Szef rosyjskich lekarzy ws. Smoleńska: Wiedzieliśmy, że konieczne będą badania DNA

13.10.2012 12:25
Smoleńsk. Obchody II rocznicy katastrowy

Smoleńsk. Obchody II rocznicy katastrowy (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

- Zrozumieliśmy, że konieczne będą badania DNA. Dlaczego? Ciała były bardzo rozdrobnione - mówi "Newsweekowi" doktor Wiktor Kołkutin, szef rosyjskich lekarzy, którzy identyfikowali ciała ze Smoleńska. - Między nami a Polakami nie było żadnych zatargów - dodaje.
Wiktor Kołkutin opowiada o 10 kwietnia. - Poranek zaczął się od telefonu z Ministerstwa Ochrony Zdrowia. Dostałem rozkaz, żeby być w gotowości. Zrozumiałem, że coś się stało. Resztę znalazłem sam, w internecie.

Z relacji lekarza wynika, że na początku nikt nie wiedział, gdzie odbędzie się identyfikacja zwłok. - Na miejscu w Smoleńsku czy w Moskwie. Mniej więcej ok. godz. 16 mieliśmy już wstępne rozeznanie, w jakim stanie są ciała. Zrozumieliśmy, że konieczne będą badania DNA. Dlaczego? Ciała były bardzo rozdrobnione. Jasne stało się również, że bezbłędnie zidentyfikować taką liczbę zwłok w bardzo krótkim czasie można było jedynie w Moskwie.

"Polacy przyłączyli się niezbyt szybko"

- W Smoleńsku jest lokalny Urząd Medycyny Sądowej, więc na miejscu nie zabrakło specjalistów do zbierania szczątków. Ich pracę nadzorowali moi zastępcy. Członkowie tej ekipy działali bardzo szybko. Szukali fragmentów ciała, umieszczali je w pojemnikach do transportu, przygotowali dokumentację. Większość ciał trafiła do Moskwy już wieczorem, w następnych dniach dowożono kolejne. Oprócz zwłok Lecha Kaczyńskiego, które zostały rozpoznane jeszcze w Smoleńsku przez jego brata i stamtąd przetransportowane do Polski - zaznaczył.

Zdaniem Kołkutin Polacy do identyfikacji przyłączyli się "niezbyt szybko". - Przyjechali dopiero następnego dnia. Pamiętam, jak przebierali się w te swoje uniformy, kręcili się tu i tam, bez pośpiechu. Kiedy jednak przystąpili do pracy, to nie było między nami żadnych zatargów.

"Nikt od Polaków nie oczekiwał bohaterskich czynów"

- Końcowe ekspertyzy opracowywali nasi eksperci, to oni odwalili znaczną część pracy. Powiem tak: jeżeli chodzi o sam proces identyfikacji, to nikt od Polaków nie oczekiwał bohaterskich czynów. Zresztą sami się do nich specjalnie nie wyrywali. Byli nam głównie potrzebni po to, by dostarczać materiał, który mógł pomóc przy rozpoznawaniu ciał - opowiada.

Polacy mieli pomagać w identyfikacji m.in. ciał w mundurze. - Mówili nam także, kto miał jakieś cechy charakterystyczne. Kto miał długie włosy, kto był blondynem, a kto miał ciemne włosy. Około 90 proc. informacji na temat cech fizycznych ofiar - w tym ubrań, uzębienia czy biżuterii - dostarczono nam w ciągu pierwszej doby - mówi Kołkutin.

Przypomnijmy, ekshumacja wykazała, że w grobie Anny Walentynowicz leżała inna ofiara katastrofy smoleńskiej. Ks. Henryk Błaszczyk, który w Smoleńsku pomagał zidentyfikować ciało działaczki, przyznał na antenie TVN24, że do pomyłki musieli dopuścić Rosjanie. Duchowny przyznał, że w całym procesie sprowadzania ciał ofiar katastrofy z Rosji po polskiej stronie "za mało było determinacji, a za dużo przeświadczenia o życzliwości Rosjan".

Cały wywiad w poniedziałkowym "Newsweeku" .

Zobacz także
Komentarze (70)
Zaloguj się
  • dziadekjam

    Oceniono 58 razy 26

    "Pamiętam, jak przebierali się w te swoje uniformy, kręcili się tu i tam, bez pośpiechu."
    ==============================================================
    Ten opis nie pozostawia wątpliwości, że facet mówi prawdę...Tak wygląda typowy "polski zapał do pracy".

  • wiesiek098

    Oceniono 28 razy 22

    Pamiętam tylko tyle jak wszyscy naciskali na ekspresowe tempo.Jaki efekt widzimy teraz.
    Na śledztwo również są naciski na prokuraturę i też chce się ekspresowego tempa.W tym wypadku tylko niektórzy redaktorzy i poseł Macierewicz już wszystko wiedzą lepiej od prokuratury......Jaki tego efekt - to widać .....Zamach.....a brzozy nie było.....

  • jerjar

    Oceniono 31 razy 21

    Duchowo mała, pod tym względem najmniejsza w Polsce, partia wspiera pretensje małostkowych ludzi w gruncie rzeczy do losu, ale adresowane do polskiego rządu i do Rosjan.

    Jeśli mieć pretensje, to do tego, który zaprosił tamtych ludzi na pokład, a potem swoją postawą i wysyłając do kokpitu cerbera, nie zapewnił bezpiecznego lądowania.

  • supertlumacz

    Oceniono 21 razy 17

    Nie można bylo rozpoznać ciał? Ewa Blasik, Antek,Jarek wielokrotnie powrarzali o dobijaniu rannych.
    Aha, hel z Teorii mecenasa Rogalskiego znieksztalcił im twarze, kończyny, członki!

  • condor82

    Oceniono 22 razy 16

    Smutna prawda jest taka że zwłoki pomylono już w trakcie identyfikacji.Gdyby badania genetyczne wykonano od razu to nie byłoby kwasów.Tak to jest gdy ciała identyfikuje obcy człowiek a nie rodzina.
    W części przypadków niewątpliwie rodziny zdawały sobie sprawę z pomyłki i dlatego od początku naciskaly na ekshumację.No bo jak ksiądz może sie pomylić?A tak można zwalić winę na Rosjan.A ksiądz by ekskomunikował.

    A swoją drogą co z tym telefonem sateltarnym?
    Billing jest?Niech Tusk wreszcie ujawni tę sprawę to będzie pare problemów mniej.

  • niezyczliwypisiorom

    Oceniono 27 razy 11

    a mnie ciekawi czy doszłoby do zamiany ciał gdyby rodziny grzebały swoich bliskich na swój koszt ?

  • ziutekliv21

    Oceniono 18 razy 10

    O co chodzi na tym pierwszym zdjeciu?
    Te baby modla sie do drzewa?
    To chyba jakas tradycja wywadzaca sie jeszcze od poganskich slowian?

  • blski

    Oceniono 7 razy 7

    Strona polska wywierala presje zeby ciala byly jak najszybciej odeslane do Polski, to eliminuje mozlosc identyfikacji za pomoca DNA. Jakakolwiek zwloka bylaby interpretowana jako matactwo strony rosyjskiej.
    Polskie przepisy zabraniaja otwierania trumien. Niesposob z tego wybrnac.
    Pomylki zdarzaja sie w kazdej pracy i w kazdej sytuacji. Pracujac w pospiechu i pod presja wiekszosc popelni ich wiecej.
    Czy ktos o zdrowych zmyslach moze przypuscic, ze Rosjanie zrobili je celowo? Jakie mieliby do tego powody?
    Kołkutin mowi , ze "ciała były bardzo rozdrobnione", w takim przypadku przeprawadzenie identyfikacji jest praktycznie niemozliwe. Niewatpliwie byly tez fragmetny ktorych w zaden znany sposob nie dalo(by) sie zidentyfikowac. Co zrobic z takimi.
    Mozna na to spojrzec od strony zasadniczej, czy naprawde jest tak bardzo wazne dla rodziny czy ten ktorego nazwisko jest na nagrobku rzeczywiscie tam spoczywa i czy jest w calosci? Jezeli tak, to mozna im wspolczuc ubostwa intelektualnego i moralnego.
    Setki tysiecy polskich rodzin musialo, po Wojnie, sie pogodzic, ze niemozliwe lub niepraktyczne jest zidentyfikowanie zwlok. W przypadku mojego dziadka napisano, na grobie rodzinnym, pod jego imieniem "grob symboliczny" (zginal w szpitalu zamordowany przez Niemcow w Rzezi Woli, jego cialo pochowano we wspolnym grobie).

  • zigzaur

    Oceniono 12 razy 6

    Pod stwierdzeniem "To są zwłoki Anny Walentynowicz" musiała podpisać się osoba, która denatkę znała. Bardzo wątpliwe, aby jakikolwiek Rosjanin, czy lekarz czy nie lekarz, wiedział o istnieniu Anny Walentynowicz. Zarówno w 1980 jak i w 2010.
    Władze rosyjskie trochę dały ciała. Powinny od razu na miejscu sporządzać całą dokumentację dwujęzycznie, po rosyjsku i polsku, z podpisami przedstawicieli strony polskiej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje