Szaron jest pragmatykiem

Wywiad z Uri Huppertem, izraelskim komentatorem politycznym
Tomasz Bielecki: Ariel Szaron nazywany był kiedyś ojcem osadnictwa. Jego plan to wręcz rewolucja światopoglądowa.

Uri Huppert*: Ariel "Arik" Szaron jest politycznym pragmatykiem, a nie prawicowym ideologiem. Przez większość życia był żołnierzem i nie zaprzątał sobie głowy ideologiami. Dzięki sukcesom podczas wojny Jom Kipur w 1973 r. został bohaterem - nie dla prawicy ani lewicy, lecz dla wszystkich Izraelczyków. Na czołgach pisano wtedy kredą: "Arik - król Izraela".

Szaron miał ambicje i dlatego po opuszczeniu armii zajął się polityką. To, że stał się działaczem prawicowym, było kwestią taktyki, a nie prawicowej ideologii. Dlatego teraz bez ideologicznych zahamowań zmienia stosunek do kwestii Palestyńczyków. Dla niego nie jest to żaden filozoficzny przewrót.

Oczywiście, premier zaskakuje tym nie tylko swoich przeciwników w Izraelu, ale i Jasera Arafata. A przecież to m.in. Arafat wytypował go na premiera Izraela.

Arafat wytypował Szarona?

- Dla Arafata najlepszy premier Izraela to ten, z którym można prowadzić wojnę, a nie negocjować pokój. Poprzednik Szarona Ehud Barak szedł na wielkie ustępstwa, nawet w sprawie podziału Jerozolimy. Dla prawicy był niemal zdrajcą. Ale był też groźny dla Arafata i palestyńskich fundamentalistów. I oto izraelska prawica i Palestyńczycy bezwiednie zaczęli dążyć do tego samego celu - porażki Ehuda Baraka. Udało się. Izraelczycy wybrali Ariela Szarona, kiedy zrozumieli, że Barak nie rozwiąże problemu palestyńskiego.

Dla Arabów Ariel Szaron uosabiał najbardziej złowieszcze zapędy Izraela. Był symbolem zaborczości, z którego można było stworzyć potwora, i w takiej roli go obsadzono. I tu nastąpiła pomyłka. Szaron zawiódł nadzieje zarówno religijnej prawicy w Izraelu, jak i Arafata, bo oddaje Palestyńczykom Strefę Gazy.

Skąd pomysł opuszczenia Strefy Gazy?

- Kluczowe znaczenie ma demografia. Opozycyjna Partia Pracy od dawna mówiła, że Izrael nie zdoła wchłonąć wszystkich Palestyńczyków i utraci swój żydowski charakter. Szaron pragmatyk to z czasem zrozumiał i doszedł do wniosku, że trzeba odciąć okręg najbardziej zaludniony przez Arabów, czyli Strefę Gazy. Choć to pomysł izraelskiej lewicy, to Szaron - który nie ma kompleksów ideologicznych - potrafił go przyjąć jako zwolennik realpolitik.

Jak Szaron wyobraża sobie przyszłość Strefy Gazy?

Myślę, że chce tam stworzyć państwo palestyńskie. W przeciwieństwie do lewicy nie zamierza oddawać Palestyńczykom całego Zachodniego Brzegu. Szaron jest przekonany, że im lepiej uda mu się wycofanie Izraela ze Strefy Gazy, tym łatwiej będzie mu przekonać świat do własnego pomysłu na podział Zachodniego Brzegu. Szaron sam chce określić jego granice, które na pewno nie będą się pokrywać z "zieloną linią" (czyli granicą sprzed wojny 1967 r.).

Palestyńczyków ta wizja przeraża. Dopóki Szaron był potworem, ich sytuacja polityczna wyglądała lepiej. Teraz trudniej im przekonać świat, że Izrael ich oszukuje. Jednocześnie boją się, że jeśli się zgodzą na przejęcie tylko Strefy Gazy, to potem nie dostaną już nic więcej.

Przeciw Szaronowi buntuje się jego własna partia. Jak to się skończy?

- W Likudzie, partii Szarona, zwycięża fundamentalizm religijny, na którym bazuje rywal premiera, czyli Beniamin Netanjahu. Jednak plan Szarona ma poparcie większości Izraelczyków. Dlatego myślę, że przed następnymi wyborami dojdzie do stworzenia bloku z Szimonem Peresem, liderem Partii Pracy, i Arielem Szaronem na czele. Szaron rozbije prawicę, co pozwoli na połączenie się umiarkowanej części Likudu i centrowych członków Partii Pracy. Nieważne, jak ta nowa partia czy koalicja będzie się nazywać - ważne, by wzmocniła racjonalne, świeckie centrum i by zdegradowała szaleńczy i fundamentalistyczny mesjanizm.

*Uri Huppert jest izraelskim prawnikiem i komentatorem politycznym. Napisał m.in. książki "Izrael: rabini i heretycy" i "Podróż do źródeł pamięci"