Wpadka Hanssena - największa afera szpiegowska USA

Jego koledzy uważali go za oddanego katolika i zatwardziałego antykomunistę. Robert Hanssen w tym czasie szpiegował dla ZSRR, a potem Rosji
Gdy 18 lutego w niedzielę wieczorem przy parkingu w parku w Viennie pod Waszyngtonem otoczyło go kilkunastu agentów FBI, był przerażony. On, oficer z 25-letnim doświadczeniem w śledzeniu i podsłuchiwaniu szpiegów, usłyszał: - Robercie Phillipie Hanssen, jesteś aresztowany pod zarzutem szpiegostwa. Coś zdążył powiedzieć, zanim kilku osiłków wepchnęło go do auta. Co dokładnie - szef FBI objął tę informację klauzulą tajności.

Hanssen był jednym z najlepiej zamaskowanych radzieckich szpiegów w amerykańskiej administracji. Gdyby nie wsypa w Moskwie, za kilka miesięcy przeszedłby na emeryturę, odbierając z rąk swych przełożonych pamiątkowy zegarek, dyplom i słowa uznania za wierną służbę.

Sprawa Hanssena to najpoważniejsza afera szpiegowska w USA od siedmiu lat. W 1994 roku wpadł Aldrich Ames, szef komórki CIA, która zajmowała się zbieraniem informacji o rosyjskim wywiadzie. O ile Ames odpowiada za śmierć co najmniej kilku amerykańskich agentów wydanych Moskwie, o tyle Hanssen "spalił" nie tylko ludzi, ale także wart kilkadziesiąt milionów dolarów supertajny program podsłuchu rosyjskich dyplomatów.

List do KGB

4 października 1985 r. Wiktor Diegtiar, radziecki attache prasowy i oficer KGB, wybrał ze swej skrzynki paczkę listów. Większość z nich to były rachunki, jego uwagę przykuła jednak pomarańczowa koperta bez nadawcy, wysłana z niewielkiego miasteczka po drugiej stronie Potomaku. W środku była druga, biała koperta z napisem: "Nie otwierać. Oddać Wiktorowi Czerkaszinowi". Diegtiarowi musiało zaprzeć dech w piersiach - Czerkaszin był szefem całej placówki KGB w Stanach Zjednoczonych. To on prowadził także Amesa.

Następnego dnia Diegtiar posłusznie oddał list Czerkaszinowi. W białej kopercie był napisany na maszynie list od "B". Nieznajomy pisał:

"Szanowny Panie Czerkaszin,

Wkrótce prześlę do p. Diegtiara pudło z dokumentami. Pochodzą one z najbardziej tajnych programów rządu USA. Wszystkie są oryginalne, by pomóc wam w ustaleniu ich autentyczności. Wierzę, że oficer o pańskim doświadczeniu doceni ich wagę. Wierzę, że są dostatecznie dobre, by uzasadnić wypłatę dla mnie stu tysięcy dolarów. Muszę jednocześnie ostrzec was przed pewnym ryzykiem dla mego bezpieczeństwa. Ostrzegam was, że pan Borys Jużin (KGB, San Francisco), pan Siergiej Motorin (KGB, Waszyngton) i pan Walerij Martynow (KGB, Waszyngton) zostali zwerbowani przez nasze służby".

Jużin, młody i mało doświadczony oficer, pracował na Zachodnim Wybrzeżu, udając dziennikarza. Motorin i Martynow szukali w Waszyngtonie kandydatów na radzieckich szpiegów i kradli rządowe dokumenty. W ciągu kilku następnych miesięcy cała trójka została odwołana do Moskwy pod różnymi pretekstami - Martynow "w nagrodę" został wysłany jako straż przyboczna innego oficera KGB, który miał zostać aresztowany na lotnisku w Moskwie. Na Szeremietiewie to jednak Martynowa zakuto w kajdanki, skazano i stracono.

Życie stracił także Motorin. Udało się jedynie Jużinowi, który przekonał KGB, że niewiele wiedział i niewiele zdążył Amerykanom zdradzić. Odsiedział kilka lat na Syberii, wyszedł na wolność dzięki amnestii już po upadku ZSRR i wyjechał na stałe do USA. Na kilka godzin przed ogłoszeniem aresztowania Hanssena przyjaciel Jużina z FBI zadzwonił do niego, by bacznie śledził wiadomości.

O 8.35 rano 16 października 1985 r. agenci FBI obserwujący - jak zawsze - wejście do ambasady ZSRR w centrum Waszyngtonu zauważyli Diegtiara wchodzącego do budynku z dużą czarną paczką pod pachą. "B" przekazał swym nowym panom pierwszą z wielu przesyłek. FBI nie miało wówczas pojęcia, że ich kolega sprzedał się największemu wrogowi.

Dziś Czerkaszin odpoczywa na zasłużonej emeryturze w Moskwie. Nie chce rozmawiać z dziennikarzami o Hanssenie. W 1989 r. otrzymał Order Czerwonego Sztandaru od przewodniczącego KGB. Kilku innych oficerów KGB odebrało dzięki pracy Hanssena medale Czerwonej Gwiazdy i medale Za Wybitną Służbę w KGB.

Cyberagent bez nazwiska

Hanssen marzył o pracy szpiega od dziecka. W jednym z licznych listów do swych nowych przyjaciół z KGB pisał, że jako 14-latek zaczytywał się w pamiętnikach największego radzieckiego szpiega w Anglii Kima Philby'ego. Trochę przesadził, bo pamiętnik Philby'ego ukazał się, gdy Hanssen miał prawie 30 lat.

Rok wcześniej Hanssen przysięgał na wierność konstytucji USA i otrzymał pierwszą legitymację agenta FBI. Kilkanaście lat później był już w Nowym Jorku, gdzie awansował na stanowisko szefa zespołu zajmującego się śledzeniem radzieckich dyplomatów w tym mieście.

Nowy Jork jest fascynującym miejscem i bez szpiegów, i ich "świata równoległego". Jednak ukazywane wielokrotnie w filmach i książkach podchody pomiędzy FBI i KGB pod wieżowcami Manhattanu lub na zakręconych uliczkach Brooklynu to w rzeczywistości opowieść przerastająca wyobraźnię pisarzy.

Hanssen znany był w nowojorskim biurze ze swych zdolności technicznych. Znał wszystkie tajniki komputerów, jako jeden z nielicznych czytał biuletyny wewnętrzne FBI poświęcone nowinkom technicznym. Prowadził program podsłuchu radzieckich dyplomatów tak tajny, że nawet w akcie oskarżenia przeciwko niemu nie ma o nim ani słowa.

Jako doświadczony łowca szpiegów Hanssen doskonale wiedział, jak ukryć swoją własną pracę dla KGB. Nigdy nie ujawnił Rosjanom swego nazwiska - ci poznali je razem z resztą świata z ust dyrektora FBI na konferencji prasowej w Waszyngtonie.

Nigdy nie ujawnił też Rosjanom miejsca swej pracy ani mieszkania. Umawiał się z nimi na pozostawianie informacji i pieniędzy we wcześniej ustalonych skrytkach na placach zabaw, pod mostami i w pobliżu miejskich latarni. Nieprzezroczysta taśma samoprzylepna przyklejona poziomo na słupie w centrum Waszyngtonu była sygnałem dla Rosjan, że ich superszpieg zostawił przesyłkę. Taka sama taśma przyklejona pionowo to sygnał dla "B", że w innej skrytce czekają na niego pieniądze.

Był prawdopodobnie pierwszym szpiegiem w historii, który porozumiewał się za pomocą... przenośnego organizera Palm Pilot. Zostawił Rosjanom w skrytkach kostki z pamięcią do tego minikomputera. Planował kupno nowego modelu Pilota, którym można bezprzewodowo przesyłać informacje na odległość.

Tysiące stron tajnej dokumentacji FBI ukrył na przekazywanych Rosjanom dyskietkach komputerowych w ten sposób, by przy ich przejrzeniu nie było ich widać. Tylko osoba, która wiedziała, gdzie szukać, mogła je z takiej dyskietki odzyskać.

800 tys. dolarów w moskiewskim banku

Większość jego przyjaciół z kontrwywiadu było więcej niż zaskoczonych, oglądając konferencję prasową dyrektora FBI po aresztowaniu Hanssena. Dlaczego zdradził własny kraj? On, głęboko wierzący katolik, przykładny ojciec sześciorga dzieci, który stawiał się co niedziela na mszę w lokalnym kościele i brał aktywny udział w spotkaniach przykościelnej grupy społecznej. Kolegom znany był jako antykomunista, który wielokrotnie wypowiadał się z nienawiścią o KGB. Nie potrzebował pieniędzy - w listach do Rosjan czasem prosił, by mu ich nie wysyłać, bo wiedział, że nie może ich wydać. Pamiętał, że nowy drogi dom i luksusowy samochód kupione za rosyjskie pieniądze zwróciły uwagę kontrwywiadu CIA na Aldricha Amesa.

Hanssenowie mieszkali w niewielkim, jak na warunki amerykańskie, niczym nie wyróżniającym się domu na zachodnich przedmieściach Waszyngtonu. Jeździł kilkuletnim autem średniej klasy, a jego żona - zwykłą furgonetką, jakich tysiące krąży codziennie pomiędzy szkołami, boiskami i domami waszyngtończyków.

Rosjanie zapłacili Hanssenowi w ciągu 15 lat jego szpiegowskiej kariery 600 tys. dolarów gotówką, dawali mu diamenty. Dyrektor FBI nie ujawnił, co Hanssen zrobił z tymi pieniędzmi - agenci Federalnego Biura Śledczego najprawdopodobniej do tej pory ich nie znaleźli.

Rosjanie odłożyli dla Hanssena na koncie w jednym z moskiewskich banków jeszcze 800 tys. dolarów. Szpieg dostałby je, gdyby jak jego idol Kim Philby zdołał przed aresztowaniem uciec do Rosji.

Wszystko wyczytali w aktach

Po aresztowaniu Hanssena wielu ekspertów zastanawia się, jak "B" właściwie wpadł i ile w tym było profesjonalnej pracy FBI, a ile zwykłego szczęścia. Uważna lektura stustronicowego aktu oskarżenia pozwala przypuszczać, że Amerykanie najprawdopodobniej uzyskali dostęp do akt KGB. W dokumentach sądowych wspominają bowiem, że mają całą rosyjską dokumentację współpracy z "B", łącznie z dziesiątkami jego listów i opracowań na jego temat przygotowanych przez rosyjskich analityków.

Jedni twierdzą, że akta "B" przekazał Amerykanom rosyjski dyplomata i agent wywiadu w ONZ, który kilka miesięcy temu uciekł do USA. To wkrótce po jego dezercji do USA Amerykanie zaczęli podejrzewać Hanssena.

Na kilka dni przed aresztowaniem jego przełożeni przesunęli go z Departamentu Stanu USA, gdzie kierował łapaniem

zagranicznych szpiegów, do centrali FBI, gdzie mogli go bardziej dokładnie obserwować.

Felix Bloch, radziecki szpieg w Departamencie Stanu USA, zdołał właśnie dzięki ostrzeżeniu Hanssena uniknąć aresztowania. FBI nie mogło mu nic udowodnić - choć jego współpraca z Rosjanami jest dziś bezsporna, to nie ma wystarczających dowodów, by postawić go przed sądem. Bloch zamiast w więzieniu, siedzi dziś za kierownicą miejskiego autobusu w jednym z miast Karoliny Północnej.

Dla Amerykanów aresztowanie "B" było zimnym prysznicem - Rosja po zakończeniu zimnej wojny nie tylko nie zaprzestała szpiegowania, ale po kilku wolniejszych latach wzmogła działalność swego wywiadu. W USA przebywa dziś - zdaniem pragnących zachować anonimowość informatorów "Gazety" - więcej oficerów następcy KGB Służby Wywiadu Zagranicznego, niż w latach 80.

"Sfrustrowani Rosjanie nie potrafią się pogodzić z faktem, że ich kraj naprawdę jest biedny i zbyt słaby, by jego głos był słyszany" - napisał publicysta w "Washington Post" Robert Kaiser. "Niezwykle rozrośnięty aparat szpiegowski to ostatni atrybut supermocarstwa, na jaki stać dziś Rosję".

Hanssen nie podąży tropem swego idola Philby'ego do Moskwy, mimo że Rosjanie przygotowali dla niego drogę ucieczki. Razem z Aldrichem Amesem resztę życia spędzi za kratkami. Akt oskarżenia przeciw niemu jest tak bezsporny, jak nigdy wcześniej w historii FBI. Największymi i ostatnimi ofiarami jego pracy dla Moskwy są... jego żona i dzieci. Agenci FBI zajęli ich dom, samochody i wszystkie ruchomości, nie wyłączając kosiarki do trawy i dziecięcych rowerów. Sąd niemal na pewno obciąży Hanssena grzywną w wysokości 3 mln dolarów - podwójną sumą, jaką "B" otrzymał za swe usługi od Rosjan. Wszystkie nieruchomości i rzeczy Hanssenów zostaną sprzedane na aukcji.