Freeganin: Raz z kolegą wynieśliśmy ze śmietnika truskawki warte 1000 zł [WYWIAD]

15.11.2012 05:00
Poszukiwanie jedzenia przez freeganów

Poszukiwanie jedzenia przez freeganów (Fot. BEN NELMS Reuters)

- Znaleźć dobry śmietnik to nie jest żadna sztuka. Wiem o ludziach, którzy gdzieś znaleźli śmietnik z w pełni sprawną elektroniką. Wyposażyli tym jakieś studio nagraniowe. Znaleźć można wszystko, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać - mówi nam Tymon Radwański, polski freeganin mieszkający w Danii.
Dominik Tomaszczuk: Łatwo freeganinowi coś znaleźć?

Tymon Radwański, freeganin*: - Znaleźć jakiś dobry śmietnik to nie jest żadna sztuka. Ja po przeprowadzce w ciągu tygodnia znalazłem cztery sklepy, do których śmieci był absolutnie wolny dostęp.

Przeprowadzce?

- W maju przeprowadziłem się z Warszawy do Kopenhagi. Miałem niewiele pieniędzy. Zresztą zdecydowałem się na Kopenhagę jako cel mojej podróży, bo znajomi mówili mi: "słuchaj, tutaj to nie jest problem. Przyjedź, sprawy same się poukładają".

Gdzieś się zamieszka, jedzenie się znajdzie...

- Dokładnie! Przyjechałem i przez pierwsze dwa miesiące mieszkałem w kolektywie, nie było z tym problemu. Razem "polowaliśmy" na śmietniki przy supermarketach. W Danii jest zupełnie inaczej niż w Polsce. Różnice są bardzo duże. Nie chodzi tylko o to, co można znaleźć na śmietniku, ale też o to, jak ludzie reagują. Tutaj, jeśli wskoczysz na teren jakiegoś supermarketu, żeby poszukać czegoś do jedzenia, to najwyżej ktoś na ciebie pokrzyczy.

A w Polsce?

- No, różne historie słyszałem. W jednym z dyskontów menago podobno uznał, że ludzie grzebiący w śmieciach robią bałagan, więc pojawiło się obwieszczenie, że jedzenie przed wyrzuceniem jest doprawiane trucizną. Nie wiem, czy to miejska legenda, ale brzmi prawdopodobnie. W Polsce nastawienie jest zdecydowanie ostrzejsze. W Danii na przykład płotu z drutem kolczastym jeszcze nie widziałem. W Polsce - wiele razy. W Danii ludzie po prostu szanują wzajemne granice, nie trzeba tego wymuszać jakimiś płotami.

Nigdy nie zdarzyło ci się, że ktoś cię zaczepił? Zareagował agresywnie?

- W sensie, że ktoś przyszedł i spuścił wpier**l, jak grzebałem w śmieciach? (śmiech) Nie. Może raz miałem taką sytuację, że paru łebków mnie zaczepiło, ale to była raczej chęć bycia złośliwym, zabawnym, niż agresywnym. W Kopenhadze nigdy nie spotkałem się z żadnym przejawem agresji.

Czyli miejsce - z punktu widzenie freeganina - ma duże znaczenie. I to z wielu powodów. Po pierwsze - dostępność, reakcje ludzi. Po drugie - co można w śmieciach znaleźć. W Danii jest z tym pewnie lepiej niż w Polsce.

- Zdecydowanie tak. Dowcip polega na tym, że, gdy w Polsce pójdziesz do marketu czy dyskontu, to tam będą np. produkty marki własnej. Takie jogurty za 70 groszy w plastikowym kubku. To jest dziadostwo. Tutaj takich produktów po prostu nie ma. Gdy kupujesz mielonkę mięsną, to jest pełnowartościowy produkt. Mięso, które nie psuje się w dwa dni po otwarciu. Nie ma chłamu. Nie zdarza się, że w markecie mięso jest wielokrotnie odświeżane i trzymane do oporu. I dlatego, jak coś zostaje wyrzucone, może być jeszcze w pełni wartościowe.

Jakieś przykłady?

- Proszę bardzo: w warzywniaku wyrzucili masę truskawek w świetnym stanie. Wytaszczyliśmy tego z kumplem ładnych parę palet. Wyrzucili te truskawki, bo szedł weekend czy jakieś święto, i owoce by się zepsuły. Nie mieli co z nimi zrobić. Potem z ciekawości zajrzałem do tego sklepu, żeby sprawdzić cenę. Okazało się, że wynieśliśmy owoce za jakieś dwa tysiące koron, czyli około tysiąca złotych. Zresztą do tej pory mamy pełno słoików z tymi truskawkami.

Często znajduje się też banany, bo są megadelikatne, a w Danii banan z jedną czy dwiema ciemnymi plamkami po prostu się nie sprzeda. Na dodatek tutaj, jeżeli na półkach w sklepie są ustawione produkty i na górze rozwali się coś brudzącego - sos pomidorowy czy szampon - to wszystko, co leżało poniżej, będzie wyrzucone. Można to potem zabrać.

Można znaleźć coś przydatnego poza jedzeniem?

- Wiem o ludziach, którzy gdzieś znaleźli śmietnik z w pełni sprawną elektroniką. Wyposażyli tym jakieś studio nagraniowe. Znaleźć można wszystko, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać.

Jest coś takiego jak etykieta freegan? Czego się nie robi? Nie zdradza dobrych miejsc, śmietników z elektroniką?

- Tak. Raczej się nie rozpowiada, gdzie co jest, nie zdradza swoich miejsc. Jeżeli kogoś zapraszasz na swoje śmietniki, to jest to oznaka zaufania i zażyłości. Każda osoba albo każda grupa ma swoje miejsca.

Niektórzy też przykładają dużą wagę do tego, by informować gości, że częstują ich produktem znalezionym na śmietniku, bo to może być dla nich szokujące. Żeby nie było pretensji, że kogoś karmi się śmieciami. Jest trochę takich rzeczy, ale ja nie postrzegam freeganizmu jako jakiegoś zwartego sformalizowanego ruchu czy subkultury. To nie jest tak, że ktoś sobie na szyi tatuuje marchewkę albo kosz na śmieci, a chłopcy przybijają sobie na rogu ulicy piąteczki, gdy się spotkają. To coś prywatnego.

Często spotyka się innych freegan?

- Tak, i czasem są to komiczne spotkania. Na przykład raz natknęliśmy się na grupę imigrantów z jakiegoś wschodniego kraju UE. Pracownicy fizyczni, którzy tutaj przyjechali coś zarobić. Kiedy indziej pod śmietnikiem, do którego się wybieraliśmy, pojawił się facet z synem, podjechali pod śmietnik luksusowym samochodem.

Jakich jeszcze ludzi spotyka się wśród freegan?

- Różnie z tym bywa. Wiele tych środowisk to ludzie z "empatycznym" podejściem do świata, np. weganie lub wegetarianie, anarchiści. Niektórzy freeganie nawet podśmiewają się z wegan. Pytają, dlaczego rezygnują z mięsa, które lubią, jeżeli tutaj - na śmietnikach - jest mięso, które można jeść, jednocześnie nie wspierając przemysłu stojącego za cierpieniem zwierząt. Nie tworząc popytu.

Czyli to nie jest spójne środowisko?

- Nie, każdy ma jakiś swój pomysł, indywidualne podejście. Mi pokazali to ludzie, do których przyjechałem w Danii. Właśnie w ten sposób funkcjonowali. Pamiętam, że gdy pierwszy raz pojechałem na śmieci, to cały czas zastanawiałem się, kiedy ktoś wyskoczy i na nas nawrzeszczy albo kiedy okaże się, że jednak coś jest nie tak i ktoś się pochoruje.

Początki są stresujące?

- Pewnie. Chodzi o przełamywanie tabu, tak jakbyś wybrał się pierwszy raz na nagą plażę. Nagle okazuje się, że coś, co masz głęboko wpojone, myślisz, że jest nie w porządku, okazuje się być nieszkodliwe, zupełnie OK. To tylko kwestia kulturowa. Z czasem poczucie dyskomfortu znika. Trzeba to oswoić.

Co więc stoi za ideą freeganizmu? Dlaczego ludzie decydują się przełamać to tabu i żywić na śmietnikach?

- W praktyce to taki pomysł na życie, który polega na tym, że nie musisz wydawać pieniędzy, nie musisz wchodzić w krąg konsumpcyjno-marketingowy. Można z tego zrobić wyraz niezgody na to, jak świat funkcjonuje, na to, że są złe korporacje. Freeganin może zapewnić sobie wszystko, korzystając z resztek, błędów produkcyjnych, rzeczy, którymi ludzie już się znudzili.

Naprawdę da się całkowicie wypisać z systemu?

- Wiesz, wszystko można posunąć do ekstremy. Wydaje mi się, że, jeżeli ktoś by się zaparł, to jest w stanie zupełnie wykluczyć pieniądze ze swojego życia. Są ludzie, którzy tak robią, żyją w kolektywach. Ja na tej ścieżce nie zaszedłem aż tak daleko.

*Freeganizm to antykonsumpcyjny styl życia, polegający na unikaniu wydatków na jedzenie. Freeganie jedzą tylko to, co znajdą w śmietnikach. Nie motywuje ich jednak bieda, a chęć ograniczania udziału w konwencjonalnej ekonomii.

Fot. Ben Nelms/Reuters

Zobacz także
  • Freeganie - jak jeść za darmo
  • Poszukiwanie jedzenia przez freeganów Jedzą tylko to, co wyrzucą inni - freeganie, nowy styl życia [FOTOREPORTAŻ]
  • Przemysław Gulda Jestem weganinem. To co ja właściwie jem?
Komentarze (170)
Freeganin: Raz z kolegą wynieśliśmy ze śmietnika truskawki warte 1000 zł [WYWIAD]
Zaloguj się
  • thorngorn

    Oceniono 278 razy 220

    "-Jestem freeganinem
    - A masz ipada, stałą pracę i dochody conajmniej 4k/mc?
    -No...nie mam.
    - Aaaa, to Ty zwykłym żulem jesteś!"
    :D

  • the_rest

    Oceniono 224 razy 134

    w sumie smutny jest wydźwięk tego artykułu, koleś wyjechał z naszego pięknego, porąbanego kraju bo tutaj pracowałby za jakieś grosze. Tam też jest niełatwo więc z bidy zbiera po śmietnikach. Artykuł przedstawia to jako coś pozytywnego, ale w sumie to jest bardzo ch...owo, że należymy do pariasów Europy.

  • kapitan_marchewa

    Oceniono 233 razy 133

    Grzebanie w śmieciach = ograniczanie udziału w konwencjonalnej ekonomii.
    No proszę, ideologię da się do wszystkiego dorobić.
    Trzeba tylko chcieć.

  • elasp

    Oceniono 174 razy 108

    Muchy i robaki postępują dokładnie tak samo.
    One są "freeganinami" od setek milionów lat.

    Zaczynam wątpić w tezę o ewolucji gatunku ludzkiego.

  • eas_y

    Oceniono 137 razy 71

    nie zapominajmy również, że w śmietnikach lądują zużyte pieluchy, podpaski... dalej wymieniać?

  • grande.toscano

    Oceniono 211 razy 61

    Trybuna Ludu przygotowuje naród na skutki amatorszczyzny rządów PO.

  • the_rest

    Oceniono 137 razy 59

    No stary, jak Ci żołądek klęknie, bo coś załapiesz od tych śmieci, to wszystko co zaoszczędziłeś wydasz na leki i to z nawiązką. Zdrowia życzę.

  • popiel20

    Oceniono 180 razy 56

    Dawniej takich nazywano lumpami.nieudacznikami,nedzarzami o teraz promuje sie jako styl zycia. Nastapilo jakies przesuniecje wartosci,nieumiejetnosc do zycia w normalnym spoleczenstwie,nie przestrzegamie jego norm,zycie poza jego nawiasem jest cool,i zasluguje na promocje.Dla zwyklego czlowieka jest po prostu obrzydliwe,a idiotyczne przyklejanie ideologi do czyjejs niezaradnosci jest po prostu zalosne

  • lebonheur

    Oceniono 113 razy 37

    Jeszcze jeden przyklad emigracyjnej kariery Polaka. Nalezy dodac, iz przeszukiwanie smietnikow, kontenerow z przeterminowana zywnoscia czy kontenerow z butelkami jest zabronione i karane.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje