Jak Europa walczy z radykalnymi imamami?

21.05.2004 00:00
Jak postępować z imamami, którzy nawołują do terroryzmu lub np. przemocy w rodzinie? Europa szuka odpowiedzi na to pytanie. Żaden kraj nie znalazł jednak dotychczas wystarczająco dobrej.
W kwietniu we Francji wybuchła prawdziwa awantura. Imam Abdelkader Bouziane spod Lyonu udzielił wywiadu miesięcznikowi "Lyon Mag". "Czy muzyka jest grzechem?" - pyta dziennikarz. "Tak, ponieważ odwraca od Koranu. Muzyka sprawia, że myśli się o dziewczętach, o seksie" - odpowiada imam. Dalej jest znacznie gorzej. Pytanie: "Czy kobieta jest równa mężczyźnie?". Odpowiedź: "Nie. Na przykład nie ma prawa pracować z mężczyznami, ponieważ mogłaby ją kusić zdrada". Pytanie: "Czy jest pan za kamienowaniem kobiet?". Odpowiedź: "Tak. Koran pozwala bić żonę, ale pod pewnymi warunkami, szczególnie jeśli żona zdradza męża (...). Ale uwaga, mężczyzna nie ma prawa uderzać byle gdzie. Nie może bić po twarzy, lecz powinien celować nisko, w nogi lub brzuch. Może bić mocno, by kobieta bała się i nie zaczęła znów [go zdradzać]".

52-letni imam Bouziane, Algierczyk, mieszka we Francji od 25 lat. Jest wyznawcą salafizmu - nurtu, który nakazuje dosłowne odczytywanie Koranu. Jako imam pracował w kilku meczetach. Sprowadził do Francji swe dwie żony Fatimę i Rekię, z którymi ma 16 francuskich dzieci. Choć bigamia jest we Francji przestępstwem, imam twierdzi, że cała rodzina długo mieszkała razem (teraz kobiety mieszkają w dwóch mieszkaniach). Władz nie zainteresowało nawet, gdy w pewnym momencie jego dzieci urodziły się w odstępie trzech miesięcy. Zareagowały dopiero po ukazaniu się feralnego wywiadu. Decyzją szefa MSZ Bouziane został wydalony z kraju. Władze powoływały się także na jego - bliżej niesprecyzowane - kontakty z ekstremistycznymi grupami muzułmańskimi (w wywiadzie imam kilkakrotnie potępia terroryzm). Z decyzją MSZ nie zgodził się sąd w Lyonie. Kilka dni po odesłaniu imama do Algierii wydał decyzję pozwalającą mu na powrót. Imam otrzymał już we francuskim konsulacie w Algierii wizę zezwalającą na powrót i wróci do Francji w najbliższych dniach.

Sprawa Bouziane'a pokazuje, jak bardzo władze państw europejskich nie radzą sobie z problemem tych nielicznych imamów, którzy wypowiedziami łamią prawo bądź przyjęte na Zachodzie normy. Reakcja Francji (w sumie od 2001 r. wydalono ponad 20 imamów, kilku w tym roku; niektórzy przegrali sprawę w sądzie, lecz inni czekają na orzeczenie o możliwości powrotu), a także niektórych innych krajów (imama z Senegalu wydalono w 2003 r. także z Włoch) jest raczej histeryczna. Wywołuje wątpliwości natury prawnej i pytania dotyczące wolności słowa. Razi wielu umiarkowanych muzułmanów, którzy nie mają nic wspólnego z tymi, którzy głoszą ekstremistyczne hasła.

Na inne rozwiązanie zdecydowała się Wielka Brytania. Zamiast od razu wyrzucać np. szejka Abu Hamzę al Masri, imama meczetu w północnym Londynie, który posunął się do chwalenia zamachów z 11 września, rozpoczęła przeciw niemu procedurę w sądzie. Imam został już pozbawiony brytyjskiego obywatelstwa. Będzie się odwoływał. Przeciwnicy tej drogi wskazują jednak, że proces ciągnie się długo i jest bardzo drogi.

Hiszpańskie władze po 11 marca wzbudziły kontrowersje, zapowiadając że będą bardziej kontrolować meczety, m.in. sprawdzać treść piątkowych kazań. Francuskie władze zapowiedziały, że będą dążyć do zmiany prawa, tak by nawoływanie do przemocy wobec kobiet było przestępstwem i upoważniało do deportacji.

- Jest związek między fundamentalistycznymi wypowiedziami a terroryzmem. Ekstremistyczni duchowni, organizatorzy ataków i ci, którzy rzucają bomby, mają te same cele, wyznają tę samą przemoc i nienawiść. (...) Prawo musi karać wypowiedzi [o biciu kobiet], które szkodzą obrazowi Francji i większości tutejszych muzułmanów, którzy chcą pokojowego islamu - mówi szef MSZ Dominique de Villepin. Wielu ma jednak wątpliwości, czy deportacje to właściwa droga walki z ekstremizmem.

Zobacz najnowsze wideo

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje