Sikorski: Sprawa wraku to nie miara skuteczności polityki wobec Rosji [WYWIAD]

17.03.2013 08:35
Radosław Sikorski

Radosław Sikorski (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

- Sprawa zwrotu wraku prezydenckiego tupolewa nie powinna być miarą skuteczności polskiej polityki zagranicznej wobec Rosji - przekonuje w wywiadzie szef MSZ Radosław Sikorski. - To, że Rosja może być trudnym partnerem, wiemy już od mniej więcej pięciuset lat - dodaje. Mówi też o obecnej kondycji UE i roli Niemiec we wspólnocie, a także o tym, kogo poprze w wyborach na szefa PO.
Niedługo miną trzy lata od katastrofy smoleńskiej, a Polska nadal nie otrzymała wraku Tu-154M. Wiemy, że poruszał Pan tę kwestię wielokrotnie w rozmowach z władzami rosyjskimi, jednak efektu w postaci zwrotu wraku nadal nie ma.

- Efekty wizyty parlamentarnej, podczas której przedstawiciel prawicowej opozycji w bardzo twardych słowach potraktował gospodarzy, mówiąc, że nieoddawanie wraku jest aktem wrogim wobec Polski, są niestety takie same. Może to być przesłanką do tego, jak skuteczna byłaby polityka opozycji wobec Rosji.

Nie mamy więc ani skutecznej polityki ani rządu, ani opozycji...

- Bo to nie jest tak, że jeśli jakiś rząd robi nam wbrew, to jest to wina Polski. Zresztą nie mierzyłbym skuteczności polityki wobec Rosji sprawą wraku, który jest dla nas ważną pamiątką, ale już nawet nie tak ważnym dowodem w sprawie. Nasza prokuratura zakończy dochodzenie niezależnie od tego, czy wrak zostanie nam zwrócony, czy nie. Ważniejsze dla oceny polityki jest to, że w zeszłym roku ponownie nasz eksport do Rosji wzrósł o 20 proc. i to ma realny wpływ na liczbę miejsc pracy w Polsce, na polskie PKB.

Ponadto trzy miliony Polaków i Rosjan mogą korzystać z dobrodziejstw małego ruchu granicznego między obwodem królewieckim a Pomorzem Gdańskim, Warmią, Mazurami, i to ma wymierny wpływ na życie Polaków. Rosjanie z kartami MRG już w ub. roku zostawili u nas kilkadziesiąt milionów złotych, a będą zostawiać rocznie kilkaset - tak jak to dzieje się na granicy polsko-ukraińskiej. A że Rosja potrafi być niełatwym partnerem, to wiemy od jakiegoś czasu, od jakichś pięciuset lat.

Nie sądzi Pan, że sytuacja ta wynika po części z braku kontaktów na najwyższym szczeblu między Polską a Rosją? W tym roku planowana jest wizyta szefa dyplomacji Sergieja Ławrowa w Warszawie. Nie zanosi się jednak na wizyty na szczeblu premiera czy prezydenta.

- Wizyty na najwyższych szczeblach nie odbywają się co roku. Prezydent Miedwiediew był w Polsce dwa lata temu.

Rosja gra sprawą wraku?

- Gdyby tak było, to przyznajcie Państwo, że - mówiąc o wraku tak dużo - ochoczo wpisujecie się w tę grę.

W środę mija także dziesiąta rocznica interwencji w Iraku pod wodzą USA i Wielkiej Brytanii. Czy było warto wziąć w niej udział, zważywszy na permanentną wojnę domową, brak demokracji, prześladowania chrześcijan?

- Irak dzisiaj jest lepszym krajem niż był 10 lat temu. Dyktatura Saddama Husajna była straszna. Pozostaje otwarte pytanie, czy wyswobodzenie od niej Iraku było warte aż takiego wysiłku, tylu ofiar w ludziach i strat, szczególnie ze strony Stanów Zjednoczonych. W Iraku byłem i jako dziennikarz, i jako minister, ostatni raz w ubiegłym roku. To kraj nadal niestabilny i z problemami wewnętrznymi, ale z szansami na rozwój; kraj, gdzie wydobycie ropy wróciło do poziomu sprzed wojny, zaś mniejszość kurdyjska ma autonomię.

Jednak upragniony sojusz z USA, za który Polska zapłaciła wysoką cenę, ponosząc w Iraku ofiary w ludziach, nie przyniósł oczekiwanych skutków politycznych.

- Nasi żołnierze nie zginęli w Iraku na darmo. Dzięki ich ofierze polska armia jest dzisiaj zupełnie inna. Nie zgadzam się też z taką krytyczną oceną stanu stosunków polsko-amerykańskich. Choć rzeczywiście doza realizmu, na którą dopiero nasz rząd się odważył, była potrzebna. Dzięki temu mamy część tego, na czym nam zależało.

Od zeszłego roku, dzięki zręcznym negocjacjom związanym z tarczą antyrakietową, mamy po raz pierwszy w naszej historii wojska amerykańskie na stałe stacjonujące w Polsce, obsługujące rotacyjne ćwiczenia naszych najnowocześniejszych w Europie samolotów F-16. W tym roku z solidnym komponentem amerykańskim odbędą się w Polsce pierwsze duże ćwiczenia natowskie na wschód od Łaby, Steadfast Jazz.

Jesteśmy jedynym krajem, który z USA prowadzi dialog demokratyzacyjny o tym, co oba kraje mogą zrobić dla demokratyzacji na świecie. Polska jest postrzegana w Waszyngtonie jako jeden z największych sukcesów transformacyjnych w historii.

Powtórzyłby Pan swoje porównanie udziału Polski w inwazji na Irak u boku USA z polsko-amerykańskim braterstwem broni spod Monte Cassino? Pisał Pan tak w "Wall Street Journal", pracując wówczas dla think tanku w Waszyngtonie bliskiego rządzącym Republikanom.

- Rzeczywiście, wspierałem z Waszyngtonu stanowisko polskiego rządu, mimo że był to wtedy rząd lewicowy. Decyzję podjęto w atmosferze naszego świeżego członkostwa w NATO. Nie była najlepiej skonsultowana z partnerami europejskimi, ale jej bilans jest do obrony z punktu widzenia polskich interesów. Jeśli najważniejszy kraj Sojuszu Północnoatlantyckiego idzie na wojnę, to bardzo trudno było powiedzieć "Nic nas to nie obchodzi".

W zeszłym roku w Sejmie przedstawił Pan kilka scenariuszy rozwoju sytuacji w UE, za optymalny uznając ten, który zakłada pogłębienie integracji i stworzenie trwałej unii politycznej. Drugi scenariusz zakładał rozpad UE, a trzeci - jej dryfowanie. W którą stronę UE zmierza teraz?

- UE przyjęła szereg regulacji uniemożliwiających w przyszłości nieodpowiedzialne zadłużanie się. Tworzy się unia bankowa. Mamy system przeglądu budżetów krajowych, a wiele krajów podejmuje trudne reformy, które doprowadzą do przywrócenia fundamentów wzrostu. Przede wszystkim mamy nowy, wieloletni budżet UE, który usuwa jeden z elementów niepewności. To wszystko jest korzystne dla Polski.

To kwestie gospodarcze, a u podłoża kryzysu leżał brak prawdziwej unii politycznej.

- Zgoda. Dlatego grupa ministrów spraw zagranicznych z moim udziałem przedstawiła ambitny projekt, w sporej mierze inspirowany polskimi propozycjami, zmian politycznych w UE. Są tam propozycje większej demokracji, skuteczniejszego zarządzania UE i takie, dzięki którym UE stałaby się supermocarstwem. Do przywódców politycznych należy decyzja, kiedy można pójść dalej, kiedy społeczeństwa są gotowe te pomysły zaakceptować.

Zmiany w UE nie są możliwe bez Niemiec, gdzie w tym roku odbędą się wybory parlamentarne, które mogą odsunąć od władzy kanclerz Angelę Merkel. Czy Polska jest gotowa na powrót do władzy socjaldemokratów SPD pod wodzą Peera Steinbruecka, czy też wpadnie w panikę i długie milczenie jak w 1998 roku, kiedy Helmuta Kohla zastąpił Gerhard Schroeder?

-Przypominam, że były wicekanclerz, szef niemieckiej dyplomacji i kandydat SPD na kanclerza Frank Walter Steinmeier bywał nawet u mnie w domu na wsi. Już współdziałaliśmy z wielką koalicją CDU-SPD. Polska będzie miała dobre stosunki z każdym demokratycznie wyłonionym rządem Niemiec, który prowadzi przyjazną wobec Polski politykę.

I po wyborach Niemcy wrócą do swej aktywnej roli w UE, o którą apelował Pan w Berlinie?

- Nie przypisuję sobie roli sprawczej, ale faktycznie, Niemcy od tego czasu dużo mocniej zaangażowały się w ratowanie strefy euro. Rola Niemiec w UE wynika z ich wagi w unijnej gospodarce, a nie z mianowania Polski. Niemcy są największym akcjonariuszem biznesu zwanego Unią Europejską, bo mają 20-25 proc. akcji, więc bez nich trudno cokolwiek przeprowadzić. Ale też one potrzebują innych akcjonariuszy, by zrobić coś ważnego.

Czy wybór socjalisty Francois Hollande'a na prezydenta Francji daje nadzieję na zastąpienie motoru francusko-niemieckiego w UE motorem polsko-niemieckim, o czym pisze europejska prasa?

- Nie, ale dzięki naszemu zbliżeniu z Niemcami Francja rzeczywiście zauważyła naszą rosnącą rolę. Trójkąt Weimarski, który pogrzebywano już wiele razy, dziś jest efektywną formułą polityczną, w której polski bok z każdym rokiem dorównuje pozostałym. To też dowód na to, że coś się udaje.

Niemieckie wybory dopiero przed nami, na Litwie już były i doprowadziły do zmiany rządu. Obecna ekipa przychylniej niż poprzednicy odnosi się do polskiej mniejszości. Prezydent Dalia Grybauskaite nie zamierza jednak, jak się wydaje, weryfikować swego dotychczasowego stanowiska. Czy mimo dwugłosu litewskich władz sądzi Pan, że uda się przełamać wieloletni pat we wzajemnych relacjach?

- Doceniamy ostatnie deklaracje oraz to, że mój litewski kolega, minister Linas Linkeviczius, wyraził ubolewanie z powodu niefortunnego głosowania w sprawie ustawy o pisowni polskich nazwisk w dniu wizyty na Litwie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teraz jest dobry moment, aby stronie litewskiej dać czas na refleksję. Mamy nadzieję, że w tym roku nastąpią fakty, które nam umożliwią otwarcie nowego rozdziału.

Zwracam też uwagę, że w koalicji rządowej w Wilnie jest partia z poparciem mniejszości narodowych, w tym Polaków [Akcja Wyborcza Polaków na Litwie - red.]. Najlepiej by więc było, gdyby politycy litewscy sami doszli do takich rozwiązań, które szanują i wrażliwość litewską, i ogólnie przyjęte normy, takie jak międzynarodowe konwencje o mniejszościach i językach regionalnych. Będziemy wspierać Litwę w jej prezydencji w drugiej połowie roku i działać na rzecz wspólnego sukcesu szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie.

Co uznamy za sukces tego spotkania?

- Pełnym sukcesem byłoby podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą i zakończenie negocjacji umów o stowarzyszeniu z Gruzją, Mołdawią i Armenią. Ale jak wiadomo, w życiu nie zawsze osiąga się pełen sukces.

A jak ocenia Pan szanse na to, że uda się podpisać dawno już wynegocjowaną umowę Ukraina-UE?

- To zależy od polityków ukraińskich. Nigdy bym nie przewidział, że Ukraina może tak spektakularnie zmarnować dorobek Pomarańczowej Rewolucji, więc teraz też nie będę przewidywał.

W przyszłym roku wybory szefa PO. Kto powinien być kontrkandydatem Donalda Tuska? Grzegorz Schetyna, który sam przekonuje, że Platformę "stać na to, aby mieć więcej niż jednego kandydata"? Czy dopuszcza Pan kandydowanie?

- Dopóki szefem PO jest Donald Tusk, nie zamierzam kandydować, ale demokratyczny wybór oznacza właśnie to, że zgłosić się może każdy, i byłoby dziwne, gdyby pierwszy wiceprzewodniczący Schetyna, który nie kryje swoich ambicji, nie stanął w szranki.

Czy rozważa Pan głosowanie na Schetynę?

- W tych wyborach będę głosował na Donalda Tuska, bo uważam, że jest naszą najskuteczniejszą bronią wyborczą.

Zobacz także
Komentarze (117)
Zaloguj się
  • mark6

    Oceniono 79 razy 43

    Rosja OLEWA Polaków ,śmieje się z pobrzękiwania pordzewiałą szabelką, ciągłym bredzeniem o winie Ruskich w Smoleńsku. Mają dobry ubaw jak widzą jak to Polak wyżej s.. niż doo.. ma.
    Na tym polskim cyrku tracą tylko Polacy. Możejki, wpływy z rurociągów, utrudnienia w handlu etc.
    Trzeba być Polakiem idiotą aby ciągle Ruskich prowokować, próbować "walczyć" z mocarstwem, które znakomicie sobie da radę bez durnych Polaków.
    Co do wraku to go oddadzą kiedy będą uważali za stosowne. Zapewne idiotyczne naciski polskiej "prawicy" tego procesu nie przyśpieszą.

  • mietek1910

    Oceniono 79 razy 29

    "mamy po raz pierwszy w naszej historii wojska amerykańskie na stałe stacjonujące w Polsce"
    I to ma byc wg tego skur.... sukces??? Po kiego ch... w Polsce sa potrzebne wojska amerykanskie, w dodatku na stale????????

  • bogda35

    Oceniono 44 razy 26

    polecam panu ministrowi książke Zawadzkiego "Nowy,wspanialy Irak" - może nie kłamałby tak bezczelnie ? Irak lepszy niz za Saddama ? ???? a co do wraku - bez złudzen - panowie. Jak juz zostanie sama rdza to może ja oddadza- narazie maja ubaw po pachy i pokazuja gdzie nasze miejsce w ich polityce.

  • ubranynaczarno

    Oceniono 34 razy 24

    przestancie juz pie...c.. o tym wraku.. roboty szukam bo niedlugo zdechne z glodu

  • j-agat

    Oceniono 67 razy 21

    Panie Sikorski,sprawa wraka to nie obraz pana skuteczności,to obraz pana głupoty !!!

  • ordinary.man

    Oceniono 75 razy 19

    Co to za minister, który nawet nie potrafi zareagować, gdy publicznie wyzywa się i obraża obywateli jego kraju (sprawa Radwańskich), broniąc interesów innego narodu (żydów).

    Minister Spraw Zagranicznych, który nie potrafi sprowadzić wraku POLSKIEGO samoloty do kraju?

    Pajac, nie minister.

  • wessling

    Oceniono 33 razy 17

    A wiadomo w ogóle z kim mamy sprawę ?
    Bo Rosja może Polskę nakryć czapką jakby co.
    Niech nikt nie da się zwieść ich pozornej tylko pijackiej rubaszności i tęsknym zawodzeniom harmoszki.
    Ich niezborność i prymitywne bałaganiarstwo jest powierzchowne.
    W sprawach zasadniczych Rosjanie są trzeźwi jak świnie, śmiertelnie precyzyjni, zabójczo skuteczni, mają nieograniczone środki, a ich służby specjalne to jedne z najlepszych służb na świecie.
    Na szczęście nasz MSZ ma tego świadomość i wygląda na to ze Sikorski wie co robi.
    Zaproponujcie alternatywę dla jego polityki, wyartykułujcie intencje, nakreślcie linię i określcie środki - a potem się temu wszystkiemu na trzeźwo przyjrzyjcie ... sami się ubawicie.

  • rperhka

    Oceniono 41 razy 11

    zdrajca zdradek

  • realistas

    Oceniono 14 razy 10

    Marny to minister, który zajmuje się wrakiem. Wrak to masa złomu i nic więcej. Jeśli ktoś chce mieć ten złom to powinien sprowadzić go do Polski na własny koszt. Oczywiście po zakończeniu śledztwa przez Rosjan. Może też od razu zlecić przetopienie go na relikwie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje