Wybory na Ukrainie: inaczej niż w boksie, reguł nie ma

28.10.2012 07:43
Przygotowania go wyborów w jednej z obwodowych komisji wyborczych w Kijowie

Przygotowania go wyborów w jednej z obwodowych komisji wyborczych w Kijowie (Fot. ANATOLII STEPANOV REUTERS)

Dzisiejsze wybory parlamentarne na Ukrainie to wstęp do wielkiego starcia o pałac prezydencki. Na placu boju niespodziewanie pojawił się światowej sławy bokser Witalij Kliczko. Ale - jak sam przyznaje - walka będzie trudna, bo politycy na Ukrainie nie wahają się uderzać poniżej pasa.
Sondaże od dawna wieszczyły, że wybory zwycięży rządząca Partia Regionów. Tu żadnego zaskoczenia nie ma. Pomimo to dzisiejsze głosowanie powie nam sporo na temat polityczno-społecznej kondycji naszego wschodniego sąsiada: jak wygląda układ sił przed kluczowymi wyborami prezydenckimi, kto jest najsilniejszy na opozycji, jak skutecznie partia rządząca potrafi sfałszować wyniki, jak bardzo popsuje stosunki z Unią Europejską. Podsumowując: jak bardzo Ukraina pod rządami Wiktora Janukowycza odpływa od Zachodu i spada w rankingach demokracji. Ale po kolei.

Próba sił po stronie opozycji

Partia Udar (czyli Cios) światowej sławy boksera Witalija Kliczki w ostatnich tygodniach niespodziewanie zaczęła się piąć w sondażach, a w niektórych wylądowała nawet na drugiej pozycji i wyprzedziła Zjednoczoną Opozycję (której w zastępstwie uwięzionej Julii Tymoszenko szefuje Arsenij Jaceniuk). Tym samym przełamała istniejący od pomarańczowej rewolucji podział na ekipę Wiktora Janukowycza i pomarańczowych. Dzisiejsze głosowanie rozstrzygnie więc, kto po stronie opozycji zdobędzie lepszy wynik: Kliczko czy Tymoszenko.

To nie jest debiut Kliczki w polityce. Już dwa razy startował do fotela mera Kijowa, bez powodzenia. Jego atutem jest jednak aura świeżości i światowości. Większość Ukraińców ma dość skorumpowanej i bandyckiej władzy, a pomarańczowa opozycja dla wielu wcale nie jest lepszą alternatywą.

- Tymczasem Kliczko mieszkał w świecie, ma znanych przyjaciół, jest zdrowy, przystojny i ma sukcesy na karku, a przy tym jest nasz - wylicza politolog Michailo Pohrebinski. Może najważniejsze, że bokser chwali się też, że stać go na to, by nie być skorumpowanym. Wszystkiego dorobił się dosłownie własnymi pięściami.

- Ale jego ludzie wcale nie mają już tak czystych rąk - ripostuje dziennikarz Witalij Portnikow. Korupcja to jedna z największych bolączek naszego wschodniego sąsiada. Ukraina pod rządami Janukowycza spadła w rankingu Transparency International na 152. miejsce (na 183 kraje), a wg Ernst&Young jest jednym z trzech najbardziej skorumpowanych krajów świata.

Kliczko na prezydenta

Kliczko ma ambicje prezydenckie. Będzie jednak musiał utrzymać się w grze do 2015 roku, kiedy to odbędą się wybory prezydenckie. - Ja jestem wojownikiem. Ale to jest ukraińska polityka, tu inaczej niż na ringu nie ma reguł - sam przyznaje.

Wielu kijowskich politologów obstawia, że już po wejściu do parlamentu jego partię Udar może porzucić część deputowanych i dołączyć do obozu rządzących - za grube pieniądze lub na polecenie swoich patronów oligarchów. To na Ukrainie nic nadzwyczajnego. Po poprzednich wyborach Julię Tymoszenko opuściła jedna trzecia składu jej deputowanych.

Fałszerstwa? "Nie potrzeba, wystarczy ordynacja"

- Na dzisiejszych wyborach władza testuje też, czy potrafi kontrolować ten proces i zagwarantować wynik - mówi politolog Wołodymyr Fesenko. Czyli - mówiąc wprost - jak bardzo potrafi zmanipulować albo nawet sfałszować wynik.

Złośliwcy żartują, że fałszerstwa w dniu głosowania nie będą już potrzebne, bo ordynacja i kampania wyborcza zostały tak zorganizowane, że wystarczy. Po raz pierwszy - wzorem rosyjskim - głosowania mają pilnować zamontowane we wszystkich lokalach wyborczych kamery, transmisja na żywo ma zostać jednak wyłączona po zamknięciu lokali.

Zgodnie z nową ordynacją połowę składu 450-osobowego parlamentu Ukraińcy wybiorą w systemie proporcjonalnym, ale drugą połowę - w okręgach jednomandatowych. - Na obszarze postsowieckim jednomandatowy system sprzyja władzy - mówi Wojciech Konończuk z Ośrodka Studiów Wschodnich.

A to dlatego, że lokalnymi gwiazdami często są lokalni biznesmeni, którzy choć formalnie bezpartyjni, w rzeczywistości wspierają rządzących. - Oni idą do parlamentu, żeby chronić i lobbować za swoimi interesami. I będą tam, gdzie pieniądze, czyli tam, gdzie władza - wyjaśnia dziennikarz Witalij Portnikow. Oficjalny wynik wyborów nie pokaże więc rzeczywistej siły Partii Regionów, bo ta będzie miała po swojej stronie również głosy "niezależnych" i komunistów.

W ponad 40-tysięcznym Nowogrodzie Wołyńskim kampanii na ulicach niemal nie widać, a jak już są billboardy, to niemal tylko Wołodymyra Łytwyna, dotychczasowego szefa parlamentu. - Odmalował nam dom młodzieży, dom kultury, wyremontował szpital - oprowadza mnie po mieście Galina i wspomina rozliczne festyny organizowane przez kandydata: - U nas lideruje ten, kto ma pieniądze. Ludzie są rozczarowani polityką i politykami. Mają podejście pragmatyczne. Obojętne kto, byle coś konkretnego dla nich robił.

Obserwatorzy zarejestrowali niezliczoną ilość naruszeń w czasie kampanii wyborczej. Najczęstsze jest nadużywanie tzw. adminresurów. Kandydaci związani z władzą wykorzystują pełnione urzędy i publiczne budżety do prowadzenia kampanii: budują, remontują i rozdają pomoc najuboższym, przypisując sobie i partii sukcesy.

Najmniej subtelni kandydaci po prostu płacą. Organizacja Opora szacuje, że ok. 50 euro za głos. - Kampania na Ukrainie należy do najdroższych w regionie postsowieckim. Pieniądze idą na część oficjalną, np. billboardy, i nieoficjalną - mówi mi Olga Aiwasowska z Opory. Według krążących po Kijowie szacunków kampania jednego kandydata kosztuje od miliona do kilku milionów dolarów.

Co z mediami? Zakazucha i czornucha

Pod stołem płaci się np. za materiały w telewizji lub w gazecie, to tzw. dżynsa. Dżynsa dzieli się na zakazuchę, czyli kupowanie pozytywnych materiałów, i czornuchę, czyli czarny PR. Oczywiście nikt nie przyznaje, że to po prostu reklama wyborcza, bo materiał pozoruje obiektywnego newsa.

- Sytuacja mediów na Ukrainie jest szczególnie niepokojąca - przyznaje Jarosław Domański, szef jednej z międzynarodowych misji obserwacyjnych.

Za rządów Wiktora Janukowycza na Ukrainie niemal znikły niezależne telewizje, ostatnie się bronią. Dziennikarze poddawani są presji, a nawet - jak alarmują Reporterzy bez Granic - padają ofiarami brutalnych pobić. Ukraina spadła w rankingu Reporterów z 89. miejsca 25 "oczek" niżej.

Co zrobi Unia Europejska?

- To bardzo ważne pytanie tych wyborów - zapowiada Fesenko. Bo jeżeli Unia Europejska nie uzna dzisiejszego głosowania za demokratyczne, nici z umowy stowarzyszeniowej, a pogarszające się od aresztowania Julii Tymoszenko stosunki Kijów - Bruksela popadną w jeszcze większy kryzys. Puryści od dawna przekonują, że Unia nie może uznać wyborów, podczas których liderka opozycji siedzi w więzieniu.

Fesenko podejrzewa jednak, że - wyliczając różne zastrzeżenia i żale - Bruksela wyniki głosowania uzna. Cynicy albo realiści zauważają bowiem, że mimo naruszeń, nadużyć i pewnie fałszerstw to "typowe ukraińskie wybory" i ich wyniki pokażą "przybliżony" układ sił na Ukrainie.

Janukowycz na wieki?

- Opozycja boi się, że mając wystarczającą siłę w parlamencie, Janukowycz zbierze większość konstytucyjną i będzie chciał zmienić konstytucję tak, by prezydenta wybierali nie ludzie, ale parlament - dodaje Fesenko. By nie musiał już męczyć się z wyborami i kolejną prezydenturę miał w kieszeni. Jednak - zdaniem politologa - w tej chwili to jest tylko jeden ze scenariuszy.

Wiele zależy od sytuacji w nadchodzących miesiącach. - U nas po wyborach zawsze jest kryzys, kampania tyle kosztowała - żartuje na smutno pani Galina. Jej słowa potwierdzają ekonomiści, którzy zauważają, że prognoza wzrostu PKB już została zredukowana i Ukraińcy powinni trzymać kciuki, żeby jakiś wzrost w ogóle był.

Jeszcze przed wyborami ludzie ruszyli do kantorów kupować dolary, bo wieść gminna niesienie, że dewaluacja hrywny jest przesądzona. A zła sytuacja gospodarcza będzie osłabiać notowania rządzących. Jeżeli szanse Janukowycza na prezydenturę w wyborach powszechnych będą maleć, to wtedy może rzeczywiście zacząć mieszać w konstytucji.

Wybory dla oligarchów

Wszystkie te powyższe analizy wyborcze wciągają politologów, ale już niekoniecznie obywateli. Badania pokazują, że Ukraińcy z powodu polityki, niezadowolenia z wyników, oburzenia z powodu fałszerstw raczej nie wyjdą na ulice. Bo im nie zależy i ich nie interesuje. Są rozczarowani. - To są wybory oligarchów, a nie dla wyborców. Kandydaci interesują się tylko pieniędzmi, a ludzie muszą się martwić o siebie sami - żali się Sergiej.

Janukowyczowi nie ufa 66 proc. Ukraińców, Tymoszenko - 53 proc. Opozycja nie jest więc atrakcyjną alternatywą, stąd też fenomen Kliczki. 82 proc. badanych uważa, że nie ma wpływu na to, co się dzieje w kraju. 75 proc. źle ocenia sytuację ekonomiczną. I właśnie pogarszająca się sytuacja gospodarcza - jak wynika z analiz socjologów - może zmotywować Ukraińców do protestowania. Więcej wyników sondaży na stronie OSW >>>

Swoboda. "Polacy powinni zacząć się martwić"

Sondaże prognozowały, że poza Partią Regionów, Zjednoczoną Opozycją, Udarem i komunistami próg wyborczy może jeszcze przekroczyć Partia Swoboda. - Polacy powinni zacząć się martwić. To nie jest po prostu partia nacjonalistyczna. To radykalni nacjonaliści - alarmuje Pohrebinski.

- To główne ugrupowanie ukraińskiej nacjonalistycznej prawicy. Głosi program szowinistyczny i populistyczny, jako jedna z niewielu partii ukraińskich ma charakter ideowy - pisze w analizie wpływowy Ośrodek Studiów Wschodnich. Swoboda, która na sztandarach nosi Stepana Banderę, w Polsce nawiązała współpracę z Narodowym Odrodzeniem Polski.

Według dziennikarza Oleha Klimczuka z telewizji STB popularność (wciąż jednak skromna) Swobody wynika ze stałej obecności komunistów na ukraińskiej scenie politycznej. Ci nie odcięli się od sowieckiej przeszłości, a nawet stawiają pomniki Stalinowi. Części Ukraińców przeszkadza wszechobecny język rosyjski i sentymenty sowieckie. Wschód kraju pozostaje jednak sentymentalnie bliższy Rosji.

Po tych wyborach w parlamencie zasiadać będą już nie tylko lewicowi radykałowie, ale być może zradykalizuje się też prawa flanka.

Lokale wyborcze otwarto o godz. 7 czasu polskiego, a pierwsze wyniki sondaży powyborczych, tzw. exit-polls, zostaną ogłoszone tuż po ich zamknięciu, czyli po godz. 19. czasu polskiego.

Zobacz także
Komentarze (5)
Zaloguj się
  • ulla_lingsztat

    Oceniono 4 razy 2

    Nie ważne kto głosuje bo i tak rządzi oligarchia. Tak jak w USA.

  • supertlumacz

    Oceniono 3 razy 1

    Reguły są, ale zbyt skomplikowane dla publikacji w polskojęzycznych mediach
    www.lenta.ru/news/2012/10/28/open/
    Ordynacja mieszana – 225 wybieranych w okręgach jednomandatowych bez progu wyborczego (kandydaci pochodzą z 80 partii) i 225 z list partyjnych z progiem wyborczym(których jest 21). Tylko te listy partyjne będą uwzględniane które uzyskają 5+%. Na pewno 5+% uzyskają : Partia Regionów (Janukowycz), UDAR (Kliczko), Batkiwszczina (Tymoszenko). Być może próg ten przekroczą Komunistyczna Partia Ukrainy i Svoboda (banderowcy). Wyniki dopiero 12listopada a ich oficjalna publikacja w monitorze (nazywanym kurierem) dopiero 17 listopada.
    Ordynacja bardzo podobna do gruzińskiej.
    Moja ocena – Ukraina już przechodzi w rosyjską strefę wpływów. Wybory mają zadecydować o szybkości tego procesu. Tylko Batkiwszczina i Svobodda są temu zdecydowanie przeciwne, a KPU jest zdecydowanie za. Inne partie skłaniają się do sojuszu z Rosją, ale bez większego zaangażowania. Im dalej na Wschód, tym większe poparcie dla Rosji. Parlament ma na Ukrainie małe uprawnienia, a prezydent duże. Janukowycz nie ma szans na następną kadencję, bo Rosja i własna PR nie przebaczą mu umizgów do USA i do UE (jego artykuły w Wall Street Journal, the Economist etc)
    Wybory bardziej uczciwe niż w Polsce.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje