Chlasta pyta prof. Lwa-Starowicza: mały "skok w bok" ożywia związek?

- Wiele związków rozpadło się dlatego, że ktoś stał się pracoholikiem. Znam pary, które dorobiły się pięknego domu, ale po jego wybudowaniu już w nim nie zamieszkały. Bo oddalili się od siebie. Pracowali od rana do wieczora, żeby zapłacić za ten dom - mówi w rozmowie z Grzegorzem Chlasta prof. Zbigniew Lew-Starowicz.


- Miłość - jeżeli jest wzajemna - to chyba jeden z najpiękniejszych stanów, które mogą nam się przydarzyć w życiu - stwierdził na początku rozmowy z Grzegorzem Chlastą prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog. Ale po tym stwierdzeniu - trzeba też powiedzieć o tych problematycznych kwestiach w związkach.

- To, że idealizujemy drugą osobę, to oczywiście jej schlebia. Jeżeli ten stan trwa długo - to jest OK. Gorzej, jeżeli zakochujemy się w miłości, nie w osobie - podkreślił gość Popołudnia Radia TOK FM.

Mały "skok w bok" ożywia związek?

- Zakochanie się w osobie oznacza to, że kocham tę osobę taką, jaką jest. Nie wszystko mi się musi podobać, ale kocham wszystko. Gorzej, jeżeli zakochasz się w idei - stwierdził prof. Lew-Starowicz. - Wtedy jest tak, jakby się odgrywało rolę na scenie. Czyli: dwie osoby odgrywają, jak się kochać, a później okazuje się, że jesteśmy z drugą osobą, której tak naprawdę nie znaliśmy. Wtedy kończy się "miłość".

- Mały "skok w bok" ożywia związek? - dopytywał Grzegorz Chlasta. - Nie można akceptować "skoku w bok" jako postawy życiowej, bo to - jakby nie było - jest pewna nielojalność. Jeżeli jesteśmy razem w związku, to obowiązuje nas lojalność - stwierdził seksuolog. - Jeżeli jednak partnerzy przyjmą taką postawę i udzielą sobie zgodę na skoki w bok, byleby nie doszło do zakochania i rozbicia związku, to jest OK - ich sprawa. Ale jeżeli jedna osoba daje sobie takie zezwolenie, a drugiej tego zabrania - to coś jest nie tak.

- A co pana irytuje dzisiaj w związkach? - kontynuował Chlasta. - Dwie rzeczy: jedna - to szybkie wchodzenie w seks - odpowiadał Lew-Starowicz. I tłumaczył: - Dzisiaj skrócił się okres "tańca godowego" - uznajemy, że jak jest dobrze w łóżku, to znaczy, że ta cała osoba, z którą poszliśmy do łóżka, jest fajna. Możemy wtedy nie dostrzec pewnych sygnałów, że nie jesteśmy dla siebie stworzeni i że jak ten urok seksu minie - okaże się, że jest więcej różnic niż podobieństw i to się rozleci. Wchodzimy do łóżka, zanim cokolwiek się dowiemy o drugiej osobie.

- Drugą rzeczą jest to, że ludzie mają dzisiaj mało czasu na rozmowę - kontynuował gość Radia TOK FM. - Nie rozmawiają, bo: są zapracowani, po pracy idą do centrum handlowego, potem do kina, potem siadają do komputerów. Finalnie jest tak, że jesteśmy dużo razem, ale mało rozmawiamy. Taki czas - a jeżeli chcemy wyrazić uczucia SMS-em, to co tam możemy napisać? Kiedyś były listy i tam trzeba było się popisać. Dużo tam się pisało, było dużo treści. Teraz relacje są w skróconej formie.

Związki partnerskie? Tak!

- Jestem za związkami partnerskimi - przyznał prof. Lew-Starowicz. - To nie zniszczy rodziny, dlatego że w tej chwili oczekiwania i potrzeby są zróżnicowane. Są pary, którym w pełni odpowiada tradycyjny model rodziny: on zarabia, ona zajmuje się domem, wychowują dzieci. Innym odpowiada model związków biznesowych: jedno jest np. we Wrocławiu, drugie w Krakowie, a spotykają się tam, gdzie skrzyżują się ich interesy. Mają osobne gospodarstwa i jest im tak dobrze. Są też tacy, którzy żyją na kocią łapę. Są więc zróżnicowane potrzeby. To wszystko nie uderza w rodzinę, bo nasze potrzeby i oczekiwania są niezmienne. Miłość jest miłością.

- Wiele tematów, które poruszamy, dotyczy także par homoseksualnych - podkreśla seksuolog. I dodaje: - Nie ma specyfiki miłości "homo", "hetero" czy "bi". Specyfika może dotyczyć tylko form kontaktów ludzi. I tyle. To, co nazywamy miłością; to, w jakim jesteśmy stanie przeżywać miłość - to nie zależy od orientacji seksualnej.

Stres, napięcie - destrukcja seksu

- Jak się zmienili pana pacjenci: kiedyś i dzisiaj? - pytał swojego gościa Grzegorz Chlasta. - Typowe zaburzenia seksualne jak były kiedyś, takie są i dzisiaj - przyznał seksuolog. - Tylko proporcja przyczyn się zmieniła. W PRL-u seks był formą spędzania wolnego czasu, którego wtedy nie brakowało. Teraz jest dużo innych pokus, bo dużo się dzieje. Jest więcej siedzenia, więcej zajęć i mniej czasu na seks. Dużo osób też żyje w stresie i napięciu. To też destrukcyjnie wpływa na seks.

- Trzeba mieć więc jakieś priorytety - stwierdził prof. Lew-Starowicz. - Trzeba powiedzieć sobie, co jest najważniejsze. Ważne jest też to, aby każdego dnia znaleźć czas na relaks, który daje fajne odprężenie. Dla jednych to muzyka, dla innych - spacer. Chodzi o coś, co każdego dnia by chroniło nasz organizm przed dużą dawką stresu. Potrzebny jest dystans, żebyśmy nie identyfikowali się tylko z pracą - to nie jest całe nasze życie. Wiele związków rozpadło się dlatego, że ktoś stał się pracoholikiem. Znam pary, które dorobiły się pięknego domu, ale po jego wybudowaniu już w nim nie zamieszkały. Bo ta budowa doprowadziła do tego, że oddalili się od siebie. Pracowali od rana do wieczora, żeby zapłacić za ten dom - podsumował gość Popołudnia TOK FM.

Więcej o:
Komentarze (1)
Chlasta pyta prof. Lwa-Starowicza: mały "skok w bok" ożywia związek?
Zaloguj się
  • leon.bzykacz

    Oceniono 1 raz -1

    Człowiek ma chęć się PO Chlastać PO takim czymś

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX