Mąż, ojciec i płatny morderca. Historia Richarda Kuklinskiego, który zamordował nawet 200 osób

Na nakręconym podczas rodzinnego przyjęcia filmie widać postawnego mężczyznę, który z uśmiechem na ustach zabawia dwójkę dzieci i czule obejmuje żonę. Większość osób, które znały Richarda Kuklinskiego twierdzi, że był bardzo inteligentnym i dość sympatycznym człowiekiem, obdarzonym dużym poczuciem humoru. Ci, którzy poznali jego gorsze oblicze, rzadko uchodzili z życiem.
Początek lat 60. XX wieku to "złota era" amerykańskiej mafii. Jej wpływy sięgały Białego Domu i Kongresu, a o względy kontrolowanych przez gangsterów związków zawodowych zabiegali zarówno przedsiębiorcy, jak i politycy.

Pieniądze zarobione w czasie powojennej prosperity na hazardzie, prostytucji, oszustwach i wymuszeniach, mafijni bossowie inwestowali w nieruchomości, akcje i legalnie działające firmy. Na ten proceder przymykało oczy FBI, zaprzątnięte walką z "komunistycznym zagrożeniem" oraz inwigilacją działaczy ruchu praw obywatelskich, a także skorumpowani urzędnicy skarbówki.

Przestępcy podkreślali swoją pozycję społeczną wspierając kariery znanych sportowców i artystów oraz posyłając dzieci do renomowanych szkół. Pozór normalności pryskał jednak, gdy ktoś wchodził im w drogę. Wtedy odwoływano się do sprawdzonych w przeszłości metod: kastetu, pałki i pistoletu. Oczywiście mafiozi nie wykonywali wyroków własnoręcznie. Potrzebny był im ktoś, kto dyskretnie załatwiał sprawę w ich imieniu, kto nie pozostawiał po sobie śladów i nie pytał o szczegóły. Tym kimś był Richard "Ice Man" Kuklinski.

50 tys. dolarów za jedno zabójstwo

Przez prawie trzydzieści lat działalności, na zlecenie różnych grup przestępczych Kuklinski zamordował ponad 100 osób (łączną liczbę jego ofiar szacuje się natomiast na ponad 200). Z zabijania za pieniądze uczynił sobie stabilne źródło dochodu, który pozwalał na życie typowego przedstawiciela zamożnej klasy średniej - markowe ubrania, dom na przedmieściach New Jersey, porządny samochód.

Żona Barbara, aż do aresztowania męża, nie wiedziała, czym tak naprawdę zajmuje się Richard. Dla niej, dla dzieci, sąsiadów i członków rodziny był odnoszącym sukcesy biznesmenem, często wyjeżdżającym w kilkudniowe podróże służbowe. To akurat było prawdą. Kuklinski wykonywał bowiem zlecenia mafii w każdym zakątku Stanów Zjednoczonych, ścigając swoje ofiary także w krajach Ameryki Południowej, Afryki i w Europie.

Jego "oferta" była zróżnicowana: zabijał strzałami z pistoletu, z obrzyna, podkładając bomby lub ogień, trując, dusząc, a nawet topiąc ludzi żywcem w stygnącym betonie. U szczytu kariery za jedno zlecenie otrzymywał nawet 50 tys. dolarów.

Za dopłatą realizował specjalne życzenia klientów - mógł sprawić, by ofiara przed śmiercią dodatkowo cierpiała. Kilka osób związał i zostawił na pożarcie szczurom, filmując ich agonię za pomocą kamery. W innym przypadku - przestępcy, który zgwałcił córkę innego gangstera - Kuklinski przywiązał swoją ofiarę do drzewa, wyrwał jej genitalia, a krwawiącą ranę posypał solą. Ta brutalność nie była bezcelowa: wieści o okrutnych egzekucjach szybko rozchodziły się po okolicy, a niedoszłe ofiary niezwłocznie oddawały pożyczone od mafii pieniądze albo zachowywały milczenie przed obliczem sędziego.

Niekiedy Kuklinski torturował ofiary z własnej inicjatywy - wypróbowywał na nich nowe metody zadawania cierpienia i śmierci. Jednak zabijanie nie wywoływało u niego żadnych emocji, swoje zbrodnie popełniał z wyrachowaniem, spokojnie i niezwykle metodycznie. Większości dokonał bardzo dyskretnie, a ciał jego ofiar nigdy nie odnaleziono.

Przerażająca tajemnica rodzinna

Drugim faktem, który Kuklinski skrzętnie ukrywał przed najbliższymi, była historia własnej rodziny. Mężczyzna urodził się w 1935 roku w New Jersey. Jego ojciec, Stanley, był pochodzącym z Polski robotnikiem, który nadużywał alkoholu i codziennie bił żonę oraz czwórkę dzieci. Matka, pomimo dewocyjnej religijności, równie często sięgała po kij albo pas.

Dzieci dorastały w strachu, w domu całkowicie pozbawionym miłości. Kiedy Richard miał pięć lat, jego ojciec w napadzie szału zabił najstarszego syna. Matka zatuszowała sprawę, mówiąc policji, że dziecko nieszczęśliwie spadło ze schodów. Kuklinskiego wychowywała więc ulica, gdzie szybko nauczył się, że najlepszym sposobem rozwiązywania zatargów z rówieśnikami jest agresja.

Pierwszego zabójstwa, w wieku 14 lat, dokonał trochę przypadkowo na nastolatku, który wraz z grupą kolegów znęcał się nad nim. Jak przyznał przed prokuratorem, do 25 roku życia - początku jego kariery jako płatnego mordercy - popełnił ponad 100 morderstw. Z jego ręki ginęli bezdomni, szukający zaczepki bywalcy barów, drobni przestępcy i przypadkowi przechodnie: wszyscy, których uzależniony wówczas od alkoholu Kuklinski, uważał za zagrożenie.

Niejako równolegle Richard rozpoczął karierę w świecie przestępczym - zajmował się handlem pirackimi filmami porno, rozbojami i kradzieżami. Właśnie wtedy wpadł w oko Royowi DeMeo, "żołnierzowi" słynnej rodziny mafijnej Gambino.

Zleceniodawcy, ofiary i wyrabianie marki

Pierwszą ofiarą "Ice Mana" - płatnego mordercy był przypadkowy przechodzień. DeMeo wskazał go i powiedział: "Po prostu go zabij". To miał być egzamin, po którym Richard spaliłby za sobą wszystkie mosty. Kuklinski strzelił do ofiary bez wahania, co zaimponowało Royowi DeMeo i "Ice Man" został jego uczniem oraz pomocnikiem. Wraz z liczbą ofiar, szybko rosła "marka" Kuklinskiego i pojawiały się coraz to nowe zlecenia.

Pierwszym "klientem" była mafijna familia DeCavalcante, działająca w rodzinnym New Jersey. Jej charyzmatyczny przywódca, Simone DeCavalcante, nie znosił rozgłosu i wolał załatwiać "sprawy" po cichu, cudzymi rękoma. Podobnie funkcjonowała niesławna rodzina Gambino, która pod rządami Paula Castellano przekształciła się w sprawnie działające przedsiębiorstwo, kontrolujące rynek budowlany w Nowym Jorku.

DeMeo i Kuklinski załatwiali za szefa brudną robotę, mieli też trzymać w szachu tę część rodziny, która pod wodzą Aniello Delacrocego zajmowała się tradycyjnymi obszarami działalności mafii: hazardem, rabunkami i czerpaniem zysków z prostytucji. Z kolei na zlecenie Vita Provenzano, głowy rodziny Genovese, Richard najprawdopodobniej dokonał jednego z najbardziej tajemniczych i głośnych zabójstw w historii USA. Wraz z grupą pomocników Kuklinski miał porwać i zamordować Jimmiego Hoffę. Ciała lidera amerykańskich związków zawodowych do dziś nie odnaleziono.

"Ice Man" bywał też stroną w mafijnych porachunkach. Na zlecenie Sammiego "Byka" Gravano oraz Johna Gottiego wziął udział w egzekucji Paula Castellano - pałacowym przewrocie w rodzinie Gambino. Gotti jako nowy don powierzał mu najbardziej zaufane sprawy, na przykład brutalną egzekucję człowieka, który śmiertelnie potrącił jego syna.

Kuklinski przyznał się też do zabicia swojego mentora, Roya DeMeo, a także morderstwa Roberta Pronge, innego gangstera, który uczył go fachu. Wykonując takie zlecenia usuwał jednocześnie konkurencję "w branży".

Morderca, który nie zostawiał śladów

Jak to możliwe, że przez trzy dekady policji nie udało się złapać Kuklinskiego? Nie był to wynik nieudolności śledczych - po prostu "Ice Man" do perfekcji opanował sztukę zacierania za sobą śladów.

Morderstw dokonywał w bardzo urozmaicony sposób, więc nie można było wskazać charakterystycznego modus operandi sprawcy. Opracował też kilka skutecznych metod mylenia funkcjonariuszy. Do zadawania śmierci często używał cyjanku potasu, którego działania prawie nie sposób odróżnić od zwykłego zawału serca.

Kuklinski w pomysłowy sposób usuwał ciała ofiar, ćwiartując je, topiąc w betonie albo poddając działaniu prasy hydraulicznej, zamknięte w bagażniku oddanego na złom samochodu. Jednak popisowym "numerem", od którego wziął się jego pseudonim, było mrożenie zwłok w chłodni i porzucanie ich po roku w nowojorskich parkach, co kompletnie dezorientowało detektywów odnośnie czasu i miejsca zbrodni.

Choć policja wiedziała o powiązaniach Kuklinskiego z mafią, nic nie można mu było udowodnić. W dodatku "Ice Man" był chorobliwie podejrzliwy -wśród gangsterów prawie nie miał przyjaciół, zaś tych, którzy dowiedzieli się zbyt wiele o jego profesji, po pewnym czasie likwidował.

Akcja tajnego agenta

Noga powinęła się Kuklinskiemu w połowie lat 80. W krótkich odstępach czasu śledczy znaleźli kilka ciał należących do współpracowników gangstera. Ustalono, że wszyscy tuż przed śmiercią widzieli się właśnie z Kuklinskim. Co więcej, jedna z ofiar została otruta i dla pewności uduszona. Gdyby nie to, policjanci nie przeprowadziliby dokładnej autopsji, podczas której odkryto ślady cyjanku. W innych zwłokach wykryto kryształki lodu - mimo, że znaleziono je w samym środku upalnego lata. Śledczy powiązali Kuklinskiego z zabójstwami, nadal nie mieli jednak dowodów jego zbrodni.

Te zdobyć miał Dominick Polifrone, policyjny agent działający wewnątrz struktur mafijnych. Polifrone dostarczał gangsterom broń, przemycał dla nich narkotyki, zwierzchnikom przekazywał zaś bezcenne informacje. Jako przynęty użyto zaś Philipa Solimene - gangstera, policyjnego informatora i jednego z nielicznych przyjaciół Kuklinskiego. Skontaktował on Dominicka z "Ice Manem", po czym Polifrone zaoferował płatnemu mordercy sprzedaż kilku sztuk broni palnej. W trakcie spotkania wspomniał też, że może załatwić wszystko, nawet kilka gram cyjanku "z pewnego źródła". Po jakimś czasie Kuklinski oddzwonił: "Potrzebuję twojego białego proszku. Muszę wytruć kilka szczurów".

Podczas rozmowy w cztery oczy Kuklinski opowiedział agentowi o tym, jak posługiwać się trucizną. Polifrone wspomniał, że niedługo sam będzie musiał skorzystać z jego usług. Oczywiście cała rozmowa była nagrywana...

Ostatecznie Polifrone zlecił Kuklinskiemu dokonanie morderstwa. Ofiarą miał być (w rzeczywistości nie istniejący) konkurent handlarza bronią. Kuklinski miał go otruć kanapką nasączoną cyjankiem. Zarówno potrawę, jak i truciznę miał dostarczyć Polifrone. Kuklinskiego zatrzymano 17 grudnia 1986 roku, gdy wracał z żoną do domu. W schowku jego auta znaleziono świeżutką, trującą kanapkę.

Obiekt badań kryminologów i psychiatrów

Dowody były wystarczające. Oskarżony o kilka morderstw Kuklinski przyznał się do winy i skazano go na karę wielokrotnego dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego.

W śledztwie Kuklinski opowiedział dokładnie o swej działalności i zgodził się zeznawać przeciw swoim dawnym szefom, co najprawdopodobniej uchroniło go od kary śmierci. Za więziennymi kratami udzielił też kilku wywiadów i stał się wspaniałym obiektem badań dla kryminologów oraz psychiatrów. Zmarł tuż przed procesem Sammiego "Byka" Gravano, na którym miał być głównym świadkiem oskarżenia. Choć podejrzewano otrucie, lekarz przeprowadzający sekcję zwłok stwierdził zgon z przyczyn naturalnych.

Znany psychiatra badający morderców, dr Patric Dietz, scharakteryzował Kuklinskiego jako socjopatę o cechach paranoidalnych. Te dotykające 1-3 proc. populacji zaburzenia osobowości niezwykle rzadko występują jednocześnie. W przypadku "Ice Mana" nałożyły się one w dodatku na negatywne wzorce wyniesione z domu.

Gdyby Kuklinski wychowywał się w zdrowej rodzinie, być może zostałby pilotem wojskowym, kaskaderem albo uprawiałby sporty ekstremalne. Brak pozytywnych przykładów sprawił jednak, że jego naturalne predyspozycje - zupełny brak uczucia strachu i wrodzona agresywność - skierowały go w stronę świata przestępczego.

*Richard Kuklinski to jeden z "bohaterów" 12-odcinkowej serii "Spowiedź zza krat" na kanale ID, w której historie seryjnych zabójców i ich morderstw zostały opowiedziane w zaskakujący sposób z perspektywy samych sprawców. Fikcyjne narracje prowadzone w pierwszej osobie zostały zbudowane w oparciu o ich zeznania oraz spisane wspomnienia. Niejednego z widzów przeszyje dreszcz przerażenia, kiedy usłyszy, jak mówią oni o swoich zamierzeniach, emocjach, wyśmiewają się z tropiących ich stróżów prawa lub wpadają w panikę. Emisja od 26 sierpnia, w paśmie premier o godz. 21.30 na kanale ID.