Raport NFZ ws. 5-latka z Gostynia: Poważne uchybienia w działaniu szpitala

12.10.2012 17:57
Nie było całodobowej opieki lekarskiej, lekarz pełnił dyżur "pod telefonem", a w izbie przyjęć panował bałagan - takie m.in. zarzuty przedstawił NFZ w specjalnym raporcie dyrekcji szpitala w Gostyniu. W sierpniu 5-letni Adaś po wypadku samochodowym trafił do gostyńskiej lecznicy, a następnie czekał tam kilka godzin na transport do Poznania. Za zaniedbania szpital zapłaci karę ponad 48 tys. zł.
- Z protokołu pokontrolnego wynika, że szpital powiatowy w Gostyniu nie zapewnił na oddziale chirurgii dziecięcej całodobowej opieki lekarskiej. Stało się tak, mimo że zobowiązał się do tego w umowie podpisanej z NFZ. W momencie, gdy do szpitala przywieziono ciężko poszkodowanego Adasia, na miejscu nie było chirurga dziecięcego - potwierdza TOK FM Karol Chojnacki, szef wielkopolskiego Funduszu. - Szpital w Gostyniu po prostu tego wymogu nie spełnił. I dodaje: - Mimo że takich lekarzy posiadał. Później dyrektor gostyńskiej lecznicy tłumaczył mediom, że chirurg, który powinien być na oddziale, pełnił swój dyżur "pod telefonem". W taki sposób udzielał też wskazówek lekarzowi, który zajął się poszkodowanym chłopcem.

Bałagan w izbie przyjęć

Tymczasem ustawa o działalności leczniczej w ogóle nie przewiduje telefonicznej formy pełnienia dyżuru przez lekarza. Kontrolerzy uznali, że taki sposób zorganizowania opieki na oddziale chirurgii dziecięcej, przyjęty przez dyrekcję, był niedopuszczalny. Kontrolerzy wykryli też bałagan w izbie przyjęć związany z organizacją transportu chorych i dysponowaniem karetek. Dlatego szpital w Gostyniu za zaniedbania zapłaci karę w wysokości ponad 48 tysięcy złotych. Na naprawę sytuacji gostyńska lecznica ma dwa tygodnie.

Po tym czasie NFZ sprawdzi, czy w szpitalu wszystko działa tak, jak powinno. - Mało tego, podczas kontroli przyjrzymy się, czy zostały spełnione wszystkie wymogi określone i przez ministra zdrowia i przez wielkopolski NFZ - zapewnia dyrektor Chojnacki.

Mama ma żal do LPR

Katarzyna Mrugalska, mama 5-letniego Adasia, największy żal ma dziś do dyspozytora Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który w sierpniu odmówił transportu jej syna do Poznania. LPR argumentował wówczas, że w Gostyniu nie ma bezpiecznego lądowiska. Dla ratowników nie miało znaczenia, że w odległości 500 metrów jest stadion, na którym już lądowały helikoptery pogotowia. - Dwa tygodnie temu, w tym samym miejscu, z którego pogotowie lotnicze miało zabrać moje dziecko do Poznania, po ranną dziewczynę przyleciał helikopter. Co zatem zmieniło się w przepisach od sierpnia do teraz? - pyta pani Katarzyna.

Mama Adasia jest jednak niezmiernie wdzięczna lekarzom z Poznania za pomoc, jakiej udzieli jej synowi. - Szczególnie chcę podziękować panu doktorowi Mańkowskiemu za to, że tak fachowo zajął się moim dzieckiem, ale pamiętam też, jak wiele dobrego uczynił dla Adasia doktor Burzyński z Gostynia, który pierwszy udzielał mu pomocy.

Chłopiec w instytucie pediatrii w Poznaniu przeszedł trzy operacje. Lekarze musieli usunąć nerkę i zrekonstruować pękniętą dwunastnicę. - Od dwóch tygodni Adaś jest już z nami w domu i czuje się coraz lepiej, ale co tydzień musimy jeździć na kontrole do Poznania - podkreśla pani Katarzyna. Dziecko musi też brać leki. Na razie specjaliści nie potrafią powiedzieć, czy za jakiś czas chłopiec nie będzie wymagał kolejnych operacji. Nie wiadomo też, kiedy wróci do pełni zdrowia.

Zobacz także
Komentarze (22)
Zaloguj się
  • korcia2000

    Oceniono 3 razy 3

    A jaka kara spotkała Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Zdaje się, że głównym winowajcą było właśnie ono...

  • mindflayer

    Oceniono 9 razy 7

    e-kancelaria.pl/publikacja/Opinia-w-sprawie-dyzuru-pod-telefonem
    "Zgodnie z treścią art. 32k ustawy o zakładach opieki zdrowotnej lekarz może zostać zobowiązany do pozostawania poza zakładem opieki zdrowotnej w gotowości do udzielania świadczeń zdrowotnych potocznie zwane dyżurem pod telefonem. Ustawa o zakładach opieki zdrowotnej przewiduje, iż za każdą godzinę pełnienia dyżuru pod telefonem należy się wynagrodzenie w wysokości 50% stawki godzinowej wynagrodzenia zasadniczego. Wskazana ustawa nie reguluje relacji pomiędzy dyżurem pod telefonem a prawem do dobowego lub tygodniowego odpoczynku. "

    I o te 50% dyrektorowi chodzi, bo jest dobrym gospodarzem i pilnuje pieniędzy publicznych, do czego władza zawsze zachęcała, np. "nie można dolewać pieniędzy do dziurawego systemu" (Donald Tusk, 21.01.2008).
    Lekarz ma być w gotowości do wykonywania pracy, ale wystarczy mu zapłacić połowę tego, co trzeba jeśli przebywałby w tym czasie w szpitalu. Tak jest w wielu krajach, tylko niekiedy zamiast wynagrodzenia lekarz dostaje np. wolne dni za dyżur pod telefonem. Pomijam to, że w takim szpitalu to jest jeden, może dwóch chirurgów ze specjalizacją. Jak oni mieliby stale dyżurować?

  • ergosumek

    Oceniono 13 razy 3

    To jest odwracanie kota ogonem, burdel w szpitalu burdelem, ale w tej sprawie główny smaczek to odmowa wysłania helikoptera po ciężko chore dziecko.
    Co z tym dyspozytorem?

  • kurzyrozumek

    Oceniono 9 razy 5

    Kara ponad 48 tys. zł, zapewne podreperuje budżet Gostyńskiego szpitala i rychło doprowadzi do likwidacji etatu chirurga.

  • zbycholj23

    Oceniono 9 razy 3

    Adasiowi życzę szybkiego powrotu do zdrowia. A na marginesie- to jakie mogą być przepisy w chorym państwie?

  • dust-on-the-wind

    Oceniono 24 razy 12

    pan doktor pełnił dyżur "pod telefonem" ale kasę brał - naprawdę. A dziecka jakiś debil nie pozwolił przewieżć śmigłowcem. I cierpiało parę godzin. A jaka kara grozi - debilowi? A doktor kasę wziął? za siedzenie w domu na du...pie?

  • 45rtg

    Oceniono 12 razy 2

    Przepisy w lotnictwie pisane są krwią. A nie zmieniane na życzenie jakiegoś andersa76. Smoleńsk najlepszym przykładem.

  • garkuchta

    Oceniono 20 razy -4

    Artykuł dedykuję wszystkim, którzy wtedy wyzywali LPR od bydlaków i morderców.
    A redakcji dziękuję za przedstawienie wniosków z kontroli. Pouczających dla krzykaczy i pyskaczy, mam nadzieję.

  • anders76

    Oceniono 26 razy 6

    Taka forma dyzuru dla subspecjalisty jest wlasciwa, bo w szpitalu nie ma co robic. Naturalnie mysi byc umowienyczas dotarcia do szpitala na wezwaniem zwyczajowo najdalej w pol godziny. Praca specjalisty, nawet bierne oczekiwanie w szpitalu, kosztuje sporo kasy i specjalistow nadmiaru tez nie ma, wiec trzeba mu zapewnic wypoczynek po dyzurze a to znowu kwestia zatrudnienia dodatkowego lekarza itp. , itd.
    Natomiast LPR sie kompletnie skompromitowal. W ratownictwie obowiazuje realne zycie a nie "zarzadzenia". Przepisy mozna dyskutowac jak sa bzdurne ale oceniac sytuacje trzeba na biezaco a to bylo proste, ciezko chory wymaga pilnego i w miare delikatnego transportu, technicznie nie ma przeszkod do wykonania lotu wiec sie leci i potem dyskutyuje. Jak ktos woli papierkowy regulamin niz rozsadek to powinien zmienic prace na wylacznie papierkowa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje