7 tys. osób pożegnało Czesława Miłosza

27.08.2004 00:00
Najbliższi, przyjaciele, dyplomaci, a także zwykli krakowianie towarzyszyli w ostatniej drodze Czesława Miłosza z bazyliki Mariackiej na Skałkę. Uroczystości pogrzebowych nie zakłóciły żadne incydenty
Już przed godziną 11 bazylikę Mariacką i przylegającą do niej część Rynku wypełniły tłumy ludzi. Ci, którzy nie mogli wejść do świątyni, uroczystości oglądali na telebimie. Mszę poprowadził kardynał Franciszek Macharski w asyście abp. Józefa Życińskiego i bp. Tadeusza Pieronka.

W żywiołowej, pełnej emocji homilii abp Życiński odniósł się do burzy, która wybuchła wokół miejsca pochówku poety (tekst wystąpienia - s. 24). - U wielu twórców osamotnienie stanowi nieuniknioną cenę. Zaraz po wojnie płacił tę cenę i później też. Niezależnością swych opinii narażał się różnym środowiskom. Po powrocie do ojczyzny, gdy nie stosował się do prostych wzorców, rozczarowani krytycy zarzucali, że odezwało się znów u niego skrzywienie lewoskrętne - mówił o Miłoszu metropolita lubelski.

Kondukt żałobny poprowadził sam metropolita krakowski kardynał Franciszek Macharski. Było to zaskoczeniem, bo wcześniej dochodziły nieoficjalne informacje, że kardynał nie chce prowadzić tej części uroczystości. Obecność kardynała wiązano z wczorajszym telegramem Ojca Świętego. Na początku mszy św. odczytał go kard. Macharski. Ojciec Święty przytoczył w nim urywki z ostatniego listu Miłosza, który miał nadzieję, że pisane pod koniec życia wiersze nie odbiegały od myśli katolickiej. "Jestem przekonany, że takie nastawienie Poety jest decydujące" - napisał Papież.

W kondukcie oprócz najbliższych szli przyjaciele Miłosza z "Tygodnika Powszechnego", politycy (Lech Wałęsa, Marek Belka), pisarze (m.in. Adam Zagajewski, Stefan Chwin, Wojciech Karpiński), profesura Uniwersytetu Jagiellońskiego, choć bez pocztu sztandarowego (rektor Franciszek Ziejka, Teresa Walas, Aleksander Fiut, Marian Stala, Jerzy Jarzębski), wydawcy, goście z Litwy i Białorusi. - Miłosz był pierwszym, który stanął w mojej obronie. Wysłał telegram, bardzo podniósł mnie na duchu - wspominał Mykoła Markiewicz, naczelny opozycyjnej gazety białoruskiej "Pahonia", który za krytykę prezydenta Łukaszenki trafił do więzienia.

W kondukcie szły też tłumy krakowian, młodzi, starzy, z wiązankami kwiatów. Policja szacuje, że w ostatniej drodze poecie towarzyszyło 7 tys. osób. Mimo że na trasie pojawiło się sporo osób niezadowolonych z decyzji oo. paulinów o pochowaniu poety na Skałce, obyło się bez incydentów.

Na Skałce kondukt przywitał przeor klasztoru paulinów o. Andrzej Napiórkowski: - Skałka, podobnie jak kościół zbudowany na skale, przyjmuje wszystkich, którzy szczerze, choćby nawet po omacku i w ciemności - szukają Boga.

Mowy pogrzebowe wygłosili m.in. minister kultury Waldemar Dąbrowski, prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, przedstawiciel prezydenta Litwy Czesław Okińczyc, a także przyjaciele: Wisława Szymborska, Adam Zagajewski, Adam Michnik (wystąpienie - s. 24), Małgorzata Nyczowa, Jerzy Illg, Sasza Pecaric oraz prof. Aleksander Fiut. - Tylko najwięksi poeci obdarzeni są darem łączenia surowej obserwacji świata moralnego i politycznego z przeczuciem rzeczy niewidzialnych, z doświadczeniem religijnym. Miłosz miał tę najrzadszą, podwójną miarę - ostrego, sprawiedliwego osądu spraw ziemskich i pełnego pasji poszukiwania boskości - podkreślał Adam Zagajewski.

Wiersz Czesława Miłosza "W Szetejniach": po litewsku przeczytał Tomas Venclova, Anatol Roitman - po rosyjsku, Robert Haas - po angielsku, Dawid Weinfeld - po hebrajsku, Mikołaj Grabowski - po polsku, a syn poety Antoni - po francusku.

- Za ten hołd oddany mojemu Ojcu wszystkim ludziom dobrej woli my i rodzina dziękujemy - powiedział po opuszczeniu krypty syn Poety Antoni Miłosz.

Ceremonia się zakończyła, ale przed klasztorem ustawiła się długa kolejka tych wszystkich, którzy jeszcze raz chcieli oddać hołd Poecie.

Skomentuj:
7 tys. osób pożegnało Czesława Miłosza
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje