Asad o rządzie Camerona: Podkreśla tradycję tyranizowania i hegemonii

03.03.2013 08:42
Prezydent Syrii Baszar al-Asad

Prezydent Syrii Baszar al-Asad (Fot. Anonymous AP)

Syryjski prezydent Baszar el-Asad, przeciwko któremu od blisko dwóch lat w kraju toczy się rebelia, oskarżył brytyjski rząd o "zamiar uzbrojenia terrorystów" w Syrii. Uznał, że Londyn dąży do zmilitaryzowania sytuacji w ogarniętym przemocą kraju.
W wywiadzie udzielonym brytyjskiej gazecie "Sunday Times", wychodzącej w niedzielę, Asad powiedział też, że reżim w Damaszku jest gotów do rozmów "z każdym, nawet rebeliantami, którzy chwycili za broń", ale wykluczył negocjacje z "terrorystami". Rozmowę zarejestrowano w ubiegłym tygodniu w rezydencji Asada w Damaszku.

"Niekonstruktywna rola"

Powtórzył też, że nie bierze pod uwagę możliwości oddania władzy i opuszczenia kraju, o co bezskutecznie apeluje do Asada Zachód, wiele państw arabskich, Turcja, a także syryjska opozycja. - Żaden patriota nie może nawet pomyśleć o tym, by żyć poza krajem. Jestem taki, jak wszyscy syryjscy patrioci - oświadczył prezydent. Uznał, że nie rozwiązałoby to zresztą kryzysu w Syrii.

Asad ostro skrytykował postępowanie Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie, mówiąc, że "od dziesięcioleci, a nawet - jak twierdzą niektórzy - od stuleci, odgrywała ona niekonstruktywną rolę". - Problem z tym rządem polega na tym, że jego płytka i niedojrzała retoryka jedynie podkreśla tradycję tyranizowania i hegemonii - ocenił, odnosząc się do rządu Davida Camerona.

"Chcą wysyłać wsparcie militarne"

Oskarżył następnie Londyn o chęć zmilitaryzowania problemu w Syrii. - Jak możemy oczekiwać, że oni (Brytyjczycy) przyczynią się do poprawy i ustabilizowania sytuacji? Jak możemy oczekiwać, że zredukują poziom przemocy, skoro chcą wysyłać wsparcie militarne terrorystom i nie próbują ułatwić dialogu między Syryjczykami - pytał Asad.

- Nie spodziewamy się po podpalaczu, że zostanie strażakiem - ironizował. Wielka Brytania deklaruje poparcie dla syryjskiej opozycji, ale nie dostarcza rebeliantom broni. Na czwartkowym spotkaniu Grupy Przyjaciół Syrii w Rzymie brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague powiedział jednak, że pomoc militarna jest możliwa w przyszłości - przypomina BBC.

ONZ szacuje, że w konflikcie w Syrii, który rozpoczął się w marcu 2011 roku, zginęło 70 tys. osób. Setki tysięcy uchodźców przedostały się do krajów sąsiednich.

Zobacz także
Komentarze (15)
Zaloguj się
  • paka48

    Oceniono 1 raz 1

    To smutne, ale coś w tym jest. Anglicy maja to we krwi, przejęli od Rzymian. Dzielą i rządzą. Najpierw Cię podpuszczą, powiedzą walcz! Broń powiedzą i tylko powiedzą że dadzą. Sami się nie zaangażują. Bo po co? I choć nie jestem za Asadem, to wiem jedno... nas Polaków potraktowali tak samo. Podpuścili, broń byle jaką dali i walczcie. Powstanie Warszawskie było tego najlepszym przykładem. 200 tys. ludzi zginęło, miasto w gruzach, nasi za Nich ginęli i walczyli: lotnicy, marynarka, żołnierze Andersa. I co? nawet naszych na defiladę zwycięstwa w Londynie nie zaprosili... ale podżegają nadal... liczy się tylko ich interes... reszta może skonać, to ich nawet nie interesuje... i zapewne opozycja w Syrii skona...

  • czarny-cezar2

    Oceniono 3 razy -1

    I gitara, ważne się naparzają.paru muslimowatych potencjalnych terrorystów na świecie mniej!

  • pismaki_klamia

    Oceniono 10 razy 8

    "Jak człowiek Al-Kaidy doszedł do władzy w Libii" www.voltairenet.org/article171407.html

    "GCC i NATO tracą przywództwo" www.voltairenet.org/article175363.html

    Interesujące mapy: www.nemw.net/images/jpg/nwo/pnacplanwo7.jpg
    nsnbc.me/2013/02/01/the-volatility-of-gas-geo-politics-and-the-greater-middle-east-an-interview-with-major-agha-h-amin/kurdishsyrianstratscenario/

  • pismaki_klamia

    Oceniono 13 razy 9

    Ten nieoczekiwany napływ doprowadził do jednoczenia się nowych bojowników, również krewnych ofiar masowej rozprawy z Bractwem Muzułmańskim po ich krwawym zamachu (na rządzących) w 1982 r. Ich motywy są często nie tyle ideologiczne, co personalne; rodzą się z zemsty. Wielu zbirów i notorycznych przestępców skusiły łatwe pieniądze: "rewolucjonista" dostaje siedem razy więcej niż wynosi przeciętna pensja. Na koniec – zawodowcy, czyli ci, którzy walczyli w Afganistanie, Bośni, Czeczenii czy Iraku. Prym wśród nich wiodą libijscy członkowie Al-Kaidy, z Abdelhakimem Belhadżem na czele [6]. W mediach mówi się o nich jako o dżihadystach, co jest niesłuszne, gdyż islam nie nawołuje do świętej wojny z innymi muzułmanami. Są to głównie najemnicy.
    Nie przypadkiem bitwa o Damaszek zgromadziła w stolicy 7 tys. bojowników, rozrzuconych po kraju i armię najemników z sąsiednich państw. Dziesiątki tysięcy „contras” usiłowało przekroczyć granicę Syrii. Zjeżdżali jednocześnie w niezliczonych kolumnach furgonetek, korzystając częściej z dróg przez pustynię niż z autostrad. Niektórych zatrzymało bombardowanie, musieli zawrócić. Inni, po przejęciu przejść granicznych, dotarli do stolicy. Nie spotkali się jednak z entuzjastycznym przyjęciem. Ludzie naprowadzali na nich żołnierzy armii syryjskiej, by ich zidentyfikowali i zlikwidowali. W końcu zmuszeni do odwrotu, nie zdobywszy Damaszku, ogłosili, że Aleppo będzie należało do nich. Nie byli to ani zbuntowanymi damasceńczycy, ani mieszkańcy Aleppo, ale "przejezdni" bojownicy.
    Brak poparcia dla uzbrojonych grup trzeba porównać z poparciem dla syryjskiej regularnej armii i milicji zwołanej do samoobrony. Syryjska Armia Narodowa pochodzi z poboru, tak więc jest to wojsko ludowe i nie do pomyślenia jest, by można go było użyć do represji politycznych. Ostatnio rząd wydał upoważnienie do tworzenia milicji sąsiedzkich. Wydano broń obywatelom, którzy mogą poświęcić codziennie 2 godziny na obronę swojej okolicy pod nadzorem armii.
    Swego czasu amerykański prezydent Ronald Reagan miał trudności z przedstawianiem „contras” jako "rewolucjonistów". W celach propagandowych utworzono Biuro Dyplomacji Publicznej (the Bureau of Public Diplomacy). Kierownictwo biura powierzono Otto Reichowi [9]. Ten skorumpował dziennikarzy w większości głównych mediów w USA i Europie Zachodniej, by zatruć studnię opinii publicznej. Między innymi rozpowszechniał pogłoskę, że sandiniści majśą broń chemiczną i mogą jej użyć przeciwko swym współobywatelom. Dzisiaj propaganda płynie z Waszyngtonu, od zastępcy doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego odpowiedzialnego za komunikację strategiczną – Bena Rhodesa. Stosuje on stare metody: rozpuścił plotkę o broni chemicznej, by zaszkodzić prezydentowi al- Asadowi
    Czekając na nagranie korespondent Al Jazeery, Khaled Abou Saleh dzwoni do wydawcy. Twierdzi, że Baba Amr jest bombardowane i "tworzy" efekty dźwiękowe. Korespondent ten był gościem honorowym Francoisa Hollande’a na 3. Konferencji Przyjaciół Syrii
    www.voltairenet.org/article175383.html

