Ratunek dla uczelni: mniej studentów, większe wymagania, egzaminy wstępne

04.10.2012 06:00
Prof. Piotr Winczorek

Prof. Piotr Winczorek (Fot. Iwona Burdzanowska / AGENCJA GAZETA)

Zakaz pracy na więcej niż jednej uczelni, powrót do egzaminów wstępnych na studia i większe nakłady na naukę - to recepta konstytucjonalisty Piotra Winczorka na uleczenie polskich uczelni wyższych.
"Otwarcie rynku na uczelnie prywatne pogorszyło sytuację" - pisze Winczorek w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej". Jego zdaniem szkoły niepubliczne nie mają pieniędzy na kosztowne badania naukowe, a co za tym idzie, wykładowcy koncentrują się głównie na dydaktyce.

Polskim uczelniom nie pomaga również fakt, że - jak pisze konstytucjonalista i wieloletni wykładowca - studentów jest zbyt wielu. Uczelnie przyjmują wszystkich, którzy mogą i chcą płacić za naukę.

Kolejne problemy, z którymi powinno się coś zrobić, to, zdaniem Winczorka, zatrudnianie wykładowców na kilku uczelniach jednocześnie. Uważa on, że będzie to trwało tak długo, jak długo pensje wśród nauczycieli akademickich będą tak niskie, jak są obecnie.

"Może to nie bardzo liberalne i demokratyczne, ale uważam, że polskie szkoły wyższe powinny kształcić elity intelektualne społeczeństwa. Dziś wychowują może 10-20 proc. znakomitych absolwentów. Reszta to średniacy albo ludzie zgoła niedokształceni - z winy własnej oraz systemu szkolnego. Produkcja tylu magistrów i licencjatów i na takim przeciętnym poziomie jak obecnie to klęska wykształcenia, które ma być wyższe, a nie tylko powszechne" - pisze Winczorek.

Całość artykułu do przeczytania w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Zobacz także
Komentarze (232)
Zaloguj się
  • od-or

    0

    wszystkie wyższe uczelnie prywatne.

  • scibor3

    Oceniono 1 raz 1

    "Dziś wychowują może 10-20 proc. znakomitych absolwentów"

    Niepoprawny optymista ;-)

  • gosia18m

    Oceniono 2 razy -2

    Zgadzam się
    1. egzaminy wstępne zdecydowanie tak
    2. powinno się przyjmować najlepszych w rankingu wykazujących odpowiednie predyspozycje do kierunku tzn. tych co mają najlepsze oceny czy pkt. z egzaminów wstępnych powyżej progów pkt a nie na zasadzie mamy pieniądze na 200 miejsc przyjmujemy wszystko co się rusza nie koniecznie myśli
    3. powinni zreformować programy studiów: przykład ja studiowałam na kierunku ścisłym, a w planie miałam filozofie PO CO! wydaje mi się, że tylko po to żeby dać prace mgr filozofii, którzy nie znajdą pracy na rynku innego wytłumaczenia nie znalazłam. I na taką filozofie poszły pieniądze i godziny dzielone na dydaktykę, kosztem przedmiotów specjalistycznych.
    Programy studiów często są nieprzemyślane jeden przedmiot powinien wynikać z poprzedniego w danej specjalizacji, zdarzało się u mnie różnie. Po za tym dziwi mnie to, że wykładowcy narzekają na za małą ilość godzin dla niektórych przedmiotów. Podczas gdy z 30h przeznaczonych na dany przedmiot 10h stanowi powtórkę z przedmiotu zaliczonego semestr wcześniej. Nie uważacie, że sensowniej było by wymagać od studenta wiedzy z przedmiotu, który wcześniej zaliczył a nie tracić cenny czas na powtórki. Mnie na przykład nie mobilizowało to do nauki, uczelnie same promują w ten sposób powszechną zasadę 3xZ (zakuć, zdać, zapomnieć - no bo po co ryć na pamięć jak w przyszłym semestrze będzie to samo).
    4. Co do studiów doktoranckich: uważam, że w roku powinna być określana liczba miejsc wg zapotrzebowania na danym kierunku, a nie wydziale w ten sposób kierunki które mają łatwiejszy program studiów a więc i lepsze średnie ocen, nie będą monopolizowały miejsc na doktoracie, podczas gdy na inny kierunkach jest zapotrzebowanie na doktorantów i dydaktyków
    5. Czas najwyższy aby władze uczelni nie myślały tylko o pieniądzach ale o podniesieniu poziomu nauczania. Czyli nie przyjmowali ludzi z protekcją/ pieniędzmi (na zasadzie kto da więcej ten dostanie się na doktorat) tylko z konkretną wiedzą i wynikami. Kto lepszy niech będzie pierwszy- stosując zasady fair play można bardziej skorzystać
    6. Więcej krytyki oczywiście tylko tej uzasadnionej do pracy studentów, przepuszczanie na kolejny semestr studenta, który nic nie robi i nie umie jest bezsensu i krzywdzące w stosunku do innych, którzy ciężko pracują na swoje wyniki.
    7. Na koniec uważam, że uczelnie powinny podpisywać umowy na miesięczne (obowiązkowe) praktyki dla studentów swoich kierunków (np. kosztem 1 miesiąca z wakacji), które odbywały by się raz w roku przez pięć lat. Pozwoliło by to uzyskać absolwentów praktycznie przygotowanych do wykonywania wyuczonego zawodu- na pewno potencjalni pracodawcy poparli by ten pomysł.

  • piotr_999

    Oceniono 2 razy 2

    Płatne studia, w mniej renomowanych uczelniach, są często jedyną możliwością zdobycia wykształcenia dla osób z biednych rodzin, które muszą jednocześnie uczyć się i zarabiać na własne utrzymanie. Ograniczanie dostępu do nauki spowoduje że cofniemy się do XIX wiecznego, klasowego społeczeństwa.

  • politol59

    0

    Sprawa jest prosta jak budowa cepa, dopóki młodzież się "kształci" to nie zasila bezrobotnych i nie pogarsza
    negatywnych wskaźników.

  • argument777

    Oceniono 3 razy 3

    Niestety, nic co powszechne i ogólnodostępne nie może być wysokiej jakości. Wykształcenie również.

  • india.wr

    Oceniono 4 razy 2

    Znam wiele miernot tworzących naukowe przyczynki do przyczynków aby tylko zachowac etat na uczelni państwowej a zajmujących sie jedynie zarabianiem kasy na kilku różnych uczelniach, kursach, fikcyjnie sprawujacych opiekę nad 20 magistrantami i 2-5 doktorantami. ma 10.000zł na rękę ale wciaż mało i mało.

    W NIEWIELU w Europie tak pieknych, nowiutkich obiektach naukowych jak w poznańskim uniwersytecie pracują tak kiepscy naukowcy !!!

    I nareszcie ktoś mówi o potrzebie egzaminów wstępnych na uczelnie. A uczelniom prywatnym poza może 2 wyjątkami (m.in szkoła Koźmińskiego) odebrac prawa prowadzenia studiów magisterskich. To moja ocena po kilku latach nauczania na prywatnej uczelni (uznawanej za dobą uczelnię prywatną). Poziom rzetelnego nauczania żenujący !

  • blski

    Oceniono 1 raz 1

    Na studiach w Polsce bylem w latach 1960tych i od tamtej pory nie bardzo wiem co na uczelniach sie dzieje.
    Z tego co pamietam to profesorowie otaczali sie aura niedostepnosci jak tez roznego rodzaju asystentami, tak ze kontakt z nimi byl praktycznie zaden. Traktowali zajecia dydaktyczne jak obowiazek ktory odrywal ich od odkrywania tajemnic swiata. Zezwalali natomiast swym podwladnym na dreczenie sie nade mna i uporczywe udowadnianie jak bardzo jestem glupi. Okres pierwszych dwoch lat pamietam jako czas permanentego strachu przed wyrzuceniem, co znaczylo natychmiastowe powolanie do wojska. Co w moim przypadku sie zdarzylo , wojska uniknelem wylacznie przez "szczesliwy" wypadek i pobyt w szpitalu.
    Musze przyznac, ze czy to w szkole podstawowej/sredniej czy pozniej, nauczono mnie zupelnie niezle podstaw, co ulatwilo mi dalsza nauke. Jestem zdania, ze najwazniejsze jest dac mlodym ludziom dobre podstawy, dalej chetni beda sie sami uczyc. Dlatego tez wysilek spoleczenstwa (koszt) powinno sie skoncentrowac na szkolach podstawowych i srednich. Ja mialem szczescie chodzic do szkoly ktora nie byla zniszczona jak tez wielu z nauczycieli przetrwalo Wojne. Laboratoria (fizyczne, chemiczne, biologiczne, geograficzne jak tez trzy zupelnie niezle sale gimnastyczne) w tej szkole byly lepiej wyposazone od tych na wyzszych uczelniach

  • marcellomenello

    Oceniono 1 raz 1

    Trzeba pamietać że napędzanie tej sytuacji to także wynik setki bzdurnych przepisów korporacji zawodowych które żeby ograniczyć dostęp do zawodów (czyt. koryta) wprowadziły wymóg wyższego wykształcenia. Teraz żeby prwadzić budowę jako kierownik nie wystarcza być inżynierem !!! (kiedyś wystarczył technik )... "Dlaczego żyję w kraju w którym wszyscy chcą mnie zrobić w CH..."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje