Hypki: Płk Stroiński zasłania się niepamięcią. To wygodne

18.02.2013 20:18
Tomasz Hypki, ekspert lotniczy ze

Tomasz Hypki, ekspert lotniczy ze "Skrzydlatej Polski" oraz sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa (Fot. S3awomir Kaminski / Agencja Gazeta)

- Pułkownik Stroiński jest stroną w tej sprawie, więc może mówić rzeczy niemające wiele wspólnego z rzeczywistością. Dodaje, że właściwie niewiele pamięta. To wygodna postawa - ocenia w rozmowie z portalem Gazeta.pl Tomasz Hypki, wydawca "Skrzydlatej Polski".
Hypki, który jako ekspert w dziedzinie lotnictwa zabiera głos w dyskusji związanymi m.in. z katastrofami polskich samolotów, w dość ostrych słowach wypowiedział się na temat wywiadu jaki tygodnikowi "Wprost" udzielił płk Bartosz Stroiński, były szef 36. specpułku. To piloci tej rozwiązanej już jednostki siedzieli za sterami prezydenckiego tupolewa 10 kwietnia 2010 r. Według Stroińskiego "z raportu komisji Millera wynika, że załoga zrobiła wszystko, żeby się zabić". - Tam jest wiele rzeczy nieprawdziwych. Choćby stwierdzenie, że piloci byli źle wyszkoleni - powiedział m.in. płk Stroiński.

"Pułkownik może usłyszeć zarzuty"

- Pułkownik Stroiński jest stroną w tej sprawie, więc może mówić rzeczy niemające wiele wspólnego z rzeczywistością - uważa Hypki. Jego zdaniem "nie byłoby dziwne, gdyby usłyszał zarzuty związane z sytuacją w 36. pułku, z przygotowaniem załogi do lotu, z jej wyszkoleniem". - Wiadomo, że będzie się bronił, tak jak postępuje wiele innych osób, które wypowiadają się w sprawie katastrofy smoleńskiej, jak gen. Anatol Czaban czy płk Mirosław Grochowski - dodaje.

- Jakby tego było mało, mówi, że właściwie niewiele pamięta. To wygodna postawa, bo jeśli coś świadczy przeciwko płk. Stroińskiemu, zawsze może on zasłonić się brakiem pamięci ze względu na przeżyty wstrząs - dodaje Hypki.

"Przeczy faktom zupełnie oczywistym"

Stroiński we "Wprost" przekonywał również, że "załoga samolotu nie popełniła też błędów, które sugeruje raport komisji Millera". Zdaniem Hypkiego "polemizowanie z tym, co płk Stroiński mówi w wywiadzie, nie ma sensu. Tym bardziej że zwykle bardziej merytoryczne są wypowiedzi zadających pytania dziennikarzy".

- Płk Stroński mówi bez specjalnej odpowiedzialności rzeczy, na które nie ma żadnych dowodów, albo wręcz przeczy faktom zupełnie oczywistym, stwierdzonym przez komisje badające przyczyny katastrofy. Tak jest choćby ze sprawą użycia automatu przy lądowaniu czy użycia radiowysokościomierza, a także obecności gen. Błasika w kabinie pilotów w ostatniej fazie lotu - uważa Hypki.

"Chcą stworzyć zamieszanie"

Jego zdaniem w Polsce jest kilka kategorii ludzi, którym zależy na stworzeniu maksymalnego zamieszania wokół tej sprawy: - To politycy, wydawcy mediów żyjących z pisania bzdur o katastrofie i ci, którzy mogą usłyszeć zarzuty za przyczynienie się do jej spowodowania. Do ostatniej należy płk Stroiński. W końcu był w dowództwie 36. pułku.

Hypki dodaje, że "trudno się dziwić, że 36. pułk rozwiązano". - Przecież szkolono w nim pilotów w sposób urągający elementarnym zasadom. Nie było odpowiedniej liczby samolotów, brakowało symulatorów, a lotnicy nie znali elementarnych procedur. Nie było doświadczonych instruktorów. Królowała zasada Uczył Marcin Marcina - kończy Hypki.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (165)
Zaloguj się
  • zbycholj23

    Oceniono 1 raz 1

    Pułkownicy w Polsce są nośnikami zdrady, hipokryzji, rasizmu (białych murzynów wykorzystywanych finansowo w firmach ochroniarskich) czy oszustw przy sprzedaży mienia wojskowego w ramach powołanej przez pułkowników i generałów WP Agencji Mienia Wojskowego której to organizacji wojsko przekazuje (gratis) mienie wojskowe a mafia (czytaj: Agencja Mienia Wojskowego) sprzedaje to mienie za cenę uzgodnioną (po cichu z nabywcą). Ci "uczciwi" pułkownicy i generałowie stali się w wyniku swoich pokrętnych działań multimilionerami, cały czas pobierając oczywiście pułkownikowskie i generalskie emeryturki na które składają się wszyscy normalni i uczciwi Polacy.