  • pismaki_klamia

    Oceniono 11 razy 7

    Wolna Armia Syryjska: rewolucjoniści czy najemnicy "contras"? Thierry Meyssan
    Choć prasa zachodnia opisuje Wolną Armię Syryjską jako zbrojną grupę rewolucyjną. Organizacja ta posiada jednak charakter kontrrewolucyjny. Ma ona swoje korzenie w reakcyjnych państwach Zatoki Perskiej, skąd trafiła do Turcji i obecnie pracuje dla NATO. Tego typu „niemainstreamowa” teza, powinna być wsparta solidnymi dowodami...
    Uzbrojone grupy nie stają w Syrii w obronie demokracji, lecz walczą przeciwko niej. Po pierwsze, interpretowanie wydarzeń w Syrii jako epizodu "Arabskiej wiosny" jest niesłuszne. Żadna „wiosna” w rzeczywistości nie miała miejsca. To slogan reklamowy, obliczony na przedstawienie niepowiązanych ze sobą faktów jako mających takie powiązania. Mimo, że w Tunezji, Jemenie i Bahrajnie miały miejsce ludowe rewolty, to nie można o takowych mówić w przypadku Egiptu czy Libii. W Egipcie uliczne demonstracje ograniczyły się do samej stolicy i obejmowały tylko część klasy średniej i nigdy, ale to nigdy, Egipcjanie nie identyfikowali się z telegenicznym spektaklem na Placu Tahrir [1]. W Libii nie doszło do żadnej politycznej rewolty, lecz do wystąpienia separatystycznego ruchu z Cyrenajki przeciwko Trypolisowi oraz do interwencji NATO, które kosztowały życie około 10 tys. ludzi.
    Następca Ghaliouna, Abdel Basset yda [2] karierę polityczną rozpoczął dopiero parę miesięcy temu, dając się od razu poznać jako wykonawca życzeń USA. Jako przywódca SRN nie zobowiązał się wypełniać woli swojego narodu, lecz wprowadzać "mapę drogową" Waszyngtonu wytyczoną dla Syrii: Na przyszłość.
    Bojownicy Wolnej Armii Syryjskiej także nie są mistrzami demokracji. Uznają duchowe przewodnictwo szejka Adnana Alroura, kaznodziei takfirystów, nawołującego do obalenia i zabicia al-Asada nie z powodów politycznych, ale po prostu dlatego, że Asad jest alawitą, czyli, w oczach szejka – heretykiem. Wszyscy zidentyfikowani oficerowie w WAS są sunnitami, a wszystkie brygady Armii noszą imiona historycznych postaci, którzy byli sunnitami.
    "Trybunały rewolucyjne" WAS skazują swoich politycznych oponentów na śmierć (i to nie tylko zwolenników Asada) i mordują niewierzących w miejscach publicznych. WAS chce zakończenia świeckich rządów wprowadzonych przez partię Baas, Syryjską Partię Socjal-Narodową i Partię Komunistyczną i wprowadzenia rządów czysto religijnych, reżimu sunnitów.
    Życzenie Zachodu, by skończyć z Syrią jest oczywiste i wystarczy do wyjaśnienia bieżących wydarzeń. Przypomnijmy kilka faktów, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości [3].
    Ostatecznie, mimo że społeczeństwo syryjskie reprezentowało zawsze paradygmat tolerancji religijnej, rozwinął się w nim nurt takfirystów. Stał się on bazą dla uzbrojonych grup. Te natomiast są sponsorowane hojnie przez monarchie wahhabickie (Arabie Saudyjską, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie).
    CIA stosuje wszędzie te same metody. Syryjscy „contras” skoncentrowali się więc na utworzeniu stałych baz (ale żadnych nie utrzymali, nawet w emiracie Baba Amr). Następnym krokiem był sabotaż ekonomiczny (niszczenie infrastruktury i palenie dużych fabryk), w końcu akty terrorystyczne (wykolejanie pociągów pasażerskich, bomby w samochodach w miejscach publicznych, zabijanie przywódców religijnych, politycznych i woskowych). W rezultacie ta część ludności Syrii, która mogłaby sympatyzować z ugrupowaniami zbrojnymi, na początku wierząc, że są oni alternatywą dla obecnego reżimu, coraz bardziej się do nich zraża.
    www.voltairenet.org/article175383.html

  • zgr-edo

    Oceniono 8 razy 2

    Popieram rząd prezydenta Asada, bo jak widać tylko on jest gwarantem spokoju w tym kraju.
    Zgromadzenie takiej ilości broni przez rebeliantów umożliwiającej jej walkę przeciwko świetnie wyszkolnej i uzbrojonej armii, przeczy ,ze Syria to kraj policyjnego terrroru. Izrael obawia się silnej Syrii wspomaganej przez Iran. Nie chcę myśleć, co by było z Izraelem, gdyby tak podczas wojny iracko-irańskiej, Syria zaatakowała Irak / 1980-1988 / wspomagany przez cały zachodni świat posrany religijną rewolucją Chomeiniego .

  • pismaki_klamia

    Oceniono 23 razy 15

    Brawo Panie Prezydencie !

    Niech żyje wolna Arabska Republika Syrii !

    Powodzenia w przyszłorocznych wyborach!

  • szats69

    Oceniono 25 razy 19

    Czym się różni zbrojenie rebeliantów od rzeczywistego przyłączenia się do wojny? Moim zdaniem różnica ta jest niewielka, jest to po prostu uderzenie w dane panstwo, tylko w innej formie. Jeśli ktoś twierdzi, że jeśli zrobi to rękami innych, a swoje będzie miał dalej czyste to się myli.

  • olena.s

    Oceniono 9 razy -5

    Jeżeli Assad jest faktycznie 'taki jak wszyscy syryjscy patrioci' to tylko opatrzność może ocalić ten kraj.

    katar1.blox.pl/html

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje