Izrael przygotowuje się do inwazji sił lądowych na Strefę Gazy. Wojna przez wybory?

15.11.2012 21:58
Żołnierze izraelscy jadą w stronę Gazy

Żołnierze izraelscy jadą w stronę Gazy (Fot. AMIR COHEN REUTERS)

Oddziały izraelskiej armii przemieszczają się w kierunku Strefy Gazy. Siły zbrojne uzyskały pozwolenie na zmobilizowanie 30 tys. rezerwistów - poinformował w drugim dniu konfliktu między Izraelem a Strefą Gazy, minister obrony Izraela Ehud Barak. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że nowa wojna ma pomóc koalicji rządzącej w Izraelu i Hamasowi w Gazie utrzymać władzę.
Izrael przygotowuje się do operacji lądowej w Strefie Gazy, która od środy jest celem jego ofensywy powietrznej - pisze AP. Co najmniej tuzin ciężarówek transportujących czołgi zmierzał wieczorem w kierunku granicy, a autobusy przewoziły żołnierzy - dodaje agencja, powołując się na świadków. Wcześniej rzecznik izraelskich sił zbrojnych Awital Lejbowicz poinformował, że inwazja na Strefę Gazy jest "zdecydowanie możliwą opcją". Według anonimowych przedstawicieli sił zbrojnych ruchy wojsk są przygotowaniami do operacji lądowej, ale nie zapadła jeszcze decyzja o wejściu wojsk do Strefy Gazy.

Jednak izraelskie stacje telewizyjne poinformowały, że początek ofensywy przewidziany jest na jutro. Jak pisze AP, władze izraelskie sygnalizowały wieczorem, że inwazja może być nieuchronna. Wymiana ognia między Strefą Gazy a Izraelem trwała po zapadnięciu zmroku.

W ramach operacji "Filar Obrony", na początku której izraelskie siły zabiły szefa operacji wojskowych Hamasu Ahmeda al-Dżabariego, Izrael zaatakował z powietrza i z morza około 250 celów w Strefie Gazy. W walkach zginęło już 21 osób, w tym 18 Palestyńczyków. Ocenia się, że Gaza ma 35 tys. uzbrojonych bojowników. Izrael dysponuje myśliwcami F-16, śmigłowcami bojowymi Apache, nowoczesnym uzbrojeniem i liczącą 175 tys. żołnierzy armią oraz 450 tys. rezerwistów.

Wojna sprawą polityczną

Rząd izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu - mówią sceptyczni komentatorzy - chce zastąpić kampanię przed styczniowymi wyborami kolejną wojną w Gazie. A Palestyńczycy, ci sceptycznie podchodzący do Hamasu, mówią, że Izrael Hamasowi zrobił prezent i tak jak izraelski rząd, tak też palestyński w Gazie zbije na eskalacji konfliktu kapitał polityczny. Rosnąca wśród Palestyńczyków frustracja działaczami Hamasu, którzy po zubożałej Gazie jeżdżą drogimi samochodami, ustąpi miejsca wsparciu i poczuciu solidarności wobec izraelskich bombardowań.

Opustoszałe domy i zaciemnienie

Izraelskie miasta leżące w pobliżu Strefy Gazy opustoszały. Tylko nieliczni Izraelczycy odmawiają chowania się w schronach. Wiele osób wyjechało na północ po tym, gdy palestyńska rakieta spadła rano na dom w Kirjat Malaki, zabijając trzy osoby.

Z palestyńskiej Gazy z kolei trudno wyjechać - najpierw potrzebna jest zgoda rządzącego strefą Hamasu, potem Egiptu. O wyjeździe przez Izrael nie ma mowy. Wieczorem na ulicach w Gazie wciąż było widać ludzi, choć wiele sklepów było zamkniętych. Tego dnia przypadł muzułmański Nowy Rok. W ciągu dnia odbywały się pogrzeby "męczenników", jak tu przyjęło się nazywać ofiary izraelskich ataków. Przeprowadzano je w szybkim tempie, bo zdarzało się w przeszłości, że izraelskie bomby spadały na żałobników.

Późnym wieczorem w Gazie odgłosy wybuchów rozlegały się co kilkanaście minut, niektóre całkiem blisko centrum. Od ostrzałów trzęsie się ziemia, domy i okna. Przy oknie nie należy siedzieć, bo jeśli w pobliżu spadnie bomba, rozbite szkło może poważnie okaleczyć. Zmrok zapada wcześnie; wieczne problemy z dostawą paliwa zmuszają do oszczędnego używania prądu, więc latarnie w wielu miejscach nie świecą. Domy też są wygaszone.

"Wcale się nie boję"

Na teren kibucu Jad Mordechaj tuż obok stacji benzynowej uderzyło kilka rakiet wystrzelonych z Gazy. Jedna trafiła w zagrodę dla zwierząt. Kibuc był zupełnie opustoszały. Ale tych niewielu Izraelczyków, którzy wyszli dzisiaj z domów, do spadających rakiet podchodziło lekceważąco. - Wcale się nie boję. Tyle lat już tak jest, nic się nie zmienia. Kiedyś pracowałem w Gazie, zjeździłem ją całą, pięknie tam było. Miałem tam przyjaciół, nauczyłem się od nich tak mówić po arabsku, że ludzie myśleli, że jestem Gazańczykiem. Pyszne ryby, dobra praca. A teraz tyle kłopotów spadło na Gazę; biedna, biedna Gaza - powiedział taksówkarz pracujący w Aszkelonie, Ofer.

Podobnie Palestyńczycy - mówią, że to dla nich staje się normalne, że spadają bomby. Że ich opór wobec izraelskich bombardowań polega na tym, że kontynuują normalne życie.

Tymczasem na całym świecie odbyły się protesty. Przed ambasadą Izraela w Londynie protestowali zarówno zwolennicy Izraela, jak i Palestyny. Propalestyńskie manifestacje miały również miejsce m.in. w Irlandii i Egipcie.

Zobacz także

Najnowsze informacje