Szturm wojsk algierskich. Zabito 11 porywaczy. Zginęło 7 zakładników

19.01.2013 14:51
Instalacje na polu gazowym Amenas w Algierii

Instalacje na polu gazowym Amenas w Algierii (Fot. bp AP)

Algierskie siły specjalne przypuściły dziś po południu szturm na rafinerię gazu w kompleksie In Amenas, gdzie islamiści przetrzymywali zakładników. Zabito 11 porywaczy. Wcześniej islamiści zabili siedmiu cudzoziemców. Francuski prezydent ocenił, że podejście Algierii było w tej sytuacji optymalne. - Z takimi terrorystami nie można negocjować - powiedział Francois Hollande.
"Szturm dobiegł końca, wojsko jest na terenie rafinerii i usuwa miny" - cytuje agencja Reutera "lokalne źródło zaznajomione z tą operacją". Państwowa algierska firma naftowa Sonatrach poinformowała, że islamiści, którzy zaatakowali In Amenas, biorąc kilkuset zakładników - Algierczyków i cudzoziemców - podłożyli tam wiele ładunków wybuchowych.

Nie wiadomo, czy ktoś z zakładników w rafinerii pozostał przy życiu. APS nie podała też narodowości zabitych. Według gazety "El Watan" islamiści zabili w sobotę trzech Belgów, dwóch Amerykanów, Brytyjczyka i Japończyka. "El Watan" informuje też, że zginęli wszyscy porywacze.

Premier Rumunii Victor Ponta powiedział dziś, że zginął jeden rumuński zakładnik, a czterech zdołało uciec.

Wcześniej znaleźli 15 zwęglonych ciał

Agencja Associated Press odnotowuje, że według źródeł algierskich w napaści na kompleks gazowy uczestniczyło łącznie ok. 30 islamistów i że 18 "unieszkodliwiono", jeszcze zanim siły specjalne przystąpiły dziś do szturmu.

Wcześniej źródła algierskie informowały, że na terenie kompleksu gazowego algierskie siły specjalne natrafiły na 15 spalonych ciał. Nie ma informacji na temat tożsamości tych ludzi. Nie wiadomo też, w jakich okolicznościach zginęli. Pojawiła się też informacja, że uwolnionych zostało 16 cudzoziemskich zakładników, w tym dwóch Amerykanów, dwóch Niemców i Portugalczyk.

Algierski minister komunikacji Mohammed Said mówił dziś rano w radiu, że w rękach terrorystów powiązanych z Al-Kaidą znajdowało się jeszcze 30 zakładników.

Algierczycy woleli szturmować niż negocjować?

Brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague poinformował tego dnia, że większość Brytyjczyków w In Amenas jest już bezpiecznych, ale że nieznany jest los "mniej niż dziesięciu". Powiedział też, że w In Amenas jest już brytyjski personel konsularny.

AP pisze, że reakcja Algierii na kryzys z zakładnikami była "typowa dla historii konfrontacji tego kraju z terrorystami", tzn. że przedłożono operację wojskową nad negocjacje, co "wywołało protesty krajów, niepokojących się o swoich obywateli".

Armia algierska broniła swego postępowania. Gazety przytoczyły wypowiedź niewymienionego z nazwiska rzecznika sił zbrojnych, który podkreślał, że operacja w In Amenas była "odpowiedzią na decyzję terrorystów, którzy chcieli zabić wszystkich zakładników". Kiedy rozpoczął się kryzys, władze Algierii zapowiadały, że nie będą negocjować z islamistami.

Postawę Algierii pochwalił francuski prezydent. - Nie dysponujemy jeszcze wszystkimi szczegółami, ale kiedy tak wielu ludzi zostaje zakładnikami zdeterminowanych terrorystów, gotowych zabić tych zakładników (a tak właśnie było), podejście Algierii, tak jak ja to widzę, jest najsłuszniejsze, ponieważ nie mogło być negocjacji - mówił Francois Hollande.

Oficjalne dane algierskie na temat ofiar śmiertelnych to 23 zakładników i 32 islamistów, ale przez cały czas trwania kryzysu z Algierii napływały na ten temat rozbieżne informacje.

Chcieli by Francja wycofała się z Mali

Islamiści zaatakowali kompleks gazowy w środę rano, biorąc zakładników. W czwartek śmigłowce algierskie otworzyły ogień do konwoju z porywaczami i zakładnikami - relacjonowali świadkowie. Porywacze twierdzili, że tylko w tamtym ataku zginęło 35 zakładników i 15 bojowników.

Utrzymywali, że atak na kompleks gazowy w Algierii miał zmusić Francję do przerwania operacji militarnej przeciwko islamistom w Mali. Jednak - jak podkreśla Reuters - niektórzy przedstawiciele władz USA i państw europejskich wskazują, iż przygotowania do tego ataku, przeprowadzonego kilka dni po rozpoczęciu przez Francję interwencji w Mali, musiały prawdopodobnie zająć znacznie więcej czasu.

Jeden z mauretańskich portali internetowych poinformował, powołując się na członka grupy o nazwie Zamaskowana Brygada, która zaatakowała algierski kompleks gazowy, że akcja była przygotowywana przez dwa miesiące i że Algierię wybrano jako cel, ponieważ oczekiwano, iż kraj ten poprze międzynarodowe starania o wyeliminowanie ekstremistów, którzy przejęli kontrolę nad północnym Mali.

"Weteran z Nigru" i "Marlboro Man"

Mauretańskie media poinformowały, że na czele Zamaskowanej Brygady stał "weteran z Nigru" Abdul Rahman al-Nigeri, związany z przywódcą tej grupy Mochtarem Belmochtarem, weteranem walk w Afganistanie w latach 80., mającym obecnie bliskie kontakty z Al-Kaidą Islamskiego Maghrebu. Reuters pisze, że - jak się wydaje - Belmochtar nie uczestniczył osobiście w ataku na In Amenas.

Zamaskowana Brygada ostrzegła Algierczyków, by "trzymali się z dala od instalacji zagranicznych firm, ponieważ uderzy tam, gdzie jest to najmniej oczekiwane" - informowała w czwartek mauretańska agencja prasowa ANI, powołując się na rzecznika ugrupowania. Według Reutera ANI ma bliskie kontakty z grupą, na której czele stoi Belmochtar, nazywany "Marlboro Man".

Zobacz także

Najnowsze informacje