Msza bez prałata Jankowskiego

Metropolita gdański "odzyskał" kościół św. Brygidy - niedzielna msza bez udziału ks. Jankowskiego przebiegła spokojnie. Plac przed bazyliką wciąż należy jednak do zwolenników prałata
- Niegodziwa i bezprawna jest decyzja arcybiskupa o usunięcia ks. Henryka Jankowskiego z funkcji proboszcza św. Brygidy - mówił do uczestników wiecu przed kościołem Bogdan Duffek, szef komitetu obrony ks. Jankowskiego. Zażądał, by arcybiskup "podjął dialog" z parafianami. Zarzuty pod adresem prałata - demoralizacji młodzieży i wykorzystywania ambony do uprawiania polityki - nazwał bzdurnymi. Zagroził pikietami pod siedzibą kurii w Gdańsku Oliwie.

- Prałat Jankowski, który przebywa w Rzymie, prosił przed wyjazdem, abym wam przekazał, że będzie trwał w parafii św. Brygidy i nie odejdzie - mówił do zgromadzonych inny obrońca księdza Wojciech Podjacki z Ligi Obrony Suwerenności.

Obaj wywołali aplauz 200-osobowego tłumu. Organizatorzy wiecu powstrzymali się tym razem przed antysemickimi wypowiedziami. Inaczej ich widownia - pod adresem arcybiskupa co chwila dobiegały okrzyki: "Poddał się żądaniom żydowskiej części episkopatu!", "To zdrajca, pod sąd z nim!".

Tak było przed kościołem. Zupełnie inaczej wyglądała msza. Celebrujący ją ksiądz senior parafii św. Brygidy Józef Panner ani razu nie nawiązał do nieobecności prałata. Zamiast homilii - które w wykonaniu ks. Jankowskiego zawsze były centralną częścią mszy - odczytał list biskupów o przypadającym za tydzień dniu papieskim. Wierni chyba po raz pierwszy usłyszeli w tej świątyni, że Polska "odzyskała należne jej miejsce w Europie", że "mimo pewnych błędów zmierza w dobrym kierunku" oraz że jest to zgodne z naukami Jana Pawła II. Oklasków, które zawsze przerywały kazania prałata, tym razem nie było.