Zamach samobójczy przed ambasadą USA w Ankarze. Dwie osoby nie żyją

prot, wg, AP
01.02.2013 12:39
Służby ratunkowe zabierają ranną w wybuchu przed ambasadą USA w Ankarze

Służby ratunkowe zabierają ranną w wybuchu przed ambasadą USA w Ankarze (Fot. Burhan Ozbilici AP)

Przed wejściem do ambasady USA w Ankarze doszło do eksplozji. - Zamachu samobójczego dokonał działacz skrajnej organizacji lewicowej - oświadczył szef MSW Turcji Muammer Guler. Dodał, że może chodzić o Rewolucyjny Front-Partię Wyzwolenia Ludu (DHKP-C) lub o inną nielegalną grupę. W wyniku zamachu dwie osoby nie żyją, jedna osoba została ciężko ranna..
Media tureckie podały tożsamość domniemanego zamachowca - według nich był to członek DHKP-C, 30-letni Ecevit Sanli, który w przeszłości odbył wyrok więzienia.

W zamachu napastnik zginął. Śmierć poniósł też ochroniarz placówki dyplomatycznej, który strzegł bocznego wejścia do kompleksu - poinformował ambasador USA w Ankarze Francis Ricciardione. Jedna osoba - kobieta - została ciężko ranna, istnieje zagrożenie dla jej życia - podał dziennik "Today's Zaman".

Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan potwierdził w tureckiej telewizji, że był to zamach samobójczy i zaapelował do społeczności międzynarodowej o wspólne działania na rzecz walki z "elementami terrorystycznymi".

Policja ostrzega przed kolejnym zamachem

Do wybuchu przed ambasadą doszło ok. godz. 13.15 (godz. 12.15 czasu polskiego). Agencja Associated Press podała, że bomba eksplodowała wewnątrz punktu kontrolnego przy bocznym wejściu do ambasady, nie powodując większych uszkodzeń samej placówki. Na miejsce zdarzenia skierowano kilka karetek i wozy strażackie.

Zamachowiec-samobójca odpalił ładunek przechodząc przez bramki kontrolne. Wybuch wyrzucił na ulice odłamki, które raniły przechodniów. Po wybuchu nad amerykańską ambasadą unosił się dym. Zniszczone jest wejście boczne do budynku, z którego korzystali pracownicy i goście ambasady. Personel dyplomatyczny został ewakuowany.

Dziennik "Hurriyet" podał, że zamach bardzo przypominał atak samobójczy przeprowadzony przez DHKP-C jesienią zeszłego roku na posterunek policji w Stambule. Zginął wówczas policjant i zamachowiec, który jak ogłoszono, był członkiem DHKP-C.

Policja ostrzega przed kolejnym zamachem. Na miejsce jedzie podsekretarz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Według tureckiej prasy, kamery monitoringu nie zarejestrowały momentu przed eksplozją, z powodu przerwy w dostawie prądu. Nie wiadomo, czy prądu nie było tylko w budynku ambasady, czy w całej okolicy.

Żadna z organizacji terrorystycznych nie przyznała się do zamachu

Amerykańska ambasada w Ankarze jest silnie chroniona i znajduje się w pobliżu kilku innych placówek dyplomatycznych, m.in. Francji i Niemiec. Departament Stanu USA poinformował, że współpracuje z turecką policją w sprawie zamachu.

Dotychczas żadna organizacja nie przyznała się do ataku. AP wskazuje jednak, że w Turcji działają kurdyjscy separatyści z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) oraz islamscy bojownicy powiązani z Al-Kaidą.

W przeszłości zorganizowali oni serię zamachów samobójczych w Stambule. W 2003 roku zaatakowali brytyjski konsulat, zabijając 58 osób, a w 2008 roku w ataku na konsulat USA, również im przypisywany, zginęło sześć osób, w tym trzech policjantów i trzech napastników.

W reakcji zamach konsulat Wielkiej Brytanii zaapelował do brytyjskich przedsiębiorstw działających w Turcji o zachowanie nadzwyczajnej ostrożności.

Turcja wyrosła na jednego z najsurowszych krytyków reżimu w Syrii, gdzie od blisko dwóch lat trwa wojna domowa. Władze Turcji zwróciły się do NATO o rozlokowanie na jej terytorium baterii systemu antyrakietowego Patriot dla ochrony przez ewentualnym atakiem z Syrii. W sobotę Sojusz ogłosił, że pierwsza z baterii jest już zdolna do działań bojowych, a pozostałe osiągną ten stan w najbliższych dniach.

Tagi:

Zobacz także