumu ze względu na temat, a którego już się nie pamięta.