Dewotka Wasilewska, pantoflarz Gierek, trzy kobiety Bieruta... Prywatne sekrety elit PRL-u [WYWIAD]

Czy Stanisława Gierek rzeczywiście latała do paryskiego fryzjera, a Mieczysław Rakowski miał romans z Hanną Banaszak? Czy Wanda Wasilewska stała się dewotką, a krwawa komunistka Julia Brystiger była świetnie wykształconą kobietą? Sławomir Koper odpowiada na te i inne pytania nt. życia komunistycznych elit opisując kobiety władzy. Na rynku nakładem wyd. Czerwone i Czarne pojawiła się właśnie jego najnowsza książka - kolejna wychodząca naprzeciw rosnącemu zainteresowaniu PRL-em.
Robert Kowalik: Jest pan autorem książek o przedwojennych ludziach władzy, jak choćby "Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej", teraz pisze pan o elitach PRL-u. Czym one się różniły? Mam wrażenie, że różnice ideologiczne, nie przysłonią faktu, że, jak to się mówi, każda władza zachowuje się podobnie.

Sławomir Koper: - Na pewno ma pan rację, chociaż widzę pewne różnice. Luksus otaczający Mościckiego i Bieruta był zbliżony, chociaż prezydent Mościcki nigdy nie pozował na żyjącego skromnie wodza klasy robotniczej. Za to Bierut i jego otoczenie zachowywali się jak stado parweniuszy, które po raz pierwszy dostało się na salony. Ale na pokaz, dla potrzeb ideologii kreowano mit skromnych przywódców. Natomiast zarówno w czasach II RP, jak i w PRL zdarzali się prawdziwi asceci nie korzystający z luksusu, jaki mogła im zapewnić władza. Józef Piłsudski, Aleksander Prystor czy Walery Sławek to byli ludzie bez większych potrzeb materialnych. Sławkowi do spakowania się ze swojego służbowego mieszkania wystarczyła tylko jedna walizka. Trzykrotnemu premierowi! W PRL natomiast mieliśmy ascetycznego aż do śmieszności Gomułkę walczącego z nałogiem "chłeptania kawy", którą swoją drogą uwielbiała jego żona i korzystała z tego za plecami męża. Do tego był jeszcze gen. Jaruzelski, którego pasjonowała sama władza, a nie - luksus.

Skąd ta nostalgia za PRL-em? Czy znana z socjologii i psychologii kwestia gloryfikacji przeszłości, nawet jeśli ta była szara? Niemcy mają swoją ostalgię, a my mamy teraz wysyp knajp z wódką. Także książki na ten temat dobrze się czytają. Pańska książka również wpisuje się w ten nurt.

- Na pewno dla wielu ludzi czasy PRL to powrót do młodości, a wtedy wszystko wyglądało inaczej. Zresztą 20 lat kapitalizmu stworzyło w naszym kraju więcej komunistów niż Stalin z Bierutem razem wzięci... Ale czy będziemy tego chcieli czy też nie, to epoki PRL-u wymazać się nie da. A do tego był to okres niezwykłego rozwoju polskiej kultury. Jeżeli wymazalibyśmy z naszych dziejów twórców tego okresu, to sami pozbawilibyśmy się poważnej części naszych osiągnięć. Jak wyglądałaby nasza kinematografia bez filmów Zanussiego, Wajdy czy Kutza? Scena teatralna bez Szajny czy Hanuszkiewicza? Muzyka poważna bez Pendereckiego i Lutosławskiego? A muzyka rozrywkowa bez tekstów Agnieszki Osieckiej?

Moja książka z jednej strony jest naturalną kontynuacją serii o II RP, a z drugiej - początkiem nowego cyklu. I - podobnie jak w przypadku poprzednich - zamierzam przedstawiać życie prywatne znanych person. A przy okazji walczyć z pewnymi stereotypami, bo faktycznie to Mieczysław Rakowski nie miał romansu z Hanna Banaszak, ale jego życie osobiste było i tak wystarczająco intrygujące. Jeżeli w domowe awantury Rakowskiego wkraczał gen. Jaruzelski - prosząc telefonicznie Elżbietę Kępińską o zgodę rodzinną, bo ciągłe wprowadzenie i wyprowadzanie się z domu towarzysza Mieczysława nie służy jakości jego pracy - to zapewne musiało dziać się tam nie najlepiej.

W książce jest pełno mniej czy bardziej znanych już z różnych przekazów informacji. Które z nich uważa pan za najbardziej odkrywcze? Tzn. takie, do których to pan dotarł i które poznajemy po raz pierwszy?

- Nie roszczę sobie ambicji odkrywcy - zawsze przede mną już ktoś z tych informacji korzystał. Ale w takiej formie do publicznej informacji docierają po raz pierwszy. Nie było na naszym rynku jeszcze książki opisującej wyłącznie życie prywatne elit politycznych PRL.

Opiera się pan, co zrozumiałe szczególnie w stosunku do osób nieżyjących, na przekazach innych. Stąd może najsłabsza strona tej interesującej książki. Nie wiemy, na ile przekazy te są prawdziwe. Często cytuje pan plotkarzy...

- Plotka też jest formą informacji. Zresztą podaję je w formie krytycznej, a niektóre neguję. Bez niedyskrecji naszych bliźnich raczej nie wiedzielibyśmy, że trzy kobiety jednocześnie uważały się za legalne żony towarzysza Bieruta. A nawet poważni informatorzy, jak były minister kultury i wicepremier Józef Tejchma, podawali czasami zaskakujące wiadomości... O partyjnych wigiliach w ośrodku w Łańsku, na których podawano bigos, czy też o obrazie pewnej sędziwej artystki ludowej, która na zamówienie władz namalowała Lenina... Pani ta chciała go przedstawić najlepiej, jak umiała. Zatem namalowała go klęczącego i modlącego się do Matki Boskiej.

Mnie np. zaskoczyła informacja, że w ostatnich latach życia Wasilewska popadła w dewocję i wszystkie swoje pieniądze zapisała na polski kościół w Kijowie, gdzie mieszkała. Czy podobne zachowanie Brystigerowej... Skąd taka wolta tych zagorzałych komunistek?

- Wasilewskiej nie udawało się życie rodzinne, zapewne również ujawnienie bezmiaru stalinowskich zbrodni przez Chruszczowa zrobiło na niej wrażenie. Oczywiście, wiedziała o nich, ale nie zdawała sobie sprawy z ich zasięgu. Krwawa Luna natomiast dobrze wiedziała, jakiemu ustrojowi służy, ale w przerwach pomiędzy katowaniem więźniów i uwodzeniem towarzyszy partyjnych czytywała "Pismo Święte". Nikt zresztą nie odmawiał jej inteligencji. Natomiast Julia Minc, jak wiele innych polskich komunistek, pozostała wierna czerwonej ideologii do końca.

A propos Brystigerowej... Z pana książki nie wyłania się jednoznaczny obraz tej postaci. Z jednej strony widzimy ją jako stalinowską zbrodniarkę, właśnie Krwawą Lunę, choć i te przekazy - jak pan pisze - nie są pewne. Z drugiej, to niezwykle inteligentna osoba, która po 1956 r. usuwa się w cień, poświęca się nawet karierze literackiej. Czy w związku z opisem tej osoby nie warto było sięgnąć nieco głębiej i spróbować oddzielić ziarna od plew?

- Oddzieliłem, ale kariera literacka Krwawej Luny była raczej nieudana. Wydała jedną powieść, niezłą, ale zarzucano jej zbyt duże dygresje erotyczne. Cóż, towarzyszka Julia zawsze pozostawała sobą wysoko ceniąc erotyczną stronę życia. Jej kolejna pozycja, zbiór opowiadań, była już porażką. Wykorzystałem dostępne informacje, więcej mógłby zapewne powiedzieć, jej syn, znakomity muzykolog Michał Bristiger, ale on od lat konsekwentnie odmawia jakichkolwiek rozmów o matce. Ma swoje powody i należy to uszanować.

Interesujące wydają się informacje o żonie Gomułki. On raczej antysemita, a jego żoną była pochodząca z ubogiej, żydowskiej rodziny Liwa Szoken. "Towarzyszka Zofia" podczas kampanii antysemickiej w 1968 uznała jednak, że czystki są potrzebne i osobiście brała w nich udział.

- Przede wszystkim czuła się komunistką i lojalną żoną swojego męża. Słowo towarzysza Wiesława było dla niej święte. Zresztą już wcześniej, tuż po wojnie gorliwie zmieniała nazwiska towarzyszom żydowskiego pochodzenia i z tego powodu nazywano ją nawet "Janem Chrzcicielem z PPR".

Nie sposób odnieść wrażenia, że kobiety, o których pan pisze, są często tylko pretekstem, by opowiedzieć coś o ich partnerach - mężczyznach. Czy szerzej: o epoce.

- Wbrew pozorom, bardzo mało wiemy o obyczajowej stronie życia dygnitarzy PRL. A wybielanie się po latach pani Niny Andrycz czy też zadziwiające relacje synów Bolesława Bieruta można pomiędzy bajki włożyć. Są, na szczęście, inne relacje, które weryfikują opinie członków rodzin prominentów. Pani Andrycz mogła twierdzić, że interesował ją wyłącznie teatr, co nie przeszkadzało jej w towarzyskich wizytach (wraz z mężem) w Legnicy w dowództwie Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej u marszałka Rokossowskiego. Nasłała również Służbę Bezpieczeństwa na młodego Janusza Głowackiego za ironiczną recenzję sztuki, w której grała.

Prof. Ariadna Gierek w wydanej niedawno książce również (delikatnie mówiąc) wielokrotnie mija się z prawdą. Może i czasem kopiowała zachodnie wzory odzieży, ale nie przez szyby wystaw. Polscy prominenci epoki Gierka bez opamiętania robili zakupy za "żelazną kurtyną", co wprowadzało w osłupienie nawet sowieckich obserwatorów. Stanisława Gierek wprawdzie do fryzjera do Paryża nie latała, ale raz na kwartał zjawiała się wraz z rodziną na solidnych zakupach w Wiedniu. A pamiętajmy o ówczesnej wartości złotówki do walut wymienialnych i średniej krajowej w Polsce.

Jeśli chodzi o Gierka, to zaskoczyła mnie informacja, że był bardzo leniwy Pisze pan, że uciekał z KC, by jak najszybciej zasiąść w kapciach za telewizorem w domu, w którym rządziła już jego żona Stanisława. Jedna informacja z życia prywatnego, a rzuca zupełnie inne światło na tę postać...

- Podobno żony bał się bardziej niż Leonida Breżniewa. To właśnie jest moim celem, przedstawienie naszych prominentów - bez względu na epokę - od strony ich życia prywatnego. Wracając natomiast do towarzysza Edwarda, to 20 lat pracy w zachodnich kopalniach nie pozostało na nim bez efektu. Lubił pleśniowe sery i zupę z muli, chociaż nie pogardzał również rodzimymi, zagłębiowskimi przysmakami. Zresztą - jak każdy mężczyzna - lubił dobrze zjeść.

- Wspomina pan o pewnej sinusoidzie, jeśli chodzi o podejście naszych przywódców do zbytków władzy. Rozpasany Bierut, potem dzielący papierosa na pół Gomułka, "zachodni" Gierek, a po nim wojskowo-sztywny Jaruzelski... Czy to były rzeczywiście cechy osobowości tych liderów, czy rodzaj kontry, pokazania odmiennej postawy do w stosunku do poprzednika?

- Zapewne i jedno, i drugie. Nowy reżim musiał odcinać się i odróżniać się od poprzedników, zresztą Gomułka zapewne wierzył w to, co robił. Natomiast Bierut zachowywał się jak pańszczyźniany chłop wypuszczony z czworaków do pałacu. Miał do dyspozycji aż dziesięć luksusowych rezydencji, to robi wrażenie. Nawet jeżeli z pałacu na Natolinie nie korzystał, po tym jak nadział się na rogi jelonka. Zwierzak biegał swobodnie po parku i nie uszanował nietykalności prominenta.

Pisze pan nie tylko o świecie polityki, ale i artystycznym - choć to się często przeplata. Cyrankiewicz miał za żonę Ninę Andrycz, którą, jak dowiadujemy się z pana książki, lubił ponoć sam Stalin.

- Tak, podarował jej nawet futro z norek, którego podobno nigdy nie założyła pozwalając, aby zjadły je mole. Dziwnie przypomina mi to opowiadanie Billa Clintona, że palił marihuanę bez zaciągania się.

Z kolei pierwszą żoną Mieczysława Rakowskiego, była znana skrzypaczka Wanda Wiłkomirska, a kolejną - aktora Elżbieta Kępińska. Zresztą Rakowskiego często pan cytuje w opisach innych postaci.

- Rakowski miał kompleks inteligenta. Pochodził z chłopskiej rodziny i w młodości rzeczywiście pasał krowy. Imponowały mu eleganckie, wykształcone kobiety z dobrych rodzin. Przez kilkanaście lat tkwił w trójkącie pomiędzy Wiłkomirską (z którą miał dwóch synów) i Kępińską, nie mogąc się zdecydować na żadną z pań. Ostatecznie wybrał Kępińską, ale ten związek był niezwykle burzliwy. Rakowski był świetnym obserwatorem, a jego "Dzienniki polityczne" są doskonała lekturą. I wbrew swojemu tytułowi zawierają sporo informacji obyczajowych. O samym autorze również.

Przybliża pan życie prywatne elity władzy PRL, stąd te osoby wydają się nam - powiedziałbym - mniej demoniczne. Takie wrażenie można odnieść szczególnie, kiedy czytamy u pana o Bierucie, który pozował na ojca narodu. Był - jak się dowiadujemy - oczytany, miał nienaganne maniery... Nie możemy jednak zapomnieć, że - jak to powiedział Tejchma - rządzili nami nie komuniści, ale gangi tzw. komunistów.

- Na tym polegał komunizm. A zmiana reżimu oznaczała przejęcie władzy przez inny gang, który rządził aż do kolejnego buntu społecznego.

Zapowiedział pan kontynuację książki i przedstawienie takich postaci jak Barbara Jaruzelska, Maria Kiszczak czy partnerki Jerzego Urbana. Wydaje się, na pierwszy rzut oka, że będzie łatwiej o informację, bo to wciąż żyjące osoby. Ale właśnie dlatego może być i trudniej. Polityk czy artysta ukazany w szlafroku i kapciach zyskuje na autentyczności, ale nie każdy chce być właśnie tak pokazany...

- Osoby publiczne, zapisujące się w dziejach naszego kraju muszą być na to przygotowane. Zresztą nie wydaje mi się abym gonił za tanią sensacją, a moje informacje są poparte solidną porcją poszukiwań źródłowych. O ludziach z kręgu władzy będę jeszcze pisał, ale wcześniej przyjdzie czas na artystów, a właściwie artystki...

Sławomir Koper. "Kobiety władzy PRL". Wydawnictwo Czerwone i Czarne, 2012

Więcej o:
Komentarze (70)
Dewotka Wasilewska, pantoflarz Gierek, trzy kobiety Bieruta... Prywatne sekrety elit PRL-u [WYWIAD]
Zaloguj się
  • npl74

    Oceniono 108 razy 72

    <i>A zmiana reżimu oznaczała przejęcie władzy przez inny gang, który rządził aż do kolejnego buntu społecznego.</i>

    Zawsze aktualne.

  • ml2403

    Oceniono 174 razy 66

    Jedna tylko uwaga do w sumie ciekawego artykułu. W Polsce powojennej nie było komunistów, ani nikt nie chciał komunizmu wprowadzać. To 89 roku Kaczyński i jemu podobni zaczęli mówić o włodarzach PRL komuniści, żeby bardziej ich związać ze Związkiem Radzieckim , gdzie zakładano powstanie komunizmu. W Polsce tak daleko nie sięgano i mówiono w PRL tylko o socjalizmie, który wg nauk Marksa i Lenina miał być formą pośrednią i dopiero przystankiem do komunizmu.

  • mensch37

    Oceniono 137 razy 73

    Z równą precyzją zacznijcie pisać o waszych " bohaterach " ; szczególnie tych wyniesionych na piedestały po jakże zbawczej " transformacji " czyniącej z oblicza ziemi , teeeeej ziemi , żenującą jarmarczną budę w sercu Europy , matecznik ubóstwa , bezrobocia , beznadziei , ciemnoty , NIETYKALNEGO bastionu i fortecy klerykalizmu oraz totalnego upadku człowieczeństwa objawiającego się nawałą chamstwa , agresji , zdziczenia i zwyrodnienia jakich NIE ODNOTOWUJĘ W SWEJ PAMIĘCI . Bareja miałby obecnie pełne ręce roboty ; bowiem gdyby zetknął się z absurdami jedynie słusznego kapitalistycznego raju ; miast rechotać jak to czynił przed laty ; miałby nad czym zapłakać .

  • nessuno

    Oceniono 53 razy 33

    "Bierut zachowywał się jak pańszczyźniany chłop wypuszczony z czworaków do pałacu."

    Dziś jest dokładnie tak samo. Te nasze "elyty" zachowują się dokładnie tak samo,a nawet gorzej. Komuniści świętoszkami nie byli i też kombinowali, dzisiejsza swołocz jest wiecznie nienażarta.

  • sselrats

    Oceniono 77 razy 29

    Wiedzialem, ze Gierek byl glabem - ale zeby siadac za telewizorem zamiast przed?!!!

  • tomesio

    Oceniono 48 razy 28

    "Na tym polegał komunizm. A zmiana reżimu oznaczała przejęcie władzy przez inny gang, który rządził aż do kolejnego buntu społecznego."

    To jaki gang teraz rządzi?

  • jakobhorner

    Oceniono 37 razy 23

    Teraz też rządzą gangi, co się zmieniło? Zwłaszcza na poziomie samorządów. Bliżej widać gorzej. Nie ma żadnej kontroli prezydentów miast, którzy - w obliczu bezbronnych, dennych mediów lokalnych - mogą rządzić do utraty tchu.

  • piss.off

    Oceniono 18 razy 14

    czekam na rewelacje o komunistach kaczynskich

  • hans_close

    Oceniono 57 razy 13

    Czy to prawda, ze familia Kłamczyńskich to Rosyjscy Żydzi, którzy wyparli się własnych przodków i ich wiary, aby uciec z Ukrainy przed Wielkim Głodem?
    WIĘCEJ: www.raportnowaka.pl/news.php?typ=news&id=320

    Czy to prawda, że wujem Kłamczyńskich jest zbrodniarz stalinowski Wilhelm Świątkowski?
    WIĘCEJ: www.raportnowaka.pl/news.php?typ=news&id=319

    Czy to prawda,że odurzony "małpką" Lesio wygadał się dziennikarzowi?
    WIĘCEJ: www.wnp.pl/informacje/na-pogrzebie-prezydenta-kaczynskiego-beda-jego-kuzyni-z-ukrainy,107009_1_0_0.html
    "Moja babka rodzona, znaczy matka mojego ojca, pochodziła z Ukrainy i to dalekiej, z rejonu Odessy. Także w Odessie mam rodzinę, ale z drugiej strony, od strony mamy, mam kuzynów dalszych. Na Ukrainie wiele lat swojego życia spędził mój dziadek. Tak że oczywiście, są tutaj dosyć silne związki. Ale wśród Polaków przecież to nic oryginalnego" - powiedział w wywiadzie radiowym z 2006 roku, cytowanym na stronie internetowej prezydenta RP.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX