Koniec z badaniem skandali seksualnych w niemieckim Kościele. Biskupi nie chcą współpracować

10.01.2013 12:16
Ksiądz

Ksiądz (Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta)

Fiaskiem skończyła się próba wyjaśnienia przez ekspertów spoza Kościoła katolickiego przestępstw seksualnych, jakich latami dopuszczali się na swoich podopiecznych księża w Niemczech. Biskupi twierdzą, że kryminolog kierujący projektem "nadwyrężył ich zaufanie".
Niemieccy biskupi zakończyli współpracę z Instytutem Badań Kryminalnych Dolnej Saksonii (KFN), któremu w lipcu 2011 roku zlecili naukowe opracowanie ekspertyzy dotyczącej przypadków molestowania seksualnego. Nadwyrężone zaufanie sprawia, że dalsza współpraca z prowadzącym prace kryminologiem Christianem Pfeifferem jest niemożliwa, stwierdzili biskupi. Co stało się powodem tego "nadwyrężonego zaufania", Kościół nie tłumaczy.

Pełnomocnik Episkopatu Niemiec ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii biskup Trewiru Stephan Ackermann oświadczył jedynie, że "sposób komunikowania się ze strony Christiana Pfeiffera nie pozwala na dalszą, konstruktywną współpracę". Kościół szuka nowego partnera, by kontynuować projekt.

Skandal wybuchł w 2010 roku wraz z ujawnieniem przypadków nadużyć seksualnych dokonywanych w latach 1975-1983 na uczniach jezuickiej szkoły w Berlinie. Stopniowo wychodziły na jaw kolejne, ciągnące się przez dziesięciolecia, niezliczone przypadki molestowania seksualnego dzieci i nastolatków w placówkach kościelnych. Kościelna hierarchia milczała. Dopiero wstrząs wywołany ujawnieniem rozmiarów skandalu sprawił, że Kościół przerwał milczenie. Latem 2011 roku zapadła decyzja o powołaniu do życia projektu badawczego, prowadzonego przez niezależnych ekspertów. Na czele zespołu badawczego stanął właśnie prof. Christian Pfeiffer.

Rewolucyjne zamierzenie

Biskupi zagwarantowali badaczom wgląd we wszystkie akta personalne z lat 2000-2010 z 27 niemieckich diecezji, w dziewięciu diecezjach wgląd w akta od roku 1945. Szacunkowo miało być zbadanych około 100 tys. akt personalnych. Analizując je, naukowcy mieli koncentrować się na wskazówkach mogących doprowadzić do wyjaśnienia okoliczności molestowania. Ze względu na ochronę danych osobowych informacje przekazywane do KFN miały być anonimowe. Mimo to zamierzenie było rewolucyjne. Po raz pierwszy osoby spoza Kościoła miały dostęp do kościelnych archiwów. Projekt badawczy miał być podstawą opracowywania całej problematyki nadużyć i przestępstw na tle seksualnym mających miejsce w łonie Kościoła katolickiego. Miał być elementem strategii, która pozwoliłaby na uniknięcie tego typu nadużyć w przyszłości. W zamierzeniu miał też pomóc Kościołowi w odbudowaniu wiarygodności, przywróceniu zaufania wiernych i całej opinii publicznej,

Krytyczne głosy

Dostęp "obcych" do kościelnych archiwów nie podobał się wszystkim. Ostro sprzeciwili się temu konserwatywni duchowni zrzeszeni w "sieci księży katolickich". Trzy tygodnie po zainicjowaniu projektu duchowni ci piętnowali projekt na swojej stronie internetowej (kath.net), jako "wysoce wątpliwy z prawnego i ludzkiego punktu widzenia". "Sieć" opowiadała się co prawda za podjęciem zdecydowanych kroków dla zwalczania nadużyć seksualnych w Kościele katolickim, domagała się jednak powołania do tego celu nowego projektu.

- Projekt zniweczyła próba cenzury i chęć kontroli ze strony Kościoła - powiedział dziennikowi "Süddeutsche Zeitung" Christian Pfeiffer. Mimo wcześniejszych zapewnień pozostawienia badaczom wolnej ręki Kościół obstawał przy współdecydowaniu o wyborze publikacji i uczestniczących w projekcie naukowców, stwierdził Pfeiffer. Z wielu diecezji otrzymał ponadto informacje, że zniszczone zostały akta mające związek z przypadkami molestowania seksualnego. Temu ostatniemu zarzutowi sprzeciwił się sekretarz generalny Episkopatu o. Hans Langendörfer mówiąc, że nie ma "jakichkolwiek punktów zaczepienia" mogących świadczyć o zniszczeniu akt.

Strach przed prawdą

"Wola była, ale to nie wystarczyło", skomentował dziennik "Süddeutsche Zeitung". Przerwanie projektu jest ciosem dla wszystkich zainteresowanych wyjaśnieniem problemu molestowania seksualnego w placówkach kościelnych. "Przypuszczalnie opinia publiczna nigdy nie będzie miała kompleksowego obrazu" - pisze "Süddeutsche Zeitung" i zadaje szereg pytań: "Ile było takich przypadków od 1945 r.? Miejscem przestępstwa była raczej plebania czy kluby dla dzieci i młodzieży? Jakie jest typowe zachowanie sprawców po pierwszym pocałunku? Jak zareagował Kościół po ujawnieniu takiego przypadku? Jakie wnioski można wyciągnąć z dotychczasowych przypadków, by uniknąć ich powtórzenia w przyszłości?"

Niezależni badacze mieli znaleźć odpowiedzi na te i inne pytania, a tym samym zapobiec powtórzeniu się nadużyć, których ofiary cierpią później przez całe życie.

Do sporu włączyła się minister sprawiedliwości RFN, Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (FDP), żądając wyjaśnień od przewodniczącego Episkopatu Niemiec abp. Roberta Zollitscha. - Jak najszybciej musi być wyjaśniony zarzut, iż pracę niezależnych ekspertów uniemożliwiła cenzura i kontrola ze strony Kościoła - powiedziała minister "Süddeutsche Zeitung". Ofiary molestowania seksualnego zrzeszone w grupie "Kanciasty stół" oświadczyły, że wyjaśnienie problemu najwyraźniej przekracza siły Kościoła: "Dokonanie tego samodzielnie przez Kościół nie powiedzie się, konieczna jest niezależna instancja".



Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (181)
Zaloguj się
  • carloresina2

    0

    Pewnie, lepiej fiken machen alleluja

  • nedlog123

    Oceniono 3 razy 1

    Zaprawdę błogosławiony będzie dzień, w którym lud zapała chęcią zemsty za krzywdy przez kościół katolicki mu sprawione i rozgoni tą zboczoną bandę złodziei tam, gdzie tylko pieprz rośnie.

  • bayadera

    Oceniono 1 raz 1

    critto
    Z tego co opowiadasz wynika, ze ANglicy powinni przestac placic rodzinie krolewskiej apanaze, bo krolowa jest glowa kosciola anglikanskiego, w ktorym sie roi od pedofilow.

  • critto

    Oceniono 2 razy 2

    w takim razie Państwo Niemieckie powinno odmówić dotowania KRK i zbierania podatku kościelnego. Za np. rok powinno powtórzyć swoje oczekiwanie; w razie ponownej odmowy - zerwać konkordat. To będzie dla KRK ciężki orzech do zgryzienia, zwłaszcza że papież jest Niemcem...

  • kazek1948

    Oceniono 2 razy 0

    Jak rydzyk będzie już w tym sądzie, to go spytajcie gdzie są pieniądze na ratowanie stoczni.

  • czerwonabestia

    Oceniono 5 razy 5

    ... kler katolicki specjalizuje się... w dymaniu... swoich owieczek... i to na różne sposoby...

  • kot789

    Oceniono 2 razy 2

    Ksiega Rzymian 1:27
    Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.

  • kazek1948

    Oceniono 9 razy 9

    Paczajta chłopy , biskupy nie chcą współpracować, ale kase doić to chceta . Co to za paskudno rasa.

  • supertlumacz

    Oceniono 16 razy -14

    Nie rozumiem. Po prostu zleceniodawca skorzystał z klauzuli przewidującej możliwość rozwiązania umowy bez uzasadnienia.
    Kochane polskie budżeciaki! Całe życie pracowałem na kontraktach jako zleceniobiorca i nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. W podobnych przypadkach jako zleceniobiorca domagalem się uregulowania należności za moje starania do dnia rozzwiązania umowy, ale zwykle nie było z tym problemu bo stosowna klauzzulaa była zawarta w kontrakcie.
    Odpowiednie regulacje prawwne w prawie anglosaskim zawarte są w dziale MASTER&SERVANT co oznacza pan i sługa. Którą rolę pełnił biskup Stephan Ackermann a ktorą prof. Christian Pfeiffer mogą wyjaśnić nawet Polacy. Musicie poznać podstawy gospodarki rynkowej, pora już...Trzeba sie przygotować do sluzby dla rosyjskich i niemieckich panów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje