Sztuczne języki przeżywają renesans

"Hamlet" po klingońsku? Biblia w języku elfów? Dzięki internetowi nastały lepsze czasy dla wymyślonych języków
Na Ziemi używa się 6 tys. języków naturalnych, z czego połowę stanowią takie, które mają nie więcej niż 10 tys. użytkowników. Aż jedna czwarta liczy sobie najwyżej tysiąc użytkowników, toteż UNESCO szacuje tempo wymierania języków na dziesięć rocznie.

Czy to już koniec pomieszania języków? Przecież globalizacja przynosi dyktat języków najpopularniejszych, spełniając sen o wprowadzeniu wspólnego języka. Tyle że o jej wyborze przesądza "językowy imperializm" (jak światową dominację angielskiego określają Francuzi), a nie wygoda i równość użytkowników. Niemcowi łatwiej nauczyć się angielskiego niż Polakowi, a Polakowi - łatwiej niż Japończykowi.

Imperialiści i idealiści

Tej wady pozbawione mają być języki sztuczne. Najbliższy ideału był pierwszy z nich - solresol, opracowywany od 1817 roku przez François Sudre'a. Opiera się on na siedmiu tonach skali muzycznej, a "słowa" liczą od jednej do czterech nut (np. "Bóg" to do-mi-sol, a "szatan" - sol-mi-do; sol-re-sol to "język"), dlatego jest równie trudny dla Francuza, Anglika czy australijskiego Aborygena.

Niestety, nie każdy ma słuch Janka Muzykanta, dlatego pomysł Sudre'a nie chwycił, a w 1879 roku pojawił się wolapik - język oparty na przekształconej łacinie, niemieckim, francuskim i angielskim. Wolapik oznacza "światowy język" (od angielskich "world" i "speak"), a jego twórca, bawarski ksiądz Schleyer wierzył, że działa z nakazu Boga. U schyłku XIX wieku, w czasach świetności wolapiku władało nim 200 tys. osób w Europie i Ameryce.

Zdeklasował go logiczniejszy i prostszy twór doktora Esperanto ("mającego nadzieję"). Pod tym pseudonimem okulista z Białegostoku Ludwik Zamenhoff opublikował w 1887 roku podręcznik wymyślonej przez siebie mowy, która zdobyła miano najpopularniejszego sztucznego języka w historii. Dziś liczbę mówiących esperanto szacuje się na 1,6 mln, a znaleźć można też takich, którzy dzięki rodzicom esperantystom mówią nim od urodzenia.

Niestety, tak jak Zamenhoff ulepszył ideę Schelyera, tak inni postanowili stworzyć język lepszy od esperanto, pojawiały też nowe propozycje (m.in. master language, ido, occidental, novial, neo, interlinuga itd.).

Nowomowa kontra koalang

Esperanto znał biernie lingwista z Oksfordu John Ronald Reuel Tolkien, który w 1932 roku narzekał, że esperanckie idiomy nie mają uroku tych, które powstają w naturalnym języku. Niemniej jego wydana w 1954 roku powieść "Władca pierścieni" zrewolucjonizowała literaturę, bo na jej potrzeby Tolkien wymyślił nie tylko historię opisywanej nibylandii - Śródziemia, ale także liczne języki, z których za najładniejsze uznano quenijski i sindariński - języki elfów. Pisarz ukazał nawet ich ewolucję w toku wymyślonej historii Śródziemia!

Przynajmniej od czasów Tolkiena szanujący się pisarze fantasy i s.f. czują się w obowiązku wymyślać urojone języki i dialekty. Przykładem może być choćby nadsat - chuligański slang z "Mechanicznej pomarańczy" Anthony'ego Burgessa (1962), mieszanina angielskiego, rosyjskiego i cockneya - gwary londyńskiej ulicy.

Językowe rozważania niektórych autorów okazały się niezwykle trafne. W "Roku 1984" (1949) George Orwell opisał "nowomowę", czyli taką rekonstrukcję naturalnego języka, która uniemożliwia obywatelom totalitarnego państwa wyrażanie niezależnych myśli. Nowomowa naprawdę rozkwitła w wielu językach, a jej ślady do dziś znajdziemy w polskim, rosyjskim czy chińskim. Nadal obowiązuje w Korei Północnej. Obywatele totalitarnych krajów, żeby zachować niezależność i uniknąć nieprzyjemności ze strony aparatu władzy, tworzą wieloznaczny, aluzyjny język, który w "Paradyzji" (1984) Janusz Zajdel opisał jako "koalang".

W "Czarnoksiężniku z Archipelagu" (1969) Ursula K. Le Guin opisywała pierwotny, "prawdziwy" język, w którym stworzono świat. Jego znajomość umożliwia rzucanie czarów, ale ponieważ wiele słów zostało zapomnianych, czarodzieje poświęcają dużo czasu na ich odnajdywanie. W czasie, kiedy Le Guin pisała książkę, amerykański lingwista Noam Chomsky dochodził do swojej teorii uniwersalnej gramatyki, która postuluje, że wszystkie ludzkie języki mają wspólne elementy.

Fantaści i fanatycy

Niedocenione przez ludzkość języki sztuczne znalazły zastosowanie w kinie i telewizji. Legendą esperantystów jest horror "Incubus" (1965) nagrany w całości w języku Zamenhoffa. Esperanto pojawia się także w produkcjach fantastyczno-naukowych - serialu "Czerwony Karzeł" (1988) i filmie "Gattaca" (1997), a ostatnio w trzeciej części przygód łowcy wampirów Blade'a - "Blade: Trinity". Renesans muzycznego solresol wywołały "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" (1977), w których kosmici próbują się przy jego pomocy porozumieć z Ziemianami.

Jeden z najpopularniejszych obecnie sztucznych języków skonstruowano w latach 80. przy okazji kręcenia trzeciego filmu pełnometrażowego towarzyszącego serialowi "Star Trek". Wymyślił go Mark Orkand, doktor lingwistyki, w nieznacznym stopniu bazując na jednym z wymarłych indiańskich dialektów. Mowa oczywiście o klingońskim - mowie Klingonów, wojowniczej rasy kosmitów z planety Qo'noS.

Jak podaje "Seattle Times", dziś klingońskim włada około tysiąca ludzi. Zbadano nawet, że przeciętny użytkownik klingońskiego ma 31,5 roku i zafascynował się językiem dzięki serialowi, mieszka w USA, studiuje lub ma wyższe wykształcenie i pracuje w branży IT. Wikipedia, internetowa encyklopedia, ma nawet strony w tym języku, a jego propagowaniem zajmuje się Instytut Języka Klingońskiego z siedzibą w USA, który wydaje kwartalnik i przyznaje studentom lingwistyki stypendium naukowe. Wydano słownik klinogońsko-angielski i rozmówki, a nawet "Hamleta" i "Gilgamesza" po klingońsku!

Internauci i filantropi

Chociaż jedynie nieliczni pasjonaci prowadzą dialogi po klingońsku, a nawet w esperanto, dziś sztuczne języki rozwijają się dzięki internetowi. W sieci można znaleźć m.in. tłumaczenie biblijnej Księgi Genesis na języki elfów, poematy po klingońsku i mnóstwo esperanckiej literatury.

Ciągle powstają nowe języki, którymi ich autorzy chcą uszczęśliwić ludzkość, wprowadzając je obieg przy pomocy sieci. Ryszard Antoniszczak, Polak ze Szwecji, proponuje, żeby jego atlango stało się językiem UE, a Kanadyjka Sonja Elen Kisa wymyśliła toki ponę - maksymalnie uproszczoną mowę, która liczy zaledwie 14 głosek i 118 słów. Podobnych propozycji można znaleźć setki.

Czy któryś z tych języków dorówna esperanto? Pewnie nie, bo większości z nich nie używa nikt, poza autorami. Można jednak odnieść wrażenie, że w miejsce każdego naturalnego języka, który umiera, powstaje kilka nowych - sztucznych. W 1990 roku - u zarania internetu - prof. Aleksander Duliczenko, językoznawca z uniwersytetu w estońskim Tartu, doliczył się od czasów solresol 912 wymyślonych języków. Dziś internetowy rejestr sztucznych języków (www.langmaker.com) wylicza ich 1279.