Bandyta z Sanoka i 17-letnia dziewczyna zginęli od ran postrzałowych głowy. Prokuratura nie podaje podstawowych informacji

11.01.2013 14:53
Panie prokurator podczas konferencji ws. wydarzeń w Sanoku

Panie prokurator podczas konferencji ws. wydarzeń w Sanoku (fot. TVP Info)

Nadal nie wiadomo, co dokładnie stało się w sanockim mieszkaniu, w którym przebywali 32-letni Andrzej B. i jego 17-letnia dziewczyna. I dlaczego nie żyją. Prokuratura wyjawiła jedynie, że oboje zginęli od strzałów w okolice głowy. Media rekonstruują więc przebieg wydarzeń na podstawie nieoficjalnych informacji.
Nie wiadomo, po co prokuratura zorganizowała konferencję prasową w Sanoku (pod blokiem przy ul. Cegielnianej, w którym doszło do dramatycznych wydarzeń). Mimo że zginęły trzy osoby, a okoliczności sprawiły, że mieszkańców 40-tysięcznego Sanoka wydarzenia te żywo dotknęły, panie prokurator nie odpowiedziały na podstawowe pytania.

Wiesława Basak, wiceszefowa Prokuratury Okręgowej w Krośnie, oraz Izabela Jurkowska-Hanus, szefowa Prokuratury Rejonowej w Sanoku, podały informację oczywistą, że dokładne przyczyny śmierci 32-letniego Andrzeja B. i jego 17-letniej przyjaciółki wyjaśni sekcja zwłok.

Zbrodnia pod cerkwią i nieletnia partnerka

Wciąż nie wiadomo oficjalnie, czy nieżyjący Andrzej B., ps. "Żółw", rzeczywiście miał związek z morderstwem 29-letniego Krystiana L., które miało miejsce w środę rano pod cerkwią w podsanockiej wsi Międzybrodzie. To od tegozabójstwa, które policjanci nazwali egzekucją , zaczęło się ich zainteresowanie Andrzejem B. O okolicznościach tej zbrodni oficjalnie nadal nic nie wiadomo.

Prokuratura nie podała też, czy faktycznie Andrzej B. zajmował się handlem narkotykami i co łączyło go z 17-letnią dziewczyną, której ciało było w mieszkaniu przy Cegielnianej. Wiele śladów w serwisach społecznościowych wskazuje, że była jego partnerką od około roku, że mieszkali razem i mieli dwa psy. Nie wiadomo, czy wczoraj przebywała z nim dobrowolnie, czy też stała się jego zakładniczką.

Mieszkanie Andrzeja B. monitorowała policja. Dlaczego - nie wiadomo

Prokuratorki nie chciały potwierdzić wcześniejszych informacji, że Andrzej B., który w czwartek w południe strzelał do policjantów, a później zabarykadował się z 17-latką w mieszkaniu,nie żył już wczoraj wieczorem . Nie odniosły się też do informacji, że Andrzej B. zastrzelił dziewczynę, a później popełnił samobójstwo, ani do tego, że był pod wpływem narkotyków. Potwierdziły jedynie, że przyczyną zgonu obojga były rany postrzałowe głowy.

Dziennikarze pytali, czy negocjatorom, którzy przyjechali wczoraj do Sanoka z Rzeszowa i Warszawy, udało się nawiązać jakikolwiek kontakt z 17-latką, a także w jaki sposób były podejmowane próby kontaktu, czy byli w to zaangażowani rodzice dziewczyny.

- Policja próbowała przez wiele godzin nawiązać kontakt z Andrzejem B. i dziewczyną. Czynności okazały się bezskuteczne i dlatego przystąpiono do akcji siłowej. W szczególności policjantom zależało na tym, aby uchronić dziewczynę przed grożącym jej niebezpieczeństwem - powiedziała tylko Izabela Jurkowska-Hanus z Prokuratury Rejonowej w Sanoku.

Prokuratorki nie potwierdziły też informacji, że mieszkanie 32-latka było podsłuchiwane przez policję, ale wyjaśniły lakonicznie, że było przez policję monitorowane. Z jakiego powodu - nie wiadomo.

Przyznały, że znaleziony na miejscu jeden z psów Andrzeja B. został zastrzelony. Drugi pies żył. Do sposobu przeprowadzenia wczorajszej akcji przez policję prokuratura nie ma żadnych zastrzeżeń.

Strzały z okien na trzecim piętrze

W środę rano w podsanockiej wsi Międzybrodzie został zastrzelony 29-letni Krystian L. z Leska. Jego ciało znaleziono po godz. 7 w pobliżu cerkwi. Zginął od dwóch strzałów z broni: w tył głowy i plecy. - To była egzekucja - mówili "Gazecie" śledczy.

Jeszcze w środę wieczorem policja szukała sprawców zabójstwa i apelowała o pomoc w ich odnalezieniu. - Sprawdzamy przeszłość ofiary: z kim mężczyzna się ostatnio spotykał, w jakim towarzystwie się obracał. Ustalamy także motyw zabójstwa - mówił nam Paweł Międlar, rzecznik podkarpackiej policji. Najwyraźniej tropy doprowadziły policjantów do mieszkającego w Sanoku 32-letniego Andrzeja B. Mężczyzna miał napisać na swoim profilu na Facebooku w związku z zastrzeleniem 29-letniego Krystiana L.: "Będziesz się, 'Lala', smażył w piekle". A półtora roku wcześniej publikował na FB zdjęcia broni krótkiej.

W czwartek rano funkcjonariusze przygotowywali się do zatrzymania Andrzeja B. jako prawdopodobnego sprawcy zabójstwa pod cerkwią. - Od godz. 7 policjanci obserwowali mężczyznę. Około 12 próbowali wejść do mieszkania na trzecim piętrze bloku przy ul. Cegielnianej na największym osiedlu w Sanoku. Mężczyzna w kierunku policjantów oddał z broni cztery strzały - mówił "Gazecie" pan Tomasz, mieszkaniec Sanoka. - Około południa z mieszkania, w którym przebywał 32-letni mężczyzna, padły strzały w kierunku policyjnego nieoznakowanego radiowozu.

Okazało się, że Andrzej B. zabarykadował się w mieszkaniu i jest z nim 17-letnia dziewczyna.

Policja ewakuowała mieszkańców bloku, a także dzieci z pobliskiego gimnazjum. Ściągnęła antyterrorystów i negocjatorów, którym mimo wielu godzin prób nie udało się skontaktować z 17-latką i Andrzejem B.

Kiedy około pierwszej w nocy policja zdecydowała się wkroczyć do mieszkania, okazało się, że oboje nie żyją.

Zobacz także