Będzie próba delegalizacji NPD - Bundesrat składa wniosek. Ale rząd i Bundestag nie dołączą

14.12.2012 13:38
Wiec NPD we Frankfurcie na Menem

Wiec NPD we Frankfurcie na Menem (Fot. Martin Meissner AP)

Druga izba niemieckiego parlamentu, Bundesrat, zadecydowała o wystąpieniu z wnioskiem o delegalizację skrajnie prawicowej Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD). Zarówno rząd Niemiec, jak i Bundestag na razie nie przyłączyły się do wniosku, bo boją się porażki w razie odwołania neonazistów do trybunału w Strasburgu.
Decyzja Bundesratu (izba krajów związkowych) zapadła niemal jednogłośnie. Od głosu wstrzymała się jedynie Hesja. Bundesrat, w którym reprezentowanych jest 16 krajów związkowych RFN, przychylił się tym samym do zalecenia premierów niemieckich landów.

O delegalizacji NPD zadecyduje Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe, a w razie odwołania od jego decyzji - Europejski Trybunał Praw Człowieka. Poprzednia próba delegalizacji NPD - w 2003 roku - nie powiodła się. Trybunał Konstytucyjny oddalił wtedy wniosek o delegalizację partii, motywując to tym, że część materiału dowodowego opierała się na wypowiedziach konfidentów służb specjalnych w kierownictwie NPD. Sędziowie nie byli w stanie stwierdzić, czy przedłożony materiał pochodził od NPD, czy też konfidentów służb specjalnych.

Minister sprawiedliwości Hesji Jörg-Uwe Hahn ostrzegł, że ponowna porażka w procedurze delegalizacyjnej może tylko dowartościować neonazistów. Należy się obawiać, że w przypadku delegalizacji decyzję tę uchyli Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Z tego też powodu zarówno rząd Niemiec, jak i Bundestag na razie nie przyłączyły się do wniosku Bundesratu.

Będzie porażka przed sądem? "Bardziej boimy się tej przed historią"

- Jesteśmy przekonani, że działalność NPD jest sprzeczna z konstytucją - powiedziała z kolei premier Turyngii Christine Lieberknecht (CDU). Podkreśliła, że podstawą dowodową będą tym razem wypowiedzi setek funkcjonariuszy NPD.

Wtórował jej premier Szlezwika-Holsztynu Torsten Albig (SPD). Jego zdaniem niebezpieczna nie jest porażka przed sądem, ale "przed naszą historią". Dodał, że zakaz działalności partii politycznej to "ostry miecz", ale "kto jest atakowany, ten musi się bronić". To niedopuszczalne, by "demokracja wspierała swoich własnych wrogów pieniędzmi podatników".

Tekst pochodzi z serwisu Deutsche Welle.



Zobacz także
Komentarze (13)
Zaloguj się
  • imw

    Oceniono 1 raz 1

    W Katalonii nacjonalistyczni socjaliści są lewicą a w Niemczech skrajną prawicą :))

  • malyjasio2010

    Oceniono 2 razy 2

    No to zlikwidujcie finansowanie partii z budżetu i po problemie.

  • roy-cohn

    Oceniono 10 razy 4

    A partii komunistycznej nie delegalizuja - why ?

  • totalkosmos

    Oceniono 26 razy 14

    Podczas walk w rejonie ul. Okopowej na Woli, żołnierze dywizji „Hermann Göring” użyli 50 przywiązanych do drabiny Polaków jako osłony dla nacierających czołgów.
    Na rozkaz SS-Oberführera Geibla kilkaset polskich kobiet schwytanych w okolicach placu Unii Lubelskiej zostało użytych w charakterze „żywej tarczy”. Część kobiet posadzono na czołgach by osłonić je przed butelkami zapalającymi, inne szły z przodu i po bokach kolumny.
    8 sierpnia SS-mani z brygady Dirlewangera uderzyli na pozycje powstańcze znajdujące się na ul. Bielańskiej oraz w gmachu Ratusza. Natarcie było prowadzone pod osłoną tłumu kobiet z dziećmi pędzonych z Opery Narodowej.
    Na terenie ruin GISZ oraz Ogródka Jordanowskiego przy Bagateli Niemcy zamordowali latem 1944 roku od 5000 do 6000 Polaków. IPN ocenia, że liczba ofiar mogła sięgać nawet 10 000. O rozmiarze dokonywanych tam zbrodni może świadczyć informacja zawarta w protokole Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie z lipca 1946, mówiąca, iż odnalezione w piwnicach GISZ prochy ludzkie ważyły 5578 kilogramów.
    W trakcie powstania warszawskiego jednostki niemieckie wielokrotnie wykorzystywały polskich cywilów (w tym kobiety i dzieci) w charakterze „żywych tarcz” osłaniających natarcia piechoty lub czołgów. Jako pierwsze tę zbrodniczą taktykę zastosowały w Warszawie oddziały Wehrmachtu, a dopiero później jednostki SS i policji.
    Wielu sprawców zbrodni popełnionych podczas powstania warszawskiego nie poniosło jednak żadnej kary. SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth nie został ekstradowany do Polski, gdyż nie wyraziły na to zgody okupacyjne władze amerykańskie. W 1951 został wybrany burmistrzem miasta Westerland na wyspie Sylt, a następnie zasiadał w landtagu kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn. Po zakończeniu kariery politycznej rozpoczął pracę jako prawnik, pobierając jednocześnie generalską rentę. Zmarł w 1979 – nigdy nie osądzony za zbrodnie popełnione w Warszawie. Władze amerykańskie nie wyraziły również zgody na ekstradycję do Polski generała Heinza Guderiana. Major Kurt Fisher, który dowodził oddziałami SS mordującymi ostatnich obrońców Czerniakowa był po wojnie szefem policji w Kassel.

    To tylko maleńki wycinek niczym jedna łza w całym Oceanie krzywd wyrządzonych Polakom przez Niemców 70 lat temu. Takie rzeczy działy się w Polsce codziennie. Dzisiaj coraz mniej Polaków pamięta - wolą niemieckie samochody, bo wygodne.
    ...

  • supertlumacz

    Oceniono 2 razy 2

    Minister sprawiedliwości Hesji Jörg-Uwe Hahn ostrzegł, że ponowna porażka w procedurze delegalizacyjnej może tylko dowartościować neonazistów. Należy się obawiać, że w przypadku delegalizacji decyzję tę uchyli Europejski Trybunał Praw Człowieka.

    Skład narodowościowy korpusu sędziowskiego ETPC musi być zasadniczo odmienny od składu narodowościowego korpusu sędziowskiego trybunałów w Polsce...

    Antysemici...

  • ulla_lingsztat

    Oceniono 8 razy 6

    To co te setki agentów BND będą robić?

  • sebolargo

    Oceniono 22 razy -6

    Tak zdelegalizują NPD a zostawią sobie zielonych narkomanów bandytów z atify pogrobowców z terrorystycznej Baader Mainhof i neo staliwców z die linke

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje