"19 asystentów? Przesada. Podstawa to dobry skład w Brukseli" - o "liście pracodawców" z PE

14.01.2013 18:07
Brytyjski bloger o polskich

Brytyjski bloger o polskich "pracodawcach" z PE (Źródło: jonworth.eu)

Popularny brytyjski bloger krytycznie pisze o naszych europosłach, którzy zatrudniają wielu asystentów, i publikuje tabelę, w której część liczb robi wrażenie: 19 asystentów (Ryszard Legutko), 17 (Tadeusz Cymański, Ryszard Czarnecki). Co na to inni polscy europosłowie i ich asystenci? "19 to przesada", "wystarczy dwóch w Brukseli i trzech ma miejscu", "widać, kto mocno działa w kraju" - słyszymy
Polscy posłowie do PE zatrudniają wyjątkowo dużo personelu - ocenia znany brytyjski bloger Jon Worth i publikuje zestawienie danych na temat polskich europosłów i ich asystentów. 14 naszych reprezentantów ma więcej niż 10 asystentów, rekordziści to politycy PiS i Solidarnej Polski: Ryszard Legutko (19 asystentów), Tadeusz Cymański (17) i Ryszard Czarnecki (17). "To nie wygląda na zdrową sytuację" - podsumowuje Worth.

Bloger nie ukrywa, że pisze o Polakach, bo w Wielkiej Brytanii trwa właśnie debata na temat marnowania przez instytucje europejskie pieniędzy ze wspólnego budżetu. Wielka Brytania to największy zwolennik cięć w europejskim budżecie, a jeden z jej koronnych argumentów to właśnie marnotrawstwo - szczególnie bolesne teraz, w czasie kryzysu.

Worth przypomina, że każdy deputowany do PE dostaje ponad 21 tys. euro miesięcznie na funkcjonowanie biura i skupia się na naszym rekordziście - prof. Ryszardzie Legutce, który zatrudnia aż 19 asystentów, w tym 18 w kraju. Czołówka rankingu prezentuje się tak:

EuroposełPartiaAsystenci w krajuAsystenci w BrukseliRazem
Ryszard LegutkoPiS18119
Tadeusz CymańskiSP15217
Ryszard CzarneckiPiS15217
Czesław SiekierskiPSL14216
Bogusław LiberadzkiSLD13114
Jarosław KalinowskiPSL11314
Marek Józef GróbarczykPiS13114
Andrzej GrzybPSL12214
Konrad SzymańskiPiS13114
Joanna SenyszynSLD12113
Janusz WojciechowskiPiS12113
Małgorzata HandzlikPO10212
Jolanta HibnerPO10212
Tadeusz ZwiefkaPO10212


Reszta z 51 naszych reprezentantów w europarlamencie zatrudnia do 10 asystentów, większość - 2-3 akredytowanych. "Sam nie wiem, jakie wyciągnąć z tego wnioski. Jeśli podzielimy 21 209 euro przez 19, nie daje to sumy, która byłaby atrakcyjną wypłatą dla pracowników Legutki. I - z drugiej strony - po co europosłowi 19 asystentów? Czy wszystkie te osoby rzeczywiście pracują tylko dla niego, a nie wykonują przy okazji jakiejś innej pracy? A może europosłowie są zwyczajnie leniwi i nie usunęli z listy asystentów swoich byłych pracowników?" - czytamy.

Działacze partii wśród asystentów. "Widzisz, kto pracuje, a kto mocno działa w kraju"

Na pytanie o rekordzistów i wpis blogera część z naszych rozmówców znacząco się uśmiecha. - Wczoraj to czytałem. Nagle jasno widzisz, że poseł, który w Brukseli nic nie robi, ma tu zatrudnionego jednego albo pół asystenta, a w kraju tylu? Ranking pokazuje, że poseł mocno działa w kraju, skoro ma tam tylu asystentów - mówi pracujący w Brukseli asystent europosła.

"Mocno" mogą działać zwłaszcza ci europosłowie, którzy wśród swoich asystentów mają działaczy partyjnych. Nie brakuje ich na liście prof. Legutki: co najmniej połowa to ludzie mniej lub bardziej związani z PiS, w tym Paweł Hreniak, radny sejmiku dolnośląskiego, Anna Schmidt, b. kandydatka w wyborach do Sejmu, Damian Mrożek, wrocławski radny, Krzysztof Ślufcik, legnicki radny, Krystian Mieszkała, kandydat PiS na radnego w wyborach we Wrocławiu, czy opolski działacz tej partii Arkadiusz Szymański.

Z kolei wśród asystentów europosła Czarneckiego są m.in. związani z PiS bądź będący działaczami partii Paweł Bokiej, Szymon Chyła, Arwid Marek Żebrowski, Tadeusz Wielgosz, Bogdan Wiszowaty czy Łukasz Schreiber.

Sam prof. Legutko nie pamięta, ilu dokładnie ma asystentów, przyznaje, że jest ich "sporo". Twierdzi też, że zatrudnianie dużej liczby asystentów nie powinno być zarzutem, bo pokazuje, że polityk wykorzystuje środki na pracowników, a nie na siebie: - Zatrudniam ludzi, którym każę wykonywać pracę, i za to im płacę. Pieniądze przeznaczone na asystentów to środki, które właściwie nie są rozliczane. Są koledzy z różnych krajów - niekoniecznie z Polski - którzy ich nie wydają na asystentów, ale biorą do kieszeni. Liczba asystentów nie jest okolicznością obciążającą - okolicznością obciążającą jest to, że się ich nie zatrudnia - tłumaczy.

Jakie nadużycia? Płacą, ale nie bardzo wiadomo za co

Co ma na myśli? System finansowania asystentów do PE rzeczywiście stwarza możliwości nadużyć, choć i tak od początku tej kadencji funkcjonuje w nowej, zreformowanej formie. Od 2009 roku asystenci akredytowani w Brukseli są finansowani bezpośrednio z PE, na podobnej zasadzie jak brukselscy urzędnicy (progi płacowe i gwarantowane świadczenia), natomiast krajowi - zgodnie z prawem poszczególnych krajów. To, oczywiście, teoria, bo posłowie i tak mogą kształtować pensję pracowników w kraju i za granicą, przyznając im np. nagrody.

Na prowadzenie biura deputowany dostaje z PE miesięczną pulę ok. 21,2 tys. euro, z której jedną czwartą może wykorzystać na cele inne niż opłacanie stałych asystentów, np. na dodatkowe zlecenia. Jeśli nie wykorzysta całej puli, pozostałe środki wracają do kasy PE.

Wykryte już w tej kadencji PE nadużycia, jakie popełniają europosłowie, dotyczą nie tyle brania pieniędzy do kieszeni, co nie tylko trudniej zrobić w nowym systemie, ale również trudno udowodnić. W starym systemie, do 2009 roku, znany był przypadek m.in. europosła, który w rozliczeniu oświadczył, że całość z 200 tys. euro przeznaczonych na prowadzenie biura wypłacił... jednej osobie. Opisano go w tzw. raporcie Galvina po kontroli wydatków europosłów.

Nadużycia, o których wciąż słychać, dotyczą m.in. przyznawania bonusów, zatrudniania jako asystentów lub zleceniobiorców znajomych czy działaczy swojej partii oraz wynagradzania za zadania, które później trudno zdefiniować. Przykład: niedawna sprawa brytyjskiego europosła Godfreya Blooma. Wydawał on 2 tys. euro miesięcznie na usługi doradcy ds. klimatu, a pytany przez dziennikarza "Guardiana" nie potrafił sprecyzować, co takiego robił jego doradca, że warte było tak dużych pieniędzy.

Sąsiedzi zatrudniają więcej asystentów w Brukseli

Jak wygląda liczba asystentów naszych europosłów na tle tych z innych krajów? Prof. Legutko nie jest rekordzistą międzynarodowym - wyprzedza go co najmniej jedna osoba: rumuński deputowany George Sabin Cutas, który zatrudnił łącznie 22 asystentów (20 w kraju i dwóch akredytowanych).

Deputowani wybrani przez naszych sąsiadów Czechów zatrudniają od jednego asystenta do ośmiu asystentów. Proporcjonalnie więcej tych akredytowanych w Brukseli i Strasburgu - nawet cztery osoby, bywa, że wszyscy asystenci są akredytowani. Słowacy - od jednego do siedmiu asystentów, większość - po 2-5.

Podobna sytuacja u Niemców, którzy są najliczniej reprezentowanym narodem w PE (99 europosłów): dominuje 5-7 asystentów na deputowanego. Niektórzy niemieccy europosłowie poprzestają na zatrudnianiu dwóch. Trójka rekordzistów ma po 10, 11 i 12 asystentów.

- Zatrudnianie dużej liczby współpracowników w Brukseli jest możliwe dla takich europosłów, którzy pochodzą z Anglii, Włoch czy Danii - krajów, gdzie system przeliczeń pieniędzy jest taki, że to umożliwia. U nas jest to nieopłacalne - twierdzi prof. Legutko.

Oczywiście, by zatrudnić jednego pracownika w Brukseli, trzeba wydać na niego więcej niż na jednego w Polsce. - Od 2 do ok. 5 tys. euro. To dużo pieniędzy, ale jak europoseł chce mieć dobrego pracownika, który by zechciał się tu przeprowadzić, to musi tyle zapłacić. Dla Polaków to wciąż atrakcyjne - w porównaniu z pensjami w kraju te tutaj są dużo, dużo wyższe. Ale z kolei tu są też wysokie koszty utrzymania [1,5-2 tys. euro - red.], Bruksela jest bardzo droga. Natomiast to nie zmienia faktu, że 21 tys. euro miesięcznie na biuro to dużo - ocenia jeden z polskich asystentów akredytowanych w Brukseli.

- Niektórzy dostają więcej kasy, niektórzy mniej. Część pieniędzy idzie na różne wyjazdy, szkolenia, konferencje, czasem część posłów daje swoim pracownikom bonusy. Ważne też, ile taki poseł ma stażystów. W ramach tych 21 tys. euro są też zatrudniani stażyści - dodaje inny.

Płace asystentów krajowych są trudniejsze do oszacowania, bo należą do nich i warte kilkaset złotych zlecenia, i pensje cenionych, etatowych asystentów - kilka tys. złotych.

Dzień asystenta w Brukseli. Start: 9.00

Ale o ile asystenci pracujący w kraju pomagają europosłom w utrzymaniu kontaktu z wyborcami i krajową sceną polityczną, o tyle jeśli polityk chce być przydatny w PE, kluczowi są współpracownicy na miejscu. To oni monitorują prace komisji, do których należy ich poseł, śledzą zgłaszane zmiany w aktach prawnych, pomagają pisać lub wręcz piszą wnioski czy przemówienia. Generalnie asystenci akredytowani wykonują w Brukseli i Strasburgu dwa rodzaje zadań: wspomagają posła merytorycznie albo zajmują się organizacją biura i organizacją eventów - bywa, że "specjalizacje" te są podzielone między dwie osoby.

- Dni pracy różnią się w zależności od tego, czy jest posiedzenie komisji, czy nie. Część asystentów chodzi na komisje, część ogląda je na żywo w internecie. Posiedzenia trwają od 9.00 do 12.30 i od 15 do 18.30. Do tego dochodzą spotkania przygotowawcze - przed obradami komisji albo w przerwie na lunch. Natomiast w dni bez komisji odbywają się posiedzenia grup politycznych, na które też trzeba chodzić i wiedzieć, co tam się dzieje. Ale dużo rzeczy, które mają znaczenie, dzieje się na spotkaniach zupełnie nieformalnych - tam też trzeba być - wylicza nam asystent, którego dzień pracy przekracza zwykle 8 godzin. Oprócz wspomagania swojego posła na komisjach i spotkaniach nieformalnych pisze jego wystąpienia i robi prezentacje na konferencje. Ma też przydzieloną drobną część zadań biurowych.

Optymalna liczba brukselskich asystentów? "Dwie osoby"

Ilu pracowników potrzeba więc politykowi w samej Brukseli (i Strasburgu)? Po dwóch lub więcej mają deputowani, których nazwiska przewijają się w czołówce medialnych rankingów pracowitych czy merytorycznie mocnych europosłów: Danuta Hubner, Sidonia Jędrzejewska, Wojciech Olejniczak, Lena Kolarska-Bobińska, Jacek Saryusz-Wolski czy Rafał Trzaskowski.

- Rzeczywiście, dwóch akredytowanych przy PE asystentów to optymalna liczba, by móc dobrze i merytorycznie pracować - ocenia ten ostatni. Co na to asystenci? - Ogólnie w Brukseli posłowie mają od dwóch do czterech asystentów. Niektórzy mają jednego, niektórzy czterech, ale to już jest granica. Optymalne rozwiązanie to dwóch asystentów. Chyba że deputowany jest europosłem funkcyjnym, np. szefem komisji albo szefem, wiceszefem całego PE czy szefem delegacji danej partii, wtedy ma więcej asystentów - słyszymy od pracownika brukselskiego biura jednego z europosłów.

Większy okręg - więcej biur - więcej asystentów krajowych

Co z asystentami w kraju? Zapotrzebowanie na nich teoretycznie powinno zależeć od wielkości okręgu wyborczego posła. - Jesteśmy dużym krajem, w dużych okręgach te kilkanaście osób jest rozrzuconych. Ale w dużej mierze to kwestia osobistych preferencji danego posła. Przecież wśród tych asystentów mogą być działacze partyjni, np. radni. Wiadomo, że poseł wykorzystuje tego człowieka raz na jakiś czas... - zauważa pracownik jednego z brukselskich biur europosłów.

- Mnie w kraju wystarczy trzech, ale mój okręg wyborczy jest mały. Rozumiem tych europosłów, którzy mają olbrzymie okręgi wyborcze, np. Małopolskę, i zatrudniają więcej asystentów krajowych. Choćby dlatego, że potrzebują więcej biur - mówi Trzaskowski, europoseł z Warszawy.

Ryszard Legutko i Tadeusz Cymański startowali z okręgów należących do większych (Dolny Śląsk i Opolszczyzna oraz województwa podlaskie i warmińsko-mazurskie). Legutko ma biuro we Wrocławiu i aż siedem filii, Cymański - podobnie. - Ale 17 czy 19 osób? Moim zdaniem to przesada. Ciekaw jestem, ile z tych osób zgłosiło więcej niż 50 poprawek, ile przedstawiły opinii czy sprawozdań... - zastanawia się Trzaskowski.

- Część z tych liczb na pewno z tego wynika, ale z pewnością trzeba się też uczyć, że ilość nie oznacza dobrej jakości. Pani poseł Thun zatrudnia tyle osób, ale wszystkie znają zachodnie języki, są po studiach prawniczych czy europeistyce, oprócz spraw merytorycznych znają się na kontaktach z mediami - mówi o swoich współpracownikach szef biura Róży Thun Piotr Stolecki, sam z kilkuletnim doświadczeniem w pracy w MSZ.

Jak mówi, Thun, która startowała z jednego z większych okręgów (województwa małopolskie i świętokrzyskie), ma w kraju dwa biura oraz trzech oficjalnych asystentów, w tym jednego zajmującego się tylko woj. świętokrzyskim. - W naszym przypadku to wystarcza. Do tego mamy stażystów i wolontariuszy - podkreśla Stolecki.

Zajmują się głównie organizacją spotkań Thun w kraju oraz kontaktami z wyborcami przede wszystkim w sprawach, którymi Thun zajmuje się w Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów. - Na przykład ostatnia sprawa z regulacjami dotyczącymi poczty. Pani poseł musi na bieżąco wiedzieć, jakie są potrzeby wyborców. De facto nie mamy weekendów, bo w weekend europosłanka pracuje w okręgu wyborczym - mówi Stolecki.

Nie wspomina jednak, że Thun może korzystać z pomocy swojej partii i jej lokalnych biur, np. w Nowym Sączu czy Kielcach. Partie nierzadko łączą siedziby europosłów czy posłów, a do kontaktu - jak np. na oficjalnej stronie Thun - podają adresy siedzib partyjnych, np. Platformy w Kielcach. Na stronie Thun widnieją kontakty do osób przedstawianych jako jej "asystenci lokalni", którzy jednak oficjalnymi asystentami nie są. Europosłanka PO ma zatem i tak do pomocy kilkanaście osób, jeśli tego potrzebuje.

Zobacz także
Komentarze (75)
Zaloguj się
  • kambion

    Oceniono 394 razy 388

    A na czele listy hipokryci którzy protestowali przeciw wejściu Polski do UE.
    Szczyt bezczelności.

  • safom

    Oceniono 249 razy 243

    Wstyd. europejscy złodzieje.

  • munaciello

    Oceniono 190 razy 186

    Nasi europosłowie mają po prostu dobre serce.

    Ciekawe, że najbardziej "wspaniałomyślni" są prawicowi eurosceptycy.
    Cóż.... albo chcą osłabić wroga przez "dojenie" go, albo to zwykli obłudnicy.

  • bkgazeta

    Oceniono 177 razy 175

    po co ?
    - jeden umie pisać
    - drugi umie czytać
    - trzeci umie.......... itd

  • newarte

    Oceniono 139 razy 139

    Europosłami z Polski zostają ludzie, którzy nie mają o niczym pojęcia. Stąd tyle zatrudnianych asystentów, aby podpowiadali tym "osłom" co powiedziec i jak rozumiec to o czym mowa.

  • nienoto

    Oceniono 112 razy 106

    Oj tam nie znacie się w ogóle a komentujecie. Przecież to jest mnóóóóóstwo roboty.
    Moim zdaniem powinno być nawet 20-tu asystentów.
    Panie Pośle, na jaki adres mam przesłać CV?

  • gti35

    Oceniono 115 razy 99

    Nie do dziś wiadomo, że w złodziejstwie Polacy należą do przodujących narodów ...

  • net_friend

    Oceniono 80 razy 80

    Oligarchia aż szczypie w oczy.

  • gti35

    Oceniono 16 razy 16

    Ilość jaki widać nie przechodzi w jakość. Kameleon Czarnecki nadal pitoli głupoty jak potrzaskany, chyba doradcy nie spełniają swego zadania. A kto za to płaci? Ja, Ty, ten pan i ci państwo ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje