Rozszerzają się rozruchy na Haiti

Antyprezydencka rebelia przeniosła się we wtorek z Port-au-Prince do Hinche, gdzie zaatakowany został posterunek policji. Jednak prezydent Jean-Bertrand Aristide nie chce ustąpić
"Ustąpię, ale dopiero 7 lutego 2006 r." - oświadczył we wtorek prezydent Haiti Jean-Bertrand Aristide. Tego dnia kończy się pięcioletni mandat Aristide'a, byłego księdza katolickiego, który trzy lata temu objął władzę, by przywrócić spokój i praworządność na wyspie zrujnowanej dwudziestoletnią dyktaturą klanu Duvallierów. Przeciwnicy zarzucają mu, że powiela grzechy poprzedników, że jego ludzie kradną, a wygrał wybory dzięki oszustwom. Aristide zwrócił się we wtorek do wspólnoty międzynarodowej o interwencję. Na wyspie trwa od 12 dni rebelia, która opanowała już połowę kraju. Zwolennicy Aristide'a utrzymują jeszcze kontrolę nad stolicą Port-au-Prince, ale opozycja odbiera im kolejne miasta w północnej części kraju. BBC podało, że rebelianci zajęli wczoraj dwustutysięczne miasto Hinche oraz dwie główne drogi wiodące na północ wyspy. W zamieszkach trwających od 5 lutego zginęło do tej pory 55 osób.

USA i UE poparły w poniedziałek Aristide'a i chcą, by dotrwał do końca kadencji. We wtorek z propozycją zorganizowania międzynarodowego korpusu interwencyjnego wystąpiła Francja, byłe mocarstwo kolonialne, do którego Haiti należało w XVIII wieku. "Mamy ważne dla nas obiekty w pobliżu Haiti i doświadczenie w dziedzinie interwencji humanitarnych" - powiedział szef MSZ Dominique de Villepin.

Od poniedziałku granice z Haiti zamknęła dzieląca z nią wyspę Republika Dominikany, która obawia się napływu uchodźców.