Hugo Chavez nie żyje. Prezydent Wenezueli zmarł w wieku 58 lat

05.03.2013 23:00
Hugo Chavez nie żyje. Prezydent Wenezueli zmarł w wieku 58 lat

Hugo Chavez nie żyje. Prezydent Wenezueli zmarł w wieku 58 lat (Fot. JORGE SILVA REUTERS)

Wieloletni prezydent Wenezueli Hugo Chavez nie żyje. Zmarł na skutek choroby nowotworowej. Od 1999 roku nieprzerwanie rządził krajem. Miał 58 lat. Był jednym z najbardziej kontrowersyjnych przywódców państw Ameryki Południowej. W równym stopniu wzbudzał podziw i nienawiść.
Informację o śmierci Chaveza potwierdził podczas telewizyjnego przemówienia wiceprezydent Nicolas Maduro - informuje agencja Reutera. Prezydent Wenezueli zmarł w Caracas po dwóch latach walki z nowotworem. Ostatnio, jak twierdzą przedstawiciele rządu, zmagał się z ciężką infekcją dróg oddechowych.

Pierwsze informacje o chorobie Chaveza pojawiły się w 2011 roku. Z początkowych doniesień wynikało, że polityk cierpi na raka prostaty. Wyjechał wówczas na Kubę, gdzie przeszedł operację. Później był operowany jeszcze trzy razy.

Po śmierci Chaveza władzę w Wenezueli przejmie namaszczony przez niego samego wiceprezydent Nicolas Maduro. Dwa miesiące przed wyjazdem na swoją ostatnią operację Hugo Chavez został wybrany na kolejną sześcioletnią kadencję. Stan zdrowia nie pozwolił mu jednak na powrót do ojczyzny na zaprzysiężenie, które miało odbyć się w styczniu. Do Caracas wrócił dopiero w połowie lutego.

Władze dopiero w marcu przyznały, że Chavez walczy o życie

Od pewnego czasu w mediach społecznościowych coraz częściej pojawiały się plotki na temat wyjątkowo złego stanu zdrowia Chaveza, a nawet jego śmierci. Wówczas Maduro kwitował je krótko. - To dzieła mniejszości ludzi małych i jadowitych - mówił. Władze Wenezueli stale zaprzeczały informacjom o tym, że Chavez ze względu na stan zdrowia wkrótce może nie być w stanie dalej rządzić państwem. 14 lutego ubiegłego roku świat obiegła informacja, że Hugo Chavez "przechodzi delikatną terapię antyrakową". Dzień później w internecie pojawiły się pierwsze po dwumiesięcznej przerwie zdjęcia prezydenta. Fotografie przedstawiały uśmiechniętego szefa państwa, który leżał w łóżku i czytał kubańską gazetę. Obok pozowały jego dwie córki.

Dopiero na początku marca br. władze Wenezueli przyznały, że stan zdrowia prezydenta jest bardzo zły. Wiceprezydent Nicolas Maduro powiedział, że Chavez "walczy o życie" i przechodzi chemioterapię.

Hugo Chavez rządził Wenezuelą przez 14 lat. Był zadeklarowanym socjalistą. Wielkie pieniądze zarobione na handlu ropą (znacjonalizował przemysł naftowy) przeznaczał na programy socjalne. Jednak zdaniem wielu komentatorów Chavez doprowadził kraj na krawędź ruiny, a jego działania na rzecz wspierania obywateli to czysty populizm. Jego rządy dziennikarz Felipe Sahagun opisywał jako "mieszankę modelu rządów braci Castro, populizmu Juana Perona (argentyńskiego dyktatora red.) i antyamerykańskiego nacjonalizmu".

Co dalej? Walka współpracowników

Kto przejmie władzę po zmarłym prezydencie? - Do walki o władzę stają co najmniej dwaj bliscy współpracownicy Chaveza reprezentujący dwie frakcje jego popleczników - pisał w "Gazecie Wyborczej" Maciej Stasiński. - Nicolas Maduro, minister spraw zagranicznych, został wskazany na delfina przez samego Chaveza w przeddzień wyjazdu do Hawany na ostatnią operację. Jest byłym kierowcą ciężarówki, jego żona broniła Chaveza w procesie za nieudany pucz wojskowy w 1992 r. Przeciw niemu staje były porucznik armii i towarzysz broni Chaveza z czasów puczu, obecny przewodniczący zgromadzenia narodowego - Diosdado Cabello.

Maduro ma poparcie kubańskiego reżimu komunistycznego braci Fidela i Raula Castro, dla których Chavez był przez kilkanaście lat głównym sponsorem - dotował dogorywającą gospodarkę kilkoma miliardami dolarów rocznie.

Cabello przewodzi potężnej wojskowej frakcji chavistów, z których wielu sam awansował, oraz cywilnej biurokracji państwowej związanej z partią władzy - Zjednoczoną Partią Socjalistyczną Wenezueli. Tzw. boliburżuazja (burżuazja boliwariańska) zbiła fortuny dzięki wierności Chavezowi, który z rozdawnictwa posad, kontraktów, koncesji i dotacji związanych z jedynym bogactwem kraju - ropą naftową - uczynił główne narzędzie władzy. I niechętnie patrzy na sojusz z siedzącymi w wenezuelskiej kieszeni Kubańczykami - pisał w "GW" Stasiński.

Zobacz także

Najnowsze informacje