  • red-akcja

    Oceniono 3 razy -3

    Czołem towarzyszu Hypki!
    No to wyjaśnijcie publicznie, dlaczego Polacy dopiero po dwóch tygodniach poznali rzeczywisty czas katastrofy?

  • kotwicz17

    Oceniono 3 razy -1

    Szekspir w usta Suffolka w Henryku VI włożył następujące słowa:
    "Ja, mówiąc szczerze nie znam się na prawie
    I woli nagiąć nie umiem do niego;
    Lecz wolę prawo nagiąć do mej woli"

    Mark6 i Izolda11 natomiast mogą dzisiaj powiedzieć tak:
    "My, szczerze mówiąc nie znamy się na matematyce i fizyce,
    Praw i twierdzeń nie rozumiemy w ogóle,
    Dlatego wolimy wszelkie obliczenia nagiąć do makowskich i laskowskich aksjomatów"
    Wiem, że jest to tekst nie najlepszego twórcy, ale mam nadzieję, że go potraficie zrozumieć, bo
    z czytaniem ze zrozumieniem też jesteście na bakier. W szkole jeszcze przed rozwiązaniem zadania mieliście chyba kłopoty z jego rozumieniem jeszcze na etapie czytania, a co dopiero mówić o zastosowaniu właściwego algorytmu. Bardzo przepraszam, ale kończę dyskusję, bo jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć prostych praw i tekstów to ja tej osobie nie potrafię pomóc.

  • red-akcja

    Oceniono 3 razy 1

    Uwaga oszukują!
    To nie był "prezydencki" samolot, jak to się podaje lemingom-krasnoarmiejcom. To był rządowy samolot, rządowi piloci, rządowe procedury. Wszystkie osoby i instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo tego lotu podlegały premierowi Tuskowi. Również za bezpieczeństwo prezydenta odpowiadała instytucja podległa premierowi.
    Towarzysz Hypki, jako miłośnik ruskiego raportu nie powinien być dopuszczany do wypowiedzi w polskich mediach.

  • wojtusz

    Oceniono 3 razy 1

    Wiadomo, ryba psuje się od głowy. Myśleli, że są elitą - byli kupą g*wna.

  • tadec

    Oceniono 1 raz 1

    Gdyby - w swoim czasie - Gwardie Pretorianów tworzył znakomity 36-pułk historia świata potoczyłaby się krańcowo inaczej.

  • sigizm

    Oceniono 6 razy 0

    Nie ma znaczenia, jaka wysokość, czy grubość brzozy, natomiast znaczenia ma, dlaczego znalazł się na takiej małej wysokości i to we mgle - to jest miażdżący argument, a nie powinien tam być, a że przy okazji wykryto, że brak udokumentowanego przeszkolenia na symulatorze, znaczy to tylko tyle, że pilot głupi, bo ćwiczył tylko na żywo - nie wiedział, jak się zachować, kiedy sytuacja prowadzi do katastrofy, bo na symulatorze ćwiczy się przede wszystkim sytuacje kryzysowe. Znaczy to tyle, że gdyby np. pilotował kpt. Wrona, to by katastrofy nie było.
    W ustalaniu wypadku tylko zapisy z czarnych skrzynek, takie jest prawo regulujące ustalanie przyczyny katastrofy lotniczej.
    Tak przy okazji: Nowaczyk interpretuje zapisy z czarnej skrzynki na podstawie zapisu TAWS. Czarna skrzynka jest zapieczętowana i dostęp tylko komisyjny, zaś do TAWS zawsze jest dostęp, nawet po katastrofie. Ktoś mógłby zmienić sygnały TAWS, nawet ratownik, gdyby się znał na tym. Urządzenie TAWS nie jest wiarygodne, może podawać różne sygnały, pilot może regulować urządzenie dowolnie, i takie pojawiły się zeznania, że rozregulowywano, bo sygnały dźwiękowe przeszkadzały. Jest to tak dalece dowolne, że komisje te sygnały pomijają, MAK zanotował, że sygnał TAWS-38 na 30 metrach bez komentarza, zaś komisja Millera zignorowała w oficjalnym raporcie całkowicie, no i awantura, że agenturalne fałszerstwo.

  • odkurzacz-1

    Oceniono 7 razy 3

    Hypki jak nie było wystarczającej liczby samolotów i mało pieniędzy na szkolenie to za to odpowiada rząd.Krętaczu.

  • warwar

    Oceniono 10 razy 6

    Dobrze jest nie wiedzieć i nie pamiętać, a co zrobić z tymi, którzy wiedzą i pamiętają? Katastrofa miała miejsce nie dlatego, że samolot ściął brzozę, tylko samolot ściął brzozę, bo była katastrofa. Katastrofa zaś musiała być, skoro wylecieli z Warszawy z półtoragodzinnym opóźnieniem (np. Jak zdołał wylądować), a pilotów zmuszano od Gruzji do lądowania wg dyspozycji organizatora przelotu, a nie według regulaminów i sztuki pilotażu. Sam Kaczyński popisał się osobistymi interwencjami nie mówiąc już o zawiadomieniu Karskiego i o zapytaniu Gosiewskiego. Wydano rozkaz lądowania za wszelką cenę w Smoleńsku, aż do skutku, chyba że pan prezydent podejmie odmienną decyzję. Pan prezydent po rozmowie z bratem jednak decyzji (o odleceniu na zapasowe lotnisko) nie podjął. Załoga bała się sprzeciwić swojemu przełożonemu, który sam nie potrafił zastosować się do obowiązujących procedur i do zdrowego rozsądku. Kapitan statku powietrznego zszedł poniżej dozwolonej indywidualnie dla niego granicy 120 m i złamał zakaz kontrolera lotu (Posadka dopolnitiel'no) - zszedł poniżej 100 m, a następnie spytał prezydenckiego nadzorcy: odchodzimy?, a gdy nie otrzymał odpowiedzi przez 8 sekund, to spróbował wznieść się na automacie na lotnisku nie wyposażonym w system ILS. Gwałtowne przeciążenie silników spowodowało jedynie wystrzały w silnikach, ale samolotu już nie podniosło na bezpieczna wysokość. W rozmowie telefonicznej Jarosław nie spytał brata, na które zapasowe lotnisko odlecieli, lecz spytał, czy już wylądowali w Smoleńsku, a Lech nie odpowiedział, że ze względu na warunki atmosferyczne i zakaz kontrolera lotu odlatują na lotnisko zapasowe, lecz powiedział, że za kilkanaście minut wylądują (w Smoleńsku). Samolot prezydencki nie miał prawa wystartować z Warszawy. Do katastrofy musiało dojść od momentu, gdy gen. Błasik przypomniał na płycie lotniska na Okęciu rozkazy lądowania w Smoleńsku za wszelką cene do skutku i zabronił kpt. Protasiukowi składania meldunku u trapu samolotu dysponentowi wylotu. Przyczyna katastrofy była znana od pierwszych minut od tragedii, tak jak znane było zawiadomienie Karskiego i zapytanie Gosiewskiego, a dalsze nadchodzące informacje (nagrania rozmów w kokpicie) dostarczały pełniejszych uzasadnień tej wiedzy, a zwłaszcza o roli gen. Błasika i dyr. Kazana. A czy samolot ściął brzozę przy samej ziemi, czy na wysokości 5 m, czy o 3 m wyżej (czyli na 8 m), jak utrzymywała NPW zanim zdecydowała się na 666 cm, czy że samolot przeleciał nad brzoza (jak chce Macierewicz i jego eksperci), to nie ma najmniejszego znaczenia dla ustalenia przyczyn wypadku lotniczego. Ocenę tę będzie można (i będzie trzeba) zmienić, jeśli pojawią się jakieś nowe istotne fakty. Takich istotnych nowych faktów jednak nie ma. mamy jedynie do czynienia ze zbędnym dzieleniem włosa na czworo. Dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy to jest zbędne, natomiast zapewne jest potrzebne dla ustalenia roli Jarosława Kaczyńskiego, Macierewicza i Sasina w tej katastrofie, co zapewne może też mieć znaczenie dla oceny poprawności wypłacenia odszkodowań i pochówku na Wawelu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje