Prof. Fuszara: Po raz pierwszy rząd daje sygnał, że liczą się nie tylko stadiony

25.11.2012 08:23
Prof. Małgorzata Fuszara, nowa pełnomocniczka rządu ds. równego
traktowania

Prof. Małgorzata Fuszara, nowa pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania (Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta)

- Istnieje obawa, że rząd, wysyłając kobiety na dłuższy urlop macierzyński, chce pozornie zmniejszyć bezrobocie. Lepiej tworzyć więcej miejsc w żłobkach i przedszkolach - mówi socjolog, członkini rady programowej Kongresu Kobiet prof. Małgorzata Fuszara. - Jednak po raz pierwszy rząd daje sygnał: liczą się nie tylko stadiony - dodaje.
Czy proponowany przez rząd pakiet rozwiązań, które mają ułatwić godzenie opieki nad dziećmi z pracą zawodową, polepszy sytuację kobiet na rynku pracy, przyczyni się do zwiększenia dzietności?

Prof. Małgorzata Fuszara: Duże znaczenie ma sam fakt, że rozwiązania takie powstały. Po raz pierwszy rząd pokazuje, że myśli nie tylko o przysłowiowych stadionach i drogach, ale także o ułatwieniach w życiu rodzinno-codziennym. Kongres Kobiet zawsze ubiegał się o zmianę hierarchii priorytetów w taki sposób, aby rozwiązania z dziedziny praw kobiet, godzenie pracy zawodowej z opieką nad członkami rodziny umożliwiające korzystanie z instytucjonalnej, organizowanej na wysokim poziomie opieki nad dziećmi, należały do priorytetów rządu, a nie do spraw czekających na lepsze czasy - a więc, odkładanych na nieokreśloną i ciągle oddalającą się przyszłość.

Natomiast można mieć wątpliwości, czy te rozwiązania przyniosą, zwłaszcza szybko, zwiększenie dzietności, do tego potrzeba znacznie więcej prorównościowych i prorodzinnych rozwiązań.

Niektórzy eksperci mówią, że wydłużenie urlopu macierzyńskiego pogorszy sytuację kobiet na rynku pracy.

- Z wydłużeniem urlopów macierzyńskich wiąże się wiele kontrowersji, zawsze pojawiały się wątpliwości, czy nie przyczynią się one do pogorszenia sytuacji wszystkich kobiet na rynku pracy. Stereotyp skłania wówczas pracodawców do patrzenia na każdą, zwłaszcza młodą kobietę jak na tę, która wkrótce pójdzie na długi urlop. Nieco paradoksalnie kilka lat temu kobiety lewicy optowały za skróceniem urlopu macierzyńskiego z obawy, że dłuższy urlop spowoduje wypieranie kobiet z rynku pracy.

Z wielu badań wynika jednak, że zależy to w ogromnym stopniu od tego, gdzie kobieta pracuje. Udogodnienia są niegroźne dla kobiet pracujących w państwowych instytucjach. Tam nie ma obawy, że będzie się na nie podejrzliwie patrzeć, że korzystanie z uprawnień będzie się wiązało z ryzykiem utraty różnych możliwości, często nawet utraty pracy, mimo wszystkich gwarancji dla kobiet wracających z urlopów. Gorzej bywa w sektorze prywatnym. Pracodawcy, jeśli chcą, zwykle umieją sobie i z takimi gwarancjami poradzić.

Ale nie chodzi tylko o to, że kobiet się nie zatrudnia, bo przecież obciążenie związane z pójściem na urlop macierzyński nie spoczywa na pracodawcy. Problemem jest kwestia postrzegania kobiety jako osoby, w którą nie warto inwestować. Pracodawcy zaczynają uważać, że skoro kobieta może pójść na długi urlop macierzyński, awansowanie jej, inwestowanie w nią, w podwyższanie jej kwalifikacji i możliwości rozwojowe jest ryzykowne. To stereotyp, bo z badań wynika, że te kobiety, w tym oczywiście matki, którym nie zamknięto dróg awansu, są bardzo dobrymi, a zwłaszcza wyjątkowo lojalnymi pracownikami. Właśnie w nie warto inwestować, bo rzadziej niż inni szukają innego pracodawcy, swój zawodowy los częściej wiążą z tą właśnie firmą, która umożliwiła jej rozwój i godzenie ról, są więc z punktu widzenia pracodawcy świetnymi pracownikami.

Czyli to rozwiązanie ocenia pani negatywnie?

- Przychylałabym się do głosów, że bardziej efektywne jest stworzenie większej liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach, niż przeznaczanie pieniędzy na dłuższe urlopy macierzyńskie. Zawsze istnieje obawa, że rząd chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zmniejszyć bezrobocie wysyłając kobiety na dłuższy urlop macierzyński i jednocześnie pokazać swoje prorodzinne oblicze.

Niestety, analizy sytuacji kobiet na rynku pracy, zwłaszcza prowadzone w USA po II wojnie światowej, pokazują, że rynek pracy wchłania kobiety lub je wypycha, w zależności od potrzeb w skali makroekonomicznej, a nie w zależności od potrzeb samych kobiet. Po II wojnie światowej w USA kobiety zostały wypchnięte z rynku pracy i było to podbudowywane ideologią baby boomu i szczęśliwej kobiety, która między pralką i lodówką spokojnie żyje w domku na przedmieściu.

Dopiero późniejsze analizy prowadzone przez kobiety pokazywały to jako pułapkę i przyczynę wielu frustracji, zmarnowania talentów i problemów kobiet. Istnieją obawy, że na podobne mechanizmy stawia rząd w czasie kryzysu. Będą dłuższe urlopy, bezrobocie przynajmniej statystycznie nieco spadnie. No i będzie mniejszy problem z brakiem miejsc w żłobkach. W przypadku wydłużenia urlopów macierzyńskich są więc zarówno różne zagrożenia dla kobiet, ale też i szanse - przede wszystkim pozostania dłużej z dzieckiem.

Są opinie, że sytuacja kobiet na rynku pracy byłaby lepsza, gdyby opiekę nad dziećmi sprawowali mężczyźni i kobiety w bardziej wyrównanych proporcjach, gdyby urlop macierzyński stał się faktycznie urlopem rodzicielskim.

- Byłoby świetnie. Jest to jednak idea trudna do wprowadzenia w życie. Wiele krajów przed nami rozpoczęło proces mający prowadzić do zwiększenia udziału mężczyzn w wychowaniu dzieci. Także i tam wciąż bardzo niski odsetek mężczyzn korzysta z urlopów ojcowskich, nawet wówczas, gdy przepada jego niewykorzystana część. Ponieważ mężczyźni zarabiają więcej, wybór dotyczący osoby, która będzie opiekowała się dzieckiem, jest iluzoryczny, a odpowiedź na pytanie, kto z urlopu skorzysta - z góry znana w ogromnej większości przypadków.

Czy nie jest to zamknięte koło - kobiety zarabiają mniej, bo opiekują się dziećmi; opiekują się dziećmi, bo zarabiają mniej?

- Tak, koło się zamyka. Przed nami jeszcze lata edukacji, by mężczyźni chcieli brać urlopy. Z badań wynika, że kobiety wkładają bardzo dużo energii, by mężczyzn zachęcić do domowych aktywności, opieki nad dzieckiem.

Chociaż do równości bardzo nam daleko, zaangażowanie mężczyzn jednak się zmienia, co widać, gdy porówna się pokolenie ojców i dziadków. Wcześniej mężczyźni prawie w ogóle nie opiekowali się dziećmi, a jeżeli już, to w sytuacji, gdy nie mieli innego wyjścia. Obecnie powstaje moda, by mężczyzna wiedział, czym małe dziecko się interesuje, jak je nakarmić, przewinąć. To proces, który trwa, chociaż postępuje znacznie wolniej, niżby chciałoby wiele kobiet.

Rozmawiała Katarzyna Nocuń, PAP

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (62)
Zaloguj się
  • dziadekjam

    Oceniono 44 razy 20

    W PRL był doskonały system motywujący do posiadania dzieci. Ilość "M" w mieszkaniu, o którego przydział się staraliśmy, zależał od ilości dzieci. Jeden dodatkowy "M" należał się też nauczycielowi w trzódce. Jeżeli do tego dodać, że w pewnym czasie płaciło się jeszcze "bykowe", to sytuacja staje się klarowna.
    Obecnie czym więcej dzieci ludzie mają, tym mniejsze mają szanse na własne mieszkanie. Tak więc często wygląda to tak :
    "Mieszkanie albo dzieci - wybór należy do Ciebie".
    To tylko jeden z licznych przykładów "motywujących" do wielodzietności, czy w ogóle "dzietności"...

  • sieerotka-ma-rysia

    Oceniono 53 razy 19

    A ja dodam , ze bezrobocie jest katastrofalne.
    Wystarczy zerknac na male miejscowosci w kraju. Rodzenie dzieci i budowanie zlobkow w niczym nie poprawi losu ponad 2.000.000 mil. bezrobotnych w roznych dziedzinach i tylko przyzporzy nowych ludzi bez szans na godne zycie , prace we wlasnym kraju.

    Ta pani niby taki profesor ??? tylko nie zbyt inteligentna ? ...

  • poljack

    Oceniono 50 razy 10

    Istnieje obawa ze rząd wysyłając kobiety na dłuższe urlopy macierzyńskie chce pozornie zmniejszyć bezrobocie .
    .
    Zawsze znajdzie się jakaś pani profesor która znajdzie dziurę w całym.

  • stanislawolek

    Oceniono 33 razy 9

    ......"Istnieje obawa, że rząd, wysyłając kobiety na dłuższy urlop macierzyński, chce pozornie zmniejszyć bezrobocie" ....................

    ....współczuje rozumowania ......

  • fin99

    Oceniono 28 razy 4

    Skąd ten wielki ciąg kobiet (a raczej feministek) na żłobki. Praca, praca i jeszce raz praca zaraz po porodzie? To ma być ideał dla kobiety? Przecież brak matki w ciągu dnia to koszmar dla maleńkiego dziecka, który odbija się na reszcie życia człowieka. To tak jakby wysłac małe dzicko na Marsa. W żłobku małe dziecko nie otrzyma nic poza techniczną obsługą, a jest wiele przypadków, że w żlobku otrzymuje też w pakiecie udrękę. Małemu dziecku potrzebna jest najbardziej bliskość matki. Wydłużone urlopy macieżyńskie mają to ułatwić. Ale feministkom to się nie podoba. Nie podoba im się w ogóle macierzyństwo. Wolałyby tacierzyństwo...

  • wilczek1968

    Oceniono 14 razy 4

    Wiele krajów przed nami rozpoczęło proces mający prowadzić do zwiększenia udziału mężczyzn w wychowaniu dzieci. Także i tam wciąż bardzo niski odsetek mężczyzn korzysta z urlopów ojcowskich, nawet wówczas, gdy przepada jego niewykorzystana częśc...

    A moze to dlatego, ze jeszcze zadnemu facetowi nie udalo sie karmic piersią?

    Paniw w swym zacietrzewieniu nie dostrzegaja elementarnych predyspozycji naturalnych...

  • wojtusz

    Oceniono 3 razy 3

    Rodzić, czy nie rodzić? Oto jest pytanie.

  • 12saba

    Oceniono 11 razy 3

    To świetny pomysł,panowie także są rodzicami niech się uczą opieki nad swym potomkiem.Za 20-lat będzie to normalnością

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje