Idzie moda na... niejedzenie na mieście

09.10.2012 19:05
Polacy zaciskają pasa, częściej kupują w dyskontach, mniej wydają w restauracjach

Polacy zaciskają pasa, częściej kupują w dyskontach, mniej wydają w restauracjach (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Polacy zaciskają pasa, częściej kupują w dyskontach, mniej wydają w restauracjach, oszczędzają na czarną godzinę. W samym Szczecinie tylko po wakacjach zamknęło się już kilka kultowych restauracji, a nad wieloma wisi widmo zamknięcia. - To nie kryzys w portfelach, ale w głowach - ocenia socjolog Maciej Bejnarowicz
Z mapy gastronomicznej Szczecina znikają kolejne znane restauracje, najtrudniej mają się miejsca z menu skierowanym do klasy średniej, gdzie można było zjeść za około 30-40 zł za osobę. Stali klienci zaglądają tu coraz rzadziej, a nowych jest coraz mniej. Do restauracji Jacka Nowaka zapukał już komornik. Właściciel na pytanie: "co dalej?" odpowiada dyplomatycznie: - Robimy wszystko, by odnaleźć się w tej nowej sytuacji, trzeba to po prostu przetrwać. Początek jesieni zawsze w gastronomii był ciężki, ludzie muszą się przyzwyczaić do tego, że trzeba wziąć parasol, ubrać coś cieplejszego - zrzuca winę na pogodę Nowak. Tymczasem na stronie komornika sądowego przy Sądzie Rejonowym Szczecin-Centrum wisi już zaproszenie na 23 października na licytację sprzętów należących do kultowej Bramy Jazz Cafe.

Kiedy byłaś/byłeś w restauracji?

Próbowaliśmy podpytać przechodniów na szczecińskim deptaku Bogusława o to, kiedy ostatni raz byli w restauracji. Część wręcz się czerwieniła i odmawiała odpowiedzi na pytanie. Student Radek przyznał w rozmowie z reporterem TOK FM, że chodzi w takie miejsca coraz rzadziej. - Może raz w tygodniu ze znajomymi jem na mieście, ale staramy się ogarniać jakieś promocje, do 15.00 itp., tak żeby było taniej, wiadomo - kwituje chłopak. Pani Wiesława jest gospodynią domową, jej mąż pracuje. Na pytanie kiedy ostatni raz byli w restauracji, odpowiada bez ogródek: - Nie stać nas na to, z chęcią bym poszła, należałoby się człowiekowi, ale niestety, za daną kwotę, którą wydam w restauracji, to ja zrobię obiad dla całej rodziny - podsumowuje kobieta.

To znak kryzysu?

Zamrożone pensje, drożejąca żywność, paliwo, chemia - z tygodnia na tydzień stać nas na mniej. W takiej sytuacji najłatwiej zrezygnować z rozrywki czy niedzielnego wypadu do restauracji. - Jest już taka atmosfera, że coraz mniej osób pyta o podwyżkę, trzeba się cieszyć z tego, że jest praca, i liczyć na to, że nie obniżą nam pensji. Czy to kryzys? Może niekoniecznie już w portfelach, ale w głowach na pewno - ocenia socjolog Maciej Bejnarowicz. - Ta psychologia na tym etapie odgrywa ogromne znaczenie, powiem więcej, być może już modne staje się niejedzenie na mieście - kwituje socjolog.

Zobacz także
Komentarze (133)
Zaloguj się
  • nchyb

    Oceniono 3 razy 3

    modą bym tego nie nazwała...

  • paka48

    Oceniono 2 razy 2

    Smutne, ale prawdziwe. W restauracji chcę zjeść owszem, ale smacznie i zdrowo! Jestem cukrzykiem. Z żona i wnuczkiem idziemy na obiad do restauracji w Malborku: schabowy jest smażony na oleju po rybach! Czuje smak ryby w ustach! Jako cukrzyk - dla mnie nie ma dania! Do moich łask powracają bary mleczne - tam zawsze jest jedzenie świeże!!! choć mało przyprawione, ale to nie szkodzi. A i ceny umiarkowane. Dalej jadam w restauracjach gdy jestem w trasie, ale tylko w tych, które już sprawdziłem np. "Koga" w Wejherowie. Lecz najlepsze jezenie mam w domu, gdy zrobię sam bo wiem co jem.

  • jerzy.zywiecki

    0

    W Chinach na stołówce studenckiej śniadanko i to niezłe kosztuje na nasze złotówki około 1 zł.,obiad 5 juanów,czyli 2,5 zł. W restauracji 10 - 15 juanów a w garkuchni 5 - 7 juanów,przy zarobkach ok 400$ przeciętnie,łącznie z rolnikami.Wszyscy jedzą " na mieście".W domowych lodówkach jest tylko woda i to nie zawsze.

  • von_seydlitz

    Oceniono 2 razy 2

    Jak dobrze gotują to czasem zaglądnę.....

    Ale częściej robię zakupy i gotuję w domu - bo smaczniejsze.... w tych "średnich" knajpach rzadko można znaleźć dobrego kucharza, no chyba że się znajdzie ale tak "w ciemno" to trudno trafić....

    Więc albo idziesz do drogiej knajpy, albo do sprawdzonej (często niestety nie jest po drodze) albo..... nie no lepiej ugotuję sam....

    :)

  • nameja

    0

    Obiad w moim miejscu pracy, czyli w szkole kosztuje dla pracownika coś koło 10 zł (nie wiem dokładnie), wiem też, że są inne możliwości zjedzenia tanio w mieście, np w uczelnianej stołówce, czy gmachu starostwa. Jeśli gotuje się samemu, też wychodzi podobnie. Można zjeść coś dobrego, wartościowego. W restauracji jest po prostu drożej. Nie mamy pewności, czy restaurator podaje świeże, dobre jakościowo produkty, bo wiemy, że on też chce oszczędzić. Jakiś czas temu sanepid wykrył w popularnym lokalu (pewnie ktoś doniósł) spermę w sosie czosnkowym. Co z tego, że kucharza wywalili? Poszło na całe miasto. Pracowałam nie raz w lokalach w czasie wakacji, raz pomagałam koleżance w barze. Wszystko ok, ale wolę wiedzieć, co jem.

  • pis-dryk

    0

    To z cenami się zgadza - jest za drogo.
    Kiedyś na przeciwko DS3 w Toruniu była knajpa w kamienicy, taki studencki wycap z PRL-owskim wystrojem (taka estetyka...). Tam za 8 zł jadło się kopiec frytek, schabowego (fakt, że więcej panierki niż mięsa, ale ja nie Gesslerowa, żebym kotletem rzucała) i surówkę z kapuchy. Wszystko było świeże, robione na bieżąco, bo paniom po prostu nic nie zostawało - tylu mieli klientów. Da się? Oczywiście, że się da.
    Nie twierdzę, że teraz da się ugotować za 8 zł, bo to niewykonalne (różnica w wartości pieniądza od 2006 roku jest ogromna), ale wystarczy dostosować stawki do klienteli, a już się wiele zmieni. Tamtym paniom się udało, bo wiedziały, o których klientów walczyć, ale tego niektórzy restauratorzy nie wiedzą.

  • ferrment

    Oceniono 1 raz 1

    "- To nie kryzys w portfelach, ale w głowach - ocenia socjolog Maciej Bejnarowicz"

    Kryzys w głowie to ma ten socjolog.

  • majek-1348

    Oceniono 1 raz 1

    Armia "liczygroszy " rośnie, już bardzo, bardzo wielu nie stać na skorzystanie z toalety na mieście, nie tylko na ryzykowne spożywanie podejrzanych pokarmów. majek

  • kharper

    0

    w Chinach taniej jadac w restauracjach niz gotowac bo Chinczycy wiedza ze restauracji profit dziala na ilosci sprzedanych talerzy a nie na cenie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje