Nowa moda? Doktoranci masowo oblegają uczelnie

03.12.2012 17:20
Nowi doktorzy Uniwersytetu Zielonogórskiego

Nowi doktorzy Uniwersytetu Zielonogórskiego (fot. Anna Krasko/Agencja Gazeta)

"Doktoranci masowo oblegają wyższe uczelnie, lawirując między pracą a studiami. Mimo braku stypendiów i perspektyw zawodowych, latami walczą o "dr" przed nazwiskiem", czytamy w "Przekroju".
Doktorantów jest prawie 13 razy więcej niż w latach 90, zauważa tygodnik . Zjawisko to dotyczy głównie kierunków humanistycznych: filozofii, socjologii, kulturoznawstwa. Mamy też najwięcej w historii bezrobotnych osób z wyższym wykształceniem.

Doktorantów zapraszają same uczelnie

Większość doktorantów utrzymuje się z prac dorywczych, albo korzysta z pomocy finansowej rodziców. - Nie chodzi też o stypendium, zniżki czy studenckie życie, bo tego i tak większość z nas nie ma. Tu chodzi o to poczucie, że ciągle wszystko przed nami. Doktorat to sposób na przedłużenie młodości, na taki ostatni oddech - zwierza się dziennikarce Ania Konieczyńska, która jest na trzecim roku studiów doktoranckich na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak czytamy w tygodniku, to same uczelnie, ze względów finansowych, zapraszają coraz więcej doktorantów. A kształcenie doktoranta jest dużo tańsze niż zwykłego studenta.

"Na studiach jestem traktowana jak dziecko"

Niestety spada też poziom nauczania. - Kiedy zaczynałam doktorat, wyobrażałam sobie, że spotkam tu stymulujących intelektualnie ludzi, że będą ferment i dyskusja. Jednak to, co zobaczyłam, absolutnie mnie zaszokowało. Na studiach jestem traktowana jak dziecko, mam obowiązkowe zajęcia, muszę zbierać oceny i lawirować między niewypowiedzianymi oczekiwaniami i pretensjami - opowiada doktorantka na UW.

Zobacz także
Komentarze (110)
Zaloguj się
  • ksks3

    Oceniono 1 raz 1

    Studia doktoranckie to albo idiotyzm albo cwaniactwo uczelni. A może i jedno i drugie ?
    Co studentowi dają takie studia ?
    Nic !
    Co da ja uczelni ?
    Pieniądze na kształcenie doktorantów !
    Co dają krajowi ?
    Straty ! Straty ponieważ , na kilka lat od normalnego funkcjonowania odsuwa się młody, wykształconych ludzi.

  • zigzaur

    Oceniono 2 razy 0

    Thomas Alva Edison figuruje w Księdze Guinessa jako właściciel największej liczby patentów. Istotnie, był to genialny wynalazca porównywalny jedynie z Archimedesem i Leonardem da Vinci.
    Nie miał on jednak żadnego formalnego wykształcenia. Pewna uczelnia chciała go zatrudnić jako profesora ale z braku formalnego wykształcenia chciano, aby zdał jakiś test egzaminacyjny. No i posadzono Edisona do testu za takimi oto pytaniami:
    1. Wymień miejsca, gdzie są największe złoża rudy żelaza. Edison odpowiedział, że trzeba zajrzeć do atlasu.
    2. Wymień największych producentów zbóż. Edison odpowiedział, że trzeba zajrzeć do rocznika statystycznego.
    Z dalszych pytań zrezygnował, z etatu również.

    Wybitny kompozytor George Frederic Handel (po niemiecku Georg Friedrich Händel) w uznaniu zasług został zaproszony na członka honorowego Royal Academy of Sciences (a byli tam uczeni klasy Newtona), choć też nie miał formalnego wykształcenia - rzucił studia prawnicze po roku a muzyki uczył się u lokalnego organisty.
    Wyraził zgodę ale gdy dowiedział się, że trzeba uiścić wpisowe i coroczne składki, odpowiedział:
    "Nie dość, że te durnie będą mnie tytułować kolegą, to mam jeszcze za to płacić? A wynocha!"

  • andrzej.rokosz

    Oceniono 1 raz 1

    Co by to było, gdyby nie sztucznie nadmuchana produkcja magistrów i doktorów. Bezrobocie wśród młodzieży sięgnęło by 99%, a tak przynajmniej tytułów przybędzie, w statystykach się poprawi. Tylko fachowców trudniej będzie znaleźć.

  • mielis

    Oceniono 1 raz 1

    System finansowania uczelni przewiduje kasę dla promotora za każdego doktoranta przez 3 lata bez względu na wynik jego pracy. Gdyby opłacać dopiero po uzyskaniu dyplomu przed komisją z innej uczelni wtedy by było statystycznie.

  • paka48

    0

    I tak "Nauka Polska" rośnie w "siłę" ilościową a co z jakością ? To dziś chyba doktorów z czasów PRL trzeba cenić jak profesorów, skoro idąca po wiedzę młódź staje się doktorem a ich zajęć się nie rozumie. Mało tego ideał współczesnego naukowca sięga bruku... bo w prasie czytam dziś 04.12.12 "Plagiat na KUL. Ksiądz profesor z zarzutem prokuratorskim" - nawet autorytet kościoła pada na twarz. Zatem wniosek ? Doktorzy PRK trzymajcie się i nie dajcie się... bo wokół smród.

  • jerzy.zywiecki

    Oceniono 1 raz 1

    "Lawirują między pracą a studiami",a gdzie ta praca?Oni się łudzą ,że jak zrobią doktorat( płacąc za to swoimi pieniędzmi) to łatwiej może znajdą pracę, niekoniecznie jako kasjer w Biedronce.Tylko, że w naszym kraju dla wykształconej młodzieży miejsca nie ma.

  • jasio1231

    Oceniono 2 razy 0

    Jak taki zostanie doktorem, to niech sobie od razu nie mysli, ze recepty bedzie mogl wypisywac.

  • disoprivan

    Oceniono 1 raz 1

    "masowo oblegaja"- zwykle oblega 2 lub trzech..

  • wlodek150

    Oceniono 5 razy 5

    Pracując w Norwegii, spotykam takich doktorów. Początki zwykle mają trudne, gdyż na studiach nie nauczyli ich obsługi miotły, młotka itp, ale jeśli są ambitni, to szybko awansują. Pomaga im w tym nie jakieś świadectwo, ale znajomość języków obcych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje