Dyżurny, który dzwonił do zgłaszającego szkodę, odsunięty od obowiązków. "Dzwonił z prywatnego telefonu"

11.01.2013 16:24
- Ustaliliśmy, że dyżurny po godzinach pracy z prywatnego telefonu zadzwonił na numer państwa czytelnika. Zostało wobec niego wszczęte postępowanie dyscyplinarne, odsunięto go od obowiązków służbowych - powiedział w rozmowie z portalem Gazeta.pl Mariusz Mrozek z KSP. - Ze strony policji było naprawdę bardzo duże zaangażowanie i wielka wola wyjaśnienia tej sprawy - przyznaje pan Tomasz, który opisał nam w liście swój konflikt z dyżurnym policji.
Jeden z naszych czytelników, pan Tomasz, przysłał do redakcji list, w którym opisał swoją "przygodę" z dyżurnym komisariatu przy ul. Wilczej w Warszawie. Na parkingu podziemnym CH "Arkadia" ktoś uszkodził mu samochód. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce, polecili mu zgłosić sprawę na komisariacie. Tak też zrobił.

"Straciłem już dwie godziny, więc upieram się przy złożeniu zawiadomienia. (...) Robi się niemiło i z ust dyżurnego pada komenda: "Dokumenty! Kim pan w ogóle jest?!". Nie zwykłem legitymować się przed obcymi, więc pytam Pana Dyżurnego, czy i on mógłby się przedstawić. Na próbę wpłynięcia na jego postawę argumentem wizyty ekipy newsowej Pan Dyżurny stwierdza, że ze mną już zakończył rozmowę" - opisuje pan Tomasz.

Dzwonił z prywatnego telefonu

Następnego dnia pan Tomasz odebrał telefon. "W słuchawce słyszę znajomy głos. Wywołuje mnie z nazwiska i pyta, gdzie są moi koledzy z telewizji. To Pan Dyżurny. Pyta, czy on nie ma przypadkiem podesłać kogoś z wizytą do mnie do domu. Cytuje adres. Po prostu sprawdził sobie moje dane w aktach, żeby mnie zastraszyć" - pisze nasz czytelnik.

O historii pana Tomasza opowiedzieliśmy stołecznej policji. Mariusz Mrozek, rzecznik KSP, zapewnił, że sprawa zostanie wyjaśniona, m.in. poprzez sprawdzenie billingów. Dzisiaj już wiadomo, że dyżurny dzwonił do naszego czytelnika. - Udało się ustalić, że dyżurny po godzinach pracy z prywatnego telefonu zadzwonił na numer państwa czytelnika. Wobec funkcjonariusza wszczęto już postępowanie dyscyplinarne, został odsunięty od obowiązków służbowych - powiedział Mrozek.

Rzecznik dodał, że sprawa nadal jest wyjaśniana. Jeżeli okaże się, że dyżurny kierował dodatkowo groźby karalne, będzie miał do czynienia z prokuratorem.

"Widać było, że im zależy i uwierzyłem, że się da"

A co na to pan Tomasz? - Ja jestem bardzo zadowolony. Zadzwoniła do mnie pani z kontroli wewnętrznej i wczoraj byłem na przesłuchaniu w charakterze świadka. Ze strony policji było naprawdę bardzo duże zaangażowanie i wielka wola wyjaśnienia tej sprawy. Widać było, że im zależy i uwierzyłem, że się da - mówi.

Jak dodaje, jego patrzenie na policję trochę się zmieniło. - Ja nie jestem z tych, co strasznie na policję narzekają i zawsze jednak w nich wierzyłem. Ale w tej sytuacji już mi po prostu ręce opadły. Teraz rzeczywiście zobaczyłem, że nie jest tak, że każdy ma wszystko gdzieś, ale ewidentnie są zainteresowani tym, żeby takie sytuacje nie miały miejsca - przyznaje.

Zobacz także
Komentarze (81)
Zaloguj się
  • rekin.finansjery

    0

    "PANSTWO STOI TYLEM DO OBYWATELA".

    Swieta prawda, ktos mi przypomni kto wypowiedzial te slowa?

  • bog43

    0

    Wiadomo , delikwent czyli poszkodowany winien przed wejściem do komisariatu starannie wyczyścić buty , zdjąć czapkę i kłaniając się nisko poprosić dyżurnego o przyjęcie zgłoszenia . Byłbym kłamcą gdybym nie wspomniał , że właśnie przedwczoraj zmuszony byłem odwiedzić ów przybytek , i gdzie zostałem przyjęty całkowicie po ludzku . Jaki morał - chamy są wszędzie nie tylko na policji , mniej więcej średnio jak w każdym zawodzie.

  • kmicic-1-1

    Oceniono 2 razy 2

    A nie lepiej by było gdyby dyżurny przyjął to zgłoszenie od tego gościa i po problemie . Pytam po co robić problem z niczego dlaczego ludziska są tacy zapalczywi. Ten dyżurny miał taki obowiązek , wiec jak nie umie sobie poradzić na dyżurce i nie wie jak załatwiać obywateli to niech idzie do pracy na budowę i jeździ taczkami wożąc zaprawę.

  • zgr-edo

    Oceniono 3 razy 1

    gdyby tak pan dziennikarz pofatygował się porozmawiać z dyżurnym , to zdarzenie byłoby jakoś bardziej wiarygodne. Dziwne ,że poszkodowany napisał list do Gazety Wyborczej, a ta w błyskawicznym czasie zajęła się sprawą. Sprawa musi mieć drugie dno, dyżurny na komisariacie nie przyjmuje pisemnych zawiadomień o zdarzeniach, trzeba poczekać, nie wdaje się też w awantury , bo szkoda zdrowia. Musiał być sprowokowany przez jakiegoś pieniacza, który strasząc Polsatem i zwolnieniem , chciał wymusić specjalne traktowanie jego osoby. Widać , że był to ktoś ważny, bo dopiął swego. Kiedyś jeden z biskupów zwolnił policjanta bo ten zlał jego świętobliwość zwracając się do niego ' proszę pana'.

  • lechujarek_wolski

    0

    Dlaczego ten idiota od potłuczonego wuzka nie zadzwonił do swojej firmy ubezpieczeniowej tylko ciagał 3-letnie dziecko z Arkadii na Wilczą - PORAŻKA !!!

    Niby Was przyjęli do Europy, ale mentalnie dalej tkwicie w Azji :)

  • kwiecien45

    0

    Podpadniety.

  • piss.off

    Oceniono 2 razy 0

    ;

    wystarczy upublicznić imię i nazwisko niekompetentnego chama 'dyżurnego", żeby inni dwa razy pomyśleli zanim pójdą w jego ślady

  • donpedro69.net

    0

    autoreklama? ;)

  • kaba61

    Oceniono 2 razy 2

    W tym kraju jeszcze tylko media coś tam mogą. Jest na to wieeeele dowodów . Wiele nieprawidłowości tylko za sprawą mediów zostało lepiej czy gorzej ale załatwionych. I to jest niestety smutne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje