Francja zamknie ambasady w 20 krajach. Boi się reakcji muzułmanów na karykatury nagiego Mahometa

19.09.2012 13:52
Kontrowersyjna okładka najnowszego numeru

Kontrowersyjna okładka najnowszego numeru "Charlie Hebdo". Napis w dymku: "Nie wolno się z nas śmiać"

Francuskie ministerstwo spraw zagranicznych zapowiedziało, że zamknie w piątek ambasady i francuskie szkoły w 20 krajach po tym, jak francuski magazyn opublikował karykatury proroka Mahometa. Piątek to w świecie muzułmańskim dzień modlitwy. Paryż boi się wybuchu wściekłości wyznawców islamu podobnego do tego po ukazaniu się obrazoburczego filmu na YouTube. Nic dziwnego - na części karykatur prorok jest nagi.
- W istocie podjęliśmy decyzję o prewencyjnym zamknięciu naszych ambasad, konsulatów, centrów kultury i szkół - powiedział rzecznik francuskiego MSZ. Ministerstwo wzmocniło też ochronę niektórych placówek. Władze kraju i przywódcy muzułmańskiej diaspory we Francji zaapelowali o spokój.

Przez cały ostatni tydzień w krajach muzułmańskich i tych z silną muzułmańską diasporą trwały niepokoje i rozruchy wywołane przez publikację na YouTube obrazoburczego filmu "Niewinność muzułmanów". Obraz przedstawiał proroka Mahometa jako hulakę i oszusta. W ulicznych protestach i burdach związanych z internetową emisją filmu zginęło co najmniej 28 osób.

Francja chce uniknąć kolejnych zamieszek. Na kolejny protest władze nie wyraziły zgody. Bronią za to, choć niechętnie (szef francuskiego MSZ mówił o wolności wypowiedzi, zaraz jednak podkreślił, że publikacja karykatur to dolewanie oliwy do ognia), prawa magazynu "Charlie Hebdo" do publikacji karykatur proroka.

Wojsko chroni francuskie placówki, policja - redakcję

Ochrona może się francuskiemu pismu i jego redaktorom bardzo przydać. Na okładce pisma widnieje ortodoksyjny Żyd pchający wózek inwalidzki z Mahometem w turbanie, który mówi: "Nie wolno się z nas śmiać". Wewnątrz zamieszczono obrazki przedstawiające proroka islamu bez ubrania. Jeden z obrazków podpisano: "Mahomet. Narodziny gwiazdy". Prorok pokazuje w nich swoje genitalia i pośladki.

To już druga prowokacja tygodnika - w ubiegłym roku jedno z jego wydań "gościnnie wydawał" ... prorok Mahomet. Numer pisma piętnował radykalny islam. W odpowiedzi na prowokację na redakcję przeprowadzono atak bombowy.

Paryż nie chce kłopotów

Francuskie władze najchętniej uniemożliwiłyby publikację, niechętnie bronią jednak prawa pisma do swobodnego wyrażania poglądów. Premier Jean-Marc Ayrault oświadczył, że organizatorzy ewentualnej demonstracji nie otrzymają na nią zgody policji. - Nie ma powodu zezwalać na to, by konflikt, który nie dotyczy Francji, rozlał się na nasz kraj - podkreślił we francuskim radiu Ayrault. Skrytykował jednak satyryków z "Charlie Hebdo". Stwierdził, że Francja ceni wolność słowa, ale powinna ona być wykorzystywana odpowiedzialnie. Wydawca "Charlie Hebdo", Stephane Charbonnier, powiedział z kolei, że premier powinien raczej bronić wolności prasy i samej Republiki Francuskiej, a nie dawać powodować sobą "protestującym klaunom".

Uznawana przez francuski rząd za reprezentację społeczności muzułmańskiej w kraju Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego (CFCM) przekazała w oświadczeniu "głębokie zaniepokojenie" w związku z karykaturami w "Charlie Hebdo" i ostrzegła, że tygodnik ryzykuje wywołanie napięć i niepokojów. CFCM zaapelowała do muzułmanów o nieuciekanie się do prowokacji i wyrażanie swojego sprzeciwu legalnymi środkami.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także

Najnowsze informacje