Atak talibów na bazę księcia Harry'ego. "Nie był narażony na zagrożenie"

15.09.2012 09:53
Książę Harry w Camp Bastion

Książę Harry w Camp Bastion (Fot. POOL REUTERS)

Wnuk brytyjskiej królowej Elżbiety II książę Harry przebywał w bazie w południowym Afganistanie, którą w piątek zaatakowali talibowie, ale nie był narażony na zagrożenie - poinformował w nocy rzecznik NATO.
Wcześniej źródła w Waszyngtonie cytowane przez światowe agencje podały, że w czasie ataku talibów na natowską bazę wojskową Camp Bastion zginęło co najmniej dwóch amerykańskich marines. Są ranni, choć ich liczby i narodowości nie ujawniono.

W Camp Bastion, oprócz Amerykanów i Brytyjczyków, służą jeszcze Duńczycy i Estończycy.

Wnuk brytyjskiej królowej na terenie bazy przebywa od niedawna. Jako kapitan Wales jest tam pilotem śmigłowca bojowego Apache. Jego pobyt przewidziany jest na cztery miesiące.

"Książę Harry nigdy nie był narażony na niebezpieczeństwo" - powiedział rzecznik wspólnego dowództwa natowskich sił ISAF major Martyn Crighton. Jak podkreślił, obecnie sprawdza się, czy obecność księcia w jakikolwiek sposób wpłynęła na motywy działania napastników.

Przed kilkoma dniami afgańscy talibowie grozili, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby zabić albo uprowadzić wnuka królowej Elżbiety II.

Amerykanie nocny atak na bazę Camp Bastion opisali jako "zmasowany", "systematyczny" i "złożony". Użyto w nim pocisków rakietowych i moździerzowych. Napastnicy sforsowali ogrodzenie i ostrzelali kilka budynków, w tym hangary, uszkadzając kilka samolotów.

Użytkowana przez Brytyjczyków baza Camp Bastion przylega do amerykańskiej Camp Leatherneck. To właśnie Leatherneck był głównym celem ataku. W obu bazach przebywa blisko 21 tys. żołnierzy i cywilów.

Komentatorzy zauważają, iż był to najpoważniejszy jak dotąd atak na Camp Bastion. Z początkiem