"Nie jesteśmy kuloodporni". Jak zginął żołnierz GROM?

03.02.2013 17:40
Wrzesień 2008 r. Ustka. Żołnierze GROM-u biorą udział w ćwiczeniach

Wrzesień 2008 r. Ustka. Żołnierze GROM-u biorą udział w ćwiczeniach "Anakonda". Ich jednostka dostanie wkrótce do wyłącznej dyspozycji eskadrę śmigłowców, która w każdej chwili ma być gotowa do użycia (Fot. Damian Kramski / AG)

Kapitan Krzysztof Woźniak jest pierwszym żołnierzem GROM, który zginął w czasie akcji. W tej samej operacji w Afganistanie dziewięciu innych żołnierzy zostało rannych. Takiej porażki jednostka GROM do tej pory nie poniosła. "Wprost" sprawdza, kto zawinił.
To miała być jedna z wielu operacji zatrzymania terrorystów. Kilkunastu gromowców wspieranych było przez żołnierzy polskiego kontyngentu, akcję zabezpieczały też śmigłowce. Kiedy polscy komandosi zaczęli zbliżać się do budynku, w którym mieli być talibowie, zostali ostrzelani i obrzuceni granatami. Woźniak szedł pierwszy. Znalazł się na linii ognia. Dostał serię kul. Jeszcze żył, kiedy transportowano go do bazy Ghazni. Jeszcze jednak w nocy do Warszawy, do GROM, do wszystkich żołnierzy przyszła wiadomość, że stracili kumpla. I że dziewięciu innych jest rannych. Wszyscy odłamkami. Ale że ręce i nogi mają, że będą żyli.

Co się stało z Abdulem Rahmanem, na którego polowali gromowcy? Czy został zastrzelony, a może pojmany, wzięty do niewoli i jest teraz przesłuchiwany przez Amerykanów? - Według mojej wiedzy kilku rebeliantów tam zginęło. Tak przynajmniej donoszą moje źródła wywiadowcze. Nie mam stuprecentowej pewności, że Rahman też - mówi płk Piotr Gąstał, dowódca GROM.

Zostaliśmy zmanipulowani

Nie wiadomo jeszcze, co zawiodło, dlaczego akcja zakończyła się w taki sposób. - Na razie wszystko wskazuje na to, że zostaliśmy zmanipulowani. Wiele razy próbowano już nas wciągnąć w takie zasadzki - mówi dowódca GROM. - Bywały sytuacje, że chłopcy byli w środku, w zabudowaniach, odkrywali nagle, że coś jest nie tak, że zaczyna się atak, i natychmiast była ewakuacja. Albo ledwo zdążyli wyjść i pomieszczenie wylatywało w powietrze. Oczywiście bywało, że byli ranni, połamane kończyny, żebra, ale wychodzili z tego cało, nikt nigdy nie zginął. Tym razem trafiliśmy na zbrojny opór. Niestety, nie jesteśmy nieśmiertelni, nie jesteśmy kuloodporni - dodaje.

Więcej na stronie "Wprost"

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także

Najnowsze informacje