"Trudno o konsekwentnego ateistę. Bywają tacy, którzy wierzą w zbawienie". Co dalej z religią? [WYWIAD]

23.12.2012 20:57
Misterium Męki Pańskiej na Kalwarii Zebrzydowskiej

Misterium Męki Pańskiej na Kalwarii Zebrzydowskiej (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

O ateistach, którzy uważają, że po śmierci "coś jest", o religii, która kiedyś była "baldachimem", a teraz przypomina "parasolkę", o tym czy chrześcijaństwo jest "za stare", i o Europie, która zachowuje się jak dziecko, odcinając się od swoich chrześcijańskich korzeni - rozmowa z socjologiem religii, prof. Ireną Borowik.
Karolina Głowacka: Potrafi pani wyobrazić sobie świat bez religii?

Prof. Irena Borowik: Wszystko zależy od tego, jak ją rozumiemy. Jest przecież warstwa religii związana z prywatnością oraz egzystencjalnymi pytaniami o sens życia i śmierci. Socjologowie nazywają je "ostatecznymi problemami ludzkiego istnienia".

Ale jest też warstwa zinstytucjonalizowana, bo w rozwoju ludzkości wszystkie religie przyjmują jakieś formy zorganizowane.

Często się słyszy "wierzę w Boga, ale Kościoła nie uznaję".

- Socjolożka Grace Davie ukuła bardzo nośną metaforę dla sytuacji w Europie Zachodniej: "Believing without Belonging" (wierzenie bez przynależenia - red.). Wierze w rozmaicie rozumianego Boga albo w jakąś formę transcendencji nie towarzyszy poczucie przynależności i konieczności spełniania wymogów narzucanych przez religię instytucjonalną.

Pod tym względem Europa jest wyjątkowa. W większości krajów świata prywatna religijność wiąże się z uczestnictwem w zorganizowanych formach w o wiele większym stopniu.

Dzisiaj religia musi się zmierzyć z powszechnie już uznaną teorią ewolucji. Darwin pokazał, że niezwykły, skomplikowany człowiek nie potrzebował do powstania istoty doskonałej; że wyewoluowaliśmy z bardzo prostych organizmów. Doskonałość przestała być konieczna. Zmienił tym samym nasze podejście do religii.

- Nie tylko Darwin. Jeszcze wcześniej idee oświecenia wprowadziły do myśli społecznej świeże powietrze. Okazało się, że wolność człowieka może się nie tylko realizować jako wolność do religii, ale także jako wolność od religii.

I ateiści są tymi wolnymi od religii?

- Z ateistami jest problem. Nie stanowią zwartej światopoglądowo grupy, jak się to czasem przedstawia. Są bardzo zróżnicowani i jak dotąd najmniej przebadani.

Są wśród nich tzw. hard ateist. To ludzie, którzy konsekwentnie przyjmują wszelkie skutki twierdzenia, że nie wierzą w Boga.

Jednak badania, w tym moje i moich współpracowników, dowiodły, że wielu z nich nie jest tak konsekwentnych. Niektórzy - po wstępnym zadeklarowaniu, że w Boga nie wierzą i go nie potrzebują - w odpowiedzi na kolejne pytania przyznawali, że należą do Kościołów albo wierzą w jakąś formę sakralności, a nawet zbawienie. Niektórzy uważali, że śmierć nie jest końcem wszystkiego.

Mam wrażenie, że bycie w pełni konsekwentnym ateistą jest szalenie trudnym zadaniem intelektualnym. W tej konsekwencji można odkryć zupełną pustkę. Wtedy pytania o sens życia stają się niesamowicie trudne. Może dlatego ateiści bywają tacy miękcy: "nie wierzę, ale nie wykluczam".

- Właśnie tak. Mówiłyśmy już o kwestii śmierci i pytań ostatecznych. To jest wpisane w ludzką egzystencję i samo pytanie będzie ważne, dopóki człowiek będzie istniał, niezależnie od zmieniających się form odpowiedzi.

Wielu ateistów bardzo ceni wiarę. Jej funkcje. Tak naprawdę głównie atakują księży i Kościół. Mają zresztą bardzo wiele, uzasadnionych powodów - chociażby problem z wystąpieniem z Kościoła. W Polsce wiąże się to z niesłychanymi trudnościami, co dla wielu jest trudne do przyjęcia. Właśnie apostaci konsekwentnie odrzucają - można powiedzieć - całą religię, religię jako taką. Jako doktrynę, jako pewien zestaw twierdzeń o rzeczywistości i człowieku, jako naukę etyczną, jako organizację. Oni są bardzo konsekwentni. No i nie dziwi, że powstaje pytanie, dlaczego tak łatwo zostać członkiem Kościoła - będąc ochrzczonym jako nieświadome dziecko - a tak trudno z niego odejść? Tym bardziej że są przecież Kościoły, w których obowiązuje chrzest dorosłych, bo jest założenie, że człowiek świadomie musi podjąć taką decyzję.

W Polsce liczba ateistów i osób zdystansowanych do religii nieznacznie wzrasta. Widać przy tym, że deklarowanie ateizmu może być politycznie opłacalne. Ruch Palikota stwarza pole do wyrażania poglądów atakujących Kościół rzymskokatolicki oraz odchodzenia od proponowanych przez niego wartości.

To nie przypadek, że na Ruch Palikota głosowali głównie młodzi ludzie i mieszkańcy wielkich miast. To właśnie w tych grupach najbardziej rozwijają się formy ateizmu.

Laicyzacja w społeczeństwach dobrobytu jest nieunikniona? Jak trwoga to do Boga, a jak trwogi nie ma...

- Pippa Norris i Ronald Inglehart przeprowadzili niezwykle interesującą analizę na podstawie badań w 80 krajach świata. Stwierdzili, że wszędzie tam, gdzie poziom bezpieczeństwa związanego z dochodem narodowym, ekonomią, warunkami życia jest niski, religijność jest wysoka. Czy więc religia musi więdnąć w miarę bogacenia się kraju? Jak pokazuje przykład Stanów Zjednoczonych, wcale nie.

Nie jest to taka prosta sprawa, bo w wielu przypadkach historia jest ważniejsza od procesów ekonomicznych. To właśnie dzieje się w USA, gdzie żywotność religii łączy się z historią osadnictwa, pluralizmem politycznym i pewną religijną konkurencją, która tkwi u podstaw narodu i amerykańskiego państwa. Tam twierdzenia wiary religijnej są silnie powiązane z historią narodową, dumą z bycia Amerykaninem i amerykańską filozofią życia. W ten sposób USA, będąc krajem bardzo zaawansowanym technologicznie i bogatym, cechują się wysoką religijnością i jej mocną obecnością w sferze publicznej. To nie jest przypadek, że nowo wybrani prezydenci w swoich inauguracyjnych przemówieniach odwołują się do Boga.

Inna sprawa, że nawet konsumpcjonizm można widzieć jako religię. Tak więc zawsze jest jakaś religia, choć niekoniecznie w formach tradycyjnych. Za to zwykle odpowiadająca potrzebom społecznym.

Tak jest chyba w Japonii, kraju przesiąkniętym popkulturą i kapitalizmem.

- W Japonii religia nie jest tak silna jak w Stanach Zjednoczonych. Faktycznie, w tym kraju kultura popularna ma duże znaczenie.

Tam religijność jest absolutnie eklektyczna. Dlatego np. trendy New Age trafiają tam na bardzo żyzny grunt. Co ciekawe, religia np. jest wykorzystywana jako element adaptacji pracowników w nowym miejscu pracy. Organizuje się dla nich medytacje. Również sam biznes jest nasycony elementami religijnymi, to wszystko jednak nie jest zinstytucjonalizowane.

W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest zupełnie inna, bo religia zinstytucjonalizowana jest tam mocna. Prym wiodą jednak nie tyle instytucje, co bardzo silne wspólnoty religijne; szczególnie w obrębie protestantyzmu. Bardzo zintegrowani są na przykład mormoni.

Religia zawsze łączyła społeczności, ale ta rola chyba nie jest już aktualna...

- Religia historycznie pełniła dwie główne funkcje: właśnie integracyjną, łączenia ludzi przez wspólne sacrum, oraz legitymizacyjną - uzasadniała porządek społeczny i miejsce człowieka w świecie przez odniesienie do sacrum i instytucji mediujących, jakimi są Kościoły.

W społeczeństwach nowoczesnych ta funkcja upadła. Religia jest takim samym subsystemem jak polityka, kultura czy nauka. W społeczeństwach tradycyjnych religia regulowała cały porządek społeczny.

Znakomity socjolog Peter Berger pisał w 1967 roku o religii jako o "świętym baldachimie". Ten "baldachim" w przeszłości rozciągał się nad wszystkimi formami ludzkiego działania. Zarówno indywidualnymi, jak i zbiorowymi. Ja żartuję, że dzisiaj religia jest bardziej podobna do parasolki...

Natomiast to, jak religia działa w wymiarze indywidualnym, to zupełnie inna sprawa. Dla jednej osoby może być źródłem znaczeń dla całego życia, dla innej - jedynie wartością kulturową.

W Polsce, niezależnie od zachodzących zmian, poziom przynależności do Kościoła rzymskokatolickiego utrzymuje się w granicach 90-95 proc. Kiedy się temu przyjrzymy dokładniej, okazuje się, że dla znacznej części deklarujących się jako katolicy religia ma wartość kulturową; nie jest źródłem sensu i znaczeń dla całego życia.

Niewierzący praktykujący.

- To są ci katolicy kulturowi. Z kolei wierzący niepraktykujący bywają głęboko religijni wewnętrznie, ale niechętni Kościołowi, któremu mają wiele do zarzucenia.

Czyli w społeczeństwach nowoczesnych będzie więcej wiary w Boga, a mniej w religię?

- Można tak powiedzieć. Widać to np. w szeroko rozumianym nurcie New Age'u czy, nie przypadkiem modnym, mówieniu o religii w kategoriach duchowości.

Duchowość jest pojęciem pojemnym, w którym mieszczą się zarówno formy związane z instytucjami, jak i całkowicie indywidualne, przeżywane w "wewnętrznym świecie".

Wielu filozofów mówi, że religia ma swoje źródło w śmierci, więc religia, tak jak śmierć, będzie zawsze.

- Wszystkie religie instytucjonalne dają odpowiedź na doświadczenie śmierci, to bardzo ważna część doktryny. Dają odpowiedzi na pytania, które wiążą się z doświadczeniem tajemnicy, lękami, z niepewnością, co do losów człowieka po śmierci. Z wszystkim tym, czego nie da się zracjonalizować.

W obecnym horyzoncie wyobrażeń i wiedzy człowieka nie widać, aby problem śmierci zniknął. Dlatego ta kwestia była i będzie dla człowieka istotna. Jest rdzeniem prawie wszystkich religii, prócz religii świeckich, bo takie też są.

To religie instytucjonalne. A ta duchowość czysto prywatna, "samodoskonalenie się", też ma swoje źródło w lęku przed śmiercią?

- Z całą pewnością. Jestem głęboko przekonana, że fakt śmierci jest jednym z najistotniejszych motywów wszelkiego ludzkiego kreatywnego działania.

Mocno powiedziane.

- Ale tak jest. Dlatego że egzystencjalnie człowiek istnieje ku śmierci. Z tym faktem związana jest nie tylko religia, ale również kwestie tożsamości. Człowiek pyta siebie o to, kim jest, jakie są granice jego istnienia, jaka jest wartość życia. Sposób, w jaki widzi się własne życie, krystalizuje się wobec tego ostatecznego horyzontu, jakim jest śmierć.

Mówiła pani o zainteresowaniu duchowością, modzie na New Age. Wygląda to trochę tak, jakbyśmy pożyczali bogów ze Wschodu. Czy kryzys chrześcijaństwa wynika z tego, że przez 2000 lat pewne symbole się zużyły? Kłopot chrześcijaństwa wynika z tego, że jest za stare?

- Nie sądzę, żeby to była kwestia "starości". Przecież religie Wschodu są starsze od chrześcijaństwa.

Oczywiście, ale dla nas Europejczyków są w pewnym sensie ciągle świeże i egzotyczne.

- To prawda. Tyle że tamte religie również na własnym gruncie mają się dobrze. Tutaj raczej chodzi o szczególną linię rozwojową Europy. O wartości, które są w Europie cenione, a które w innych cywilizacjach nie grają aż tak wielkiej roli, takie jak wolność i prawa człowieka. Te fundamentalne dla Europy wartości zakorzenione są właśnie w chrześcijaństwie.

Tkwi w tym głęboki paradoks - bo wartości te rozwinęły się w kierunku, który neguje samo ich źródło. Było to widać wyraźnie w czasie dyskusji wokół konstytucji UE, zwłaszcza kwestii odniesienia do chrześcijaństwa jako źródła europejskich wartości w preambule. Z wielu stron, nie tylko ze strony prolaickiej Francji, był bardzo silny opór przeciwko jakiemukolwiek odwoływaniu się do chrześcijaństwa.

Europa w swoim rozwoju zachowuje się trochę jak dziecko, które dążąc do samodzielności, do budowania obrazu samej siebie, w pewnym momencie neguje to, na czym wyrosła. Buduje swoją tożsamość jako coś zupełnie niezależnego, właśnie jak dziecko w opozycji do rodziców, a tu - do wartości starego świata.

Islam, dziś bardzo silny, przeżywał okres wielkiej stagnacji. Może chrześcijaństwo przejdzie podobną drogę? Chrześcijaństwo ma szansę odzyskać silną pozycję sprzed lat?

- Jeśli taka szansa jest, to musi się wiązać się z czymś zupełnie nowym, dotąd nieznanym.

Dlatego że wielką siłą chrześcijaństwa było powiązanie władzy sakralnej z władzą świecką. Przypuszczam, że tak silny wzorzec zależności w warunkach demokracji nie ma szans się powtórzyć.

Jeśli jednak wyjdziemy z Europy i spojrzymy na chrześcijaństwo szerzej, to zobaczmy, że są w nim nurty rozwijające się niezwykle dynamicznie. W Ameryce Łacińskiej święci ogromne sukcesy pentakostalizm. Jest to nurt chrześcijaństwa, którego "atrakcją" jest nie tyle silna organizacja religijna, ile entuzjastyczny i bardzo emocjonalny wzorzec pobożności.

Nie ma w nim np. konfliktu pomiędzy osobistym przeżywaniem religii a okowami, które na to osobiste przeżywanie nakładają formy zinstytucjonalizowane, w dużej części przesiąknięte rutyną.

Przypomina to wyobrażenia o samych początkach chrześcijaństwa.

- Słusznie.

Dlaczego islam jest tak silny?

- Głównie z jednego powodu. W przeciwieństwie do Europy, sfera sakralna nie została oddzielona od sfery politycznej. Nadal występuje ścisłe powiązanie religii z obszarem polityki, legitymizacja polityki przez sferę sacrum, poprzez Koran, odniesienia do Allaha i wartości religijnych.

A co z religiami Wschodu? Są silne, ale nie są związane z polityką. To nie pasuje do uzasadnienia, dlaczego islam jest religią silną, a chrześcijaństwo słabnie.

- Dobre pytanie. Wydaje mi się, że w religiach Wschodu jest bardzo silny element ludowości. Społeczeństwa Wschodu są bardzo tradycyjne.

Hinduizm i buddyzm to religie, które jedynie z punktu widzenia Europejczyków są wysoce filozoficzne. Taka forma dominuje tylko wśród elit, ale przecież jest jeszcze ich wymiar ludowy...

Siła trwania tej ludowej formy religii paradoksalnie może wynikać z tego, że instytucje religijne nie są tam tak mocno strukturalnie zakorzenione, jak w przypadku chrześcijańskiej Europy. Jest to, mówiąc kolokwialnie, miękkie zarządzanie sakralnością.

Mówimy cały czas o wielkich religiach, ale przecież istnieją tysiące drobnych kultów. Może teraz to ich siła będzie rosła?

- Nam się wydaje, że współczesne czasy są wyjątkowe. Prawda jest taka, że na obrzeżach dominujących tradycji religijnych zawsze istniały rozmaite grupy. W czasie kiedy chrześcijaństwo wyłaniało się z judaizmu, podobnych grup rewolucyjnych było bardzo wiele. I tu rodzi się interesujące pytanie: co napędza sukces określonej religii? Jakie procesy społeczne, jakie cechy samej religii sprawiają, że z małej sekty urasta ona do wielkiej tradycji religijnej i staje się religią uniwersalną, ogarniającą znaczną część ludzkiej populacji?

Wstrzelenie się w klimat społeczny? Chyba właśnie z tego powodu chrześcijaństwo nadal rozwija się w Ameryce Łacińskiej.

- Potocznie można tak powiedzieć. Tylko jak rozpisać ten "klimat społeczny"? Socjologowie mówią o tym, że typ społeczeństwa i typ religii są ze sobą blisko związane. Formy religii muszą odpowiadać typowi społeczeństwa. Tylko w odpowiednim typie społeczeństwa mogą się zakorzenić określone idee religijne - tam gdzie wyrażać będą istotne potrzeby członków społeczeństwa i potrzeby rozwojowe samego społeczeństwa.

Z drugiej strony można spojrzeć na religię i wewnętrzne procesy rozwojowe samej religii.

Rodney Stark, amerykański socjolog, twierdził, że jedną z przyczyn wielkiego powodzenia religii chrześcijańskiej było to, że doceniła ona kobietę jako taką; i że to kobiety były nośnikami sukcesu chrześcijaństwa.

Ta przyczyna to oczywiście tylko maleńki kamyczek w ogrodzie. Weber pokazuje np., że chrześcijaństwo, wywodzące się z judaizmu, odzwierciedlało interesy określonych klas społecznych. Kim innym był Bóg dla wojownika. Kim innym dla kapłana, a kim innym dla stolarza.

Zakamuflowana forma politeizmu?

- Niekoniecznie politeizmu. Weber w makroskali opisał bardzo trafnie to, co można widzieć w każdym typie społeczeństwa. Z kolei Saint-Exupéry powiedział, że dla osoby obsługującej świątynię miłość do Boga sprowadza się do zapalania świec... Obaj mieli coś podobnego na myśli.

Koncepcja Boga zależy od wielu czynników. W skali makro bierzemy pod uwagę wielkie procesy społeczne i rozpatrujemy społeczeństwa jako wielkie zróżnicowane całości, w skali mikro - sprawy indywidualne.

Badania potwierdzają, że to, jak się rozumie Boga, jak się widzi Go w relacji do siebie, zależy nie tylko od wewnętrznej religijności, ale także od cech zewnętrznych, takich jak środowisko. Inną koncepcję Boga będą mieli mieszkańcy parafii na Podhalu, a inną członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej w Krakowie.

Wracając do integrującej roli religii w społeczeństwie... Stąd się bierze prawicowe przywiązanie do religii, zwłaszcza tej bardzo mocno instytucjonalnej, zrytualizowanej?

- To zjawisko jest bardzo złożone. W Europie Środkowo-Wschodniej można dostrzec, jaka jest siła mobilizacyjna religii, a w szczególności religijnego fundamentalizmu. Fundamentalizm łączy się ze sposobem rozumienia Pisma Świętego. Badania potwierdzają, że osoby funkcjonujące w fundamentalistycznym nurcie religii opowiadają się za literalnym odczytaniem Biblii.

To z kolei wiąże się ze sposobem opisywania i rozumienia świata. W grupach fundamentalistycznych dominuje sakralnie zakorzenione poczucie, że rzeczywistość jest albo biała albo czarna, po jednej stronie jest dobro, po drugiej zło. Ludzie zaś dzielą się na prawdziwych katolików i prawdziwych Polaków oraz tych nieprawdziwych. Wielką siłą ruchów fundamentalistycznych, nie tylko chrześcijańskich, zwykle jest dualistyczne widzenie rzeczywistości.

Na tę strukturę nakładają się także relacje polityczne i świadomość narodowa. Religia pełni wtedy funkcję mobilizacyjną, jednoczy fundamentalistów wokół symboli sakralnych, które rozszerzają swoje znaczenie. Nie odnoszą się już jedynie do sfery religijnej, ale są przenoszone na sferę polityki, wartości narodowych, na sferę kultury.

Tzw. wojujący ateiści atakują religijność jako coś zupełnie zaściankowego i staromodnego. Wydaje się, że mówią "nie dorośliście do tego, żeby religijność odrzucić". To wydaje mi się szalenie niesprawiedliwe.

- W taki sposób religia była atakowana przez komunizm. Natomiast ja nie spotkałam się z podobnymi twierdzeniami. Z badań ateistów wynika coś raczej przeciwnego. Jak wspominałam - radykalnie pod tym względem myślą apostaci. No i co ciekawe, ateiści są grupą, która bardzo dużo wie o religii. To nie jest przypadek. Muszą przecież odpowiadać sobie na pytania, których wierzący często sobie nie stawiają.

Przypominają mi się słowa znajomej ateistki: "Jest dla mnie szalenie ważne, w jakiego boga nie wierzę".

- To bardzo mądre. Co więcej, wielu ateistów o religii jako o wierze wypowiada się z najwyższym szacunkiem. Dostrzegają jej pozytywne społeczne funkcje.

Do tego kręgu wpisują się dwaj amerykańscy socjologowie Rodney Stark i William Bainbridge, którzy we wstępie do swojej książki napisali, że co prawda nie są w stanie podzielać tego, co zwykle w społeczeństwie nazywa się religią, ale są przekonani, że społeczeństwo religijne jest lepsze od tego, w którym religia byłaby nieobecna. Podkreślili wartość religii w sposób ekstremalny.

*Prof. Irena Borowik jest afiliowana przy Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie kieruje Pracownią Społecznych Badań nad Religią i wykłada socjologię religii

Komentarze (9)
"Trudno o konsekwentnego ateistę. Bywają tacy, którzy wierzą w zbawienie". Co dalej z religią? [WYWIAD]
Zaloguj się
  • dejtrejder

    Oceniono 23 razy 19

    Różnice między nami ateistami dostrzegam jedynie w poziomie dociekliwości. Nic więcej. I spokojnie bez ciśnienia czekamy na kolejne odkrycia naukowe. Mamy natomiast jedną cechę wspólną: nie wierzymy w jasełkowych pambuków, diabełków, aniołków i niby dziewice rodzące dzieci oraz z wielkim niepokojem obserwujemy działania wstrętnego kleru.

  • kain_brat_abla

    Oceniono 14 razy 12

    Zła wiadomość jest taka, że Bóg nie istnieje, a dobra - że go nie potrzebuje.

  • jezdziec_apokalipsy

    Oceniono 11 razy 11

    "Trudno o konsekwentnego ateistę..."
    Nie zauważyłem takiej trudności. Nie znam nikogo, kto by twierdził, że jest ateistą i jednocześnie wierzył w zbawienie. To jakieś nieporozumienie. Nie robi mi też różnicy w jakiego boga nie wierzę. Może dlatego, że nie mieszkam w Polsce i nie czuje ciągłej potrzeby walki z Kościołem Katolickim?

    "nie wierzę, ale nie wykluczam"
    To chyba nie ateiści tylko agnostycy.

  • 7ogamihcra

    Oceniono 13 razy 7

    Jest pewne, że najlepiej byłoby jak by pan Bóg był, oczywiście bez tych wszystkich opowiadań o piekle, niebie itp.
    Wielka szkoda, że najprawdopodobniej nasze chęci spowodowały powołanie Boga "do życia".
    Szkoda też, że ten wynalazek ludzkości, jakim są religie, był najgorszy i najbardziej ludobójczy ze wszystkich możliwych wynalazków.

  • arekk79

    Oceniono 7 razy 5

    Bełkot jaki pani profesor uprawia w tym wywiadzie nie jest godny nikogo kto chce mienić się naukowcem a co dopiero profesorem... "Chrześcijańskie korzenie Europy" - a co to jest...? Odkąd tak zwane chrześcijaństwo zaczęło dominować w Europie zamykano greckie szkoły, palono dawne dzieła, zabijano "niewierzących" lub "słabo wierzących", polowano na "czarownice", walczono z każdą formą nauki podważającą "dawne wierzenia" np. helicentryzm, itp. itd. etc. To są owe "chrześcijańskie korzenie Europy" - czy to znaczy że mamy oddawać im hołd? Nie wiem czy pani profesor wie, ale jeszcze w XX wieku w niektórych krajach Europy uchodzących za chrześcijańskie Kobiety nie miały prawa głosu!!! I gdzie tu jest walka o równouprawnienie? Kościół dyskryminuje Kobiety od początku swojego istnienia, co widać zresztą po dzień dzisiejszy. Ile jest Kobiet -Biskupów w kościele katolickim...? Chyba nie trzeba odpowiadać na to pytanie... Każdy zna dokładnie tą liczbę. I tak można by dalej wymieniać. Prawa człowieka to wymysł "świeckich", a nie tak zwanych "duchownych". Pani profesor - proponuje więcej logiki i rzetelnej wiedzy zamiast ideologii...

  • gryzelda125

    Oceniono 7 razy 5

    Prosze mi wytlumaczyc dlaczego tak konsekwentnie w Polsce myli sie ateizm i agnoze? Nie jest to trudne do odroznienia. Ateista to ktos kto nie wierzy w istnienie boga. Natomiast agnostyk jest przeciwny religiom. To ze ktos nie uznaje KK nie oznacza ateistycznych przekonan.

  • cyryldrab

    Oceniono 15 razy -13

    ateizm to utopia,nawet Leszek Miller jest ateista wierzacym,w zycie wieczne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje