"Patomorfolodzy siedzieli przed prosektorium, Rosjanie do niczego nie dopuszczali" - lekarz przerywa milczenie

07.10.2012 14:17
Wrak Tu-154

Wrak Tu-154 (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Kilka dni po katastrofie smoleńskiej powiedziałem do żony "wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować" - mówi Dymitr Książek, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, w rozmowie z "Wprost". Książek był w Moskwie podczas identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej.
Książek do Moskwy pojechał 11 kwietnia 2010 r. na polecenie ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz. - Miałem poczucie, że minister Kopacz chce dużo zrobić, że chce pomóc. Ale wiem też, że to, co tam się działo, złamało ją, przerosło. Jak wszystkich - mówi w wywiadzie dla najnowszego numeru "Wprost".

- Dostaliśmy informację, że będziemy się zajmowali rodzinami ofiar. Baliśmy się tylko, że jest nas pięciu na jakieś 200 osób. Pamiętam żonę rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, która informowała nas o przebytych chorobach męża, jego znakach szczególnych. Była przekonana, że to, co mówi, może przyspieszyć identyfikację zwłok. A my przecież nie zdawaliśmy sobie sprawy, że będziemy pomagali przy identyfikacjach, że będziemy w chłodniach, w prosektorium, wszędzie - mówi.

"Nic nie wiadomo, patomorfologów brak. Ministrowie nocą zwołali spotkanie"

Według Książka Rosjanie nie mogli skończyć sekcji do 11 kwietnia, bo trwały one jeszcze przez kilka dni po przyjeździe medyków. - Polscy patomorfolodzy lecieli tam z myślą, że "wszystkie ciała będą gotowe do okazania i identyfikacji". - Mówiło się, że rodziny będą wchodziły, rozpoznawały, wychodziły i wracały do Polski. Że ciała do trumien i do Polski... - wspomina.

Tymczasem po dojeździe do Moskwy zabrano wszystkim paszporty i oddano dopiero po dwóch dniach. Lekarzy wraz z rodzinami przewieziono do hotelu i dano kolację. - Część rodzin chciała jechać, identyfikować swoich bliskich, nikt nie chciał spać. Ale nic nie było wiadomo. Techników, patomorfologów nie było. Późną nocą minister Arabski i minister Kopacz zwołali spotkanie. Rodzinom dano sutą kolację - bliny z kawiorem - i kazano czekać - mówi tygodnikowi.

"Okazało się, że Rosjanie do niczego nie dopuszczają"

Negatywnie wspominał proces identyfikacji ciał. - Poszedłem z mężem i matką jednej z ofiar na tzw. przesłuchanie. Siedzi taki chłopak, prokurator. Zaczyna pytać o dane personalne, ale po rosyjsku, a tłumacza nie ma. Przez 15 minut pisze rosyjskimi bukwami adres zamieszkania najpierw męża ofiary, potem matki. Zanim dochodzi do pytań przydatnych do identyfikacji, mija co najmniej godzina. Cały jeden dzień na tym był stracony - mówi.

Patomorfolodzy w tym czasie siedzieli przed prosektorium. - Siedzieli na drewnianej ławie, przed nimi biurko, na biurku sprzęt m.in. do badań DNA. I czekanie. I nic nie wiadomo, bo nic nie było uzgodnione. Oni byli poinformowani, że będą pomagali w sekcjach, w pobieraniu materiału genetycznego, w identyfikacjach. To są specjaliści wysokiej klasy, a okazało się, że Rosjanie do niczego nie dopuszczają. Cały poniedziałek tak siedzieli. I cały poniedziałek trwało dogadywanie, żeby w końcu weszli do tego prosektorium - opowiada.

"Żonie powiedziałem, że wszystkich jeszcze będą ekshumować"

Książek ratował ludzi z wielu wypadków, ale, jak mówi, nigdy wcześniej nie widział tylu ciał i takiej tragedii". Podczas pobytu w Moskwie on i inni lekarze "byli jak w amoku i spali po godzinę lub dwie na dobę".

- Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka... Ech, nie będę przeklinał... Wie pani, kiedy w czwartek 15 kwietnia przyjechałem do domu, to do żony powiedziałem: "Wiesz, Aga, jeszcze wszystkich będą ekshumować" - dodaje w rozmowie z "Wprost".

Zobacz także
Komentarze (553)
Zaloguj się
  • jackie53

    Oceniono 2 razy -2

    Panie Książek: Milcz pan i wstydu oszczędź! Albo lepiej... zmień pan zawód.

  • von_seydlitz

    Oceniono 2 razy -2

    Kopacz ma dłuugi nos,, Kopacz ma długi nos, o jak bardzo śmierdzi Kopacz (parafraza piosenki Chińskiej).......

    ..

  • zenutek

    Oceniono 2 razy 0

    Panie doktorze Książek, wspomina Pan sytuację, kiedy rodzina rozmawiała z rosyjskim prokuratorem bez tłumacza ponad godzinę i Pan w tym uczestniczył. Cóż więc Pan robił w Moskwie, że nie zareagował na taką sytuację? Po co Pan tam poleciał? Pomagać rodzinom czy tylko z boku się przypatrywać i liczyć, że ktoś z nich zemdleje? Minister Kopacz nie mogła rozerwać się na 96 kawałków, by być przy każdej rodzinie cały czas. Nie po to Was - lekarzy - tam wysłano, aby popatrzył Pan na rozmiar tragedii i dzisiaj miał co Pan opowiadać do mediów. W czym, wreszcie Wy - lekarze - byliście tam potrzebni? Potrzymać za rączkę zrozpaczone rodziny, czy też, aby im pomagać w ich należnych prawach? Szkoda pisać, żenada i okropieństwo w części polskiej służby zdrowia. Najłatwiej dzisiaj zrzucić wszystko na Rosjan i marszałek Kopacz. Wstrętne i haniebne.

  • zomozadwa

    Oceniono 2 razy 0

    odważny gość...
    ciekawe, który z was odważył by się
    powiedzieć Adze...

  • archimago7

    Oceniono 1 raz 1

    Szanowny Adminie zrób porządek z mechaniką forum.
    Ile razy można się bez przerwy co chwila od nowa logować.
    Komentarze znikają, a odpowiedzi nie pojawiają się wcale.

  • ubudubu4

    Oceniono 1 raz -1

    "Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic."
    No przecież trzeba podtrzymywać tą mafijną zmowę milczenia i okłamywania społeczeństwa.
    Prawda zaraz spowodowała by że Niesiołowski, Paradowska, Michnik ogłosiliby że to propisowskie oszołomy.

  • alik-w-plomieniach

    Oceniono 4 razy 4

    Oho, SSakiewicz i Maciorewicz wyciągnęli spod kamienia następną kłamliwą glizdę.

  • cyklista

    Oceniono 6 razy 6

    Tam nie było "ciał ofiar", tylko rąbanka i mielonka. Po katastrofie lotniczej do identyfikacji jest czasem głowa (reszty nie ma), czasem ręka, czasem palec u nogi. Zwykle wszystko nieźle przypieczone. Dopóki ktoś tego jasno nie wyjaśni, będziemy mieli takie jałowe dyskusje jak ta.

  • towarzysz.dyrektor

    Oceniono 6 razy -4

    >>> - Nie, nie mówiliśmy nic przez dwa i pół roku. Tak się umówiliśmy między sobą, że nic. Nawet razem z kumplami, z ratownikami nie rozmawialiśmy o tym, co widzieliśmy tam, w Moskwie. To była taka... Ech, nie będę przeklinał... <<<

    Klamstwa smolenskie wychodza na wierzch. Jeszcze niejeden przerwie milczenie. Przyjdzie czas na postawienie zarzutow.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje