Do sklepów Makro nie wejdziesz z małym dzieckiem. Klient: To dyskryminacja

17.10.2012 14:43
Operator wózka widłowego może nie zauważyć małego dziecka - twierdzą przedstawiciele sklepu

Operator wózka widłowego może nie zauważyć małego dziecka - twierdzą przedstawiciele sklepu (Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta)

Do sklepów sieci Makro nie można wejść z dzieckiem mającym mniej niż 1,4 m wzrostu. Bulwersuje to niektórych klientów. - Nie rozumiem polityki Makro i dla mnie jest ona oderwana od rzeczywistości - pisze Bartosz, czytelnik Alertu24.pl. Pracownicy sklepu tłumaczą się regulaminem i przekonują, że to dla dobra klienta.
Regulamin sieci Marko jasno podkreśla: do sklepu nie można wprowadzać zbyt niskich dzieci. Chodzi o zagrożenie związane z krążącymi po hali wózkami widłowymi. Ich operatorzy mogą nie zauważyć osoby o wzroście poniżej 1,4 metra. - Dla mnie to jawny przykład dyskryminacji i podziału klientów na lepszych i gorszych - mówi Bartosz Danowski, były klient sieci.

Ostrzegajcie, nie zakazujcie

- Teren hal nie jest miejscem bezpiecznym dla małych dzieci, nawet jeśli przebywają one pod opieką rodziców, w wózkach czy na rękach - twierdzi Magdalena Figurna, przedstawicielka sieci Makro. - Chwila nieuwagi mogłaby prowadzić do tragedii, której za wszelką cenę chcemy uniknąć. Nawet kosztem niezadowolenia niektórych klientów, którzy chcieliby robić zakupy w dni powszednie ze swoimi pociechami - dodaje.

Zdaniem naszego czytelnika polityka sklepu jest zupełnie nietrafiona. - Za bezpieczeństwo dziecka odpowiada rodzic, nie sklep - twierdzi. - Nie rozumiem zakazu noszenia dziecka na rękach lub w nosidełku. Skoro ja mam powyżej 1,4 m i jestem bezpieczny, to trzymane przeze mnie dziecko także powinno być bezpieczne - mówi portalowi Gazeta.pl.

W ocenie klienta sklep nie powinien zakazywać wprowadzania dzieci, a jedynie ostrzegać o możliwości wystąpienia zagrożenia. - To rodzic odpowiada za bezpieczeństwo dziecka i rodzic podejmuje decyzję, czy wejść z nim do sklepu - przekonuje. - Zasada jest rezultatem wieloletnich obserwacji i badania problemu bezpiecznej obsługi. Zakaz nie ma charakteru dyskryminującego - ripostuje Magdalena Figurna.

Nie ma nawet kącika dla dzieci, jak w innych sklepach

Dla rodziców Makro przewidziało furtkę - w weekendy do sklepu można zabrać dzieci do sklepu. Problem w tym, że specyfika sieci polega na tym, że jego klienci to najczęściej osoby prowadzące własną działalność gospodarczą. Ich tydzień pracy często nie jest usystematyzowany. - Prowadząc działalność gospodarczą nie mam weekendów - mówi Bartosz Danowski. - Pracuję wtedy, gdy mam coś do zrobienia. To równie dobrze może być sobota lub niedziela - dodaje.

Nasz czytelnik jest zdania, że Makro spokojnie mogłoby ominąć ten problem. - Skoro tak boją się o bezpieczeństwo, dlaczego nie zorganizują kącika dla dzieci? - pyta. - Tak robi wiele dużych sklepów. Tam rodzić spokojnie może zostawić dziecko podczas zakupów - twierdzi.

Magdalena Figurna przyznaje, że pomysł stworzenia takiej przestrzeni jest warty rozważenia.

Zobacz także
Komentarze (292)
Zaloguj się
  • 45rtg

    Oceniono 1352 razy 1174

    Noż kurde, to jest HURTOWNIA, a nie spożywczak osiedlowy. Jakim palantem trzeba być żeby się tam pchać z dzieckiem, ech...

  • squadack

    Oceniono 853 razy 757

    Wiem, już napisano. Ale też napiszę: Makro to jest HURTOWNIA a nie centrum handlowe!

  • pamparampapam

    Oceniono 752 razy 688

    Składając wniosek o kartę klienta Makro,warto przeczytać regulamin zamiast robić z siebie sierotę.

  • klara551

    Oceniono 594 razy 572

    Za bezpieczeństwo dziecka w sklepie odpowiada rodzic? A skąd te procesy bo dzieci coś ściągnęły, coś otworzyły, coś niewłaściwego zjadły? Dzieci puszczane samopas już w supermarketach to problem. Hurtownie takie jak Makro gdzie nawet klienci jeżdżą ogromnymi często załadowanymi wózkami to już duuuży problem. Mam pytanie do oburzonych postawą hurtowni czy własne pociechy wpuszczają np do kuchni we własnej knajpie i to bez nadzoru? Czy ich dzieci mogą swobodnie biegać po zapleczu sklepu,buszować między środkami czystości.A może w ich firmach ich dzieci bywają tylko pod czujnym okiem opiekunów i tam gdzie nic im nie grozi? Byłam świadkiem jak dziecię otwierało/rozrywało/ po kolei wszystkie pudła z zabawkami a ściągnięty przez głośniki rodzic był święcie oburzony ,że obsługa się czepia.

  • doktor_kidler

    Oceniono 530 razy 508

    Przecież te przepisy obowiązują w Makro od mniej więcej 20 lat!! Sam pamiętam, jak jako dziecko nie zostałem tam wpuszczony...

  • pregierz

    Oceniono 370 razy 354

    Odkąd Makro jest w Polsce zawsze tak było, jakiś nawiedzony puścił brednie na Alert a gazecina to łykneła bez popitki. Gratulacje. Są brukowce i szmatławce, wielkimi krokami zbliżacie sie do tych drugich.

  • ch3heg

    Oceniono 336 razy 300

    Tez jestem zdania ze ojcicec powinien odpowiadac za swoje dziecko ale gdyby sie cos stalo to bylby larum ze w makro niebezpiecznie i pewnie sprawa w sadzie. a wlasciciel powinien miec mozliwosc wpuszczania kogo chce - jego sprawa czy chce miec w sklepie lysego czy moze nie lubi bezwlosych.

  • the_qwert

    Oceniono 230 razy 188

    Dobrze że ten klient nie był obcokrajowcem, bo była ksenofobia, a nie daj Boże żeby był innego koloru, bo by był dodatkowo rasizm. A jak by to była kobieta to jeszcze byłby to szowinizm. To makro nawet nie wie, że było o krok od protestów z pochodniami pod swoimi drzwiami... .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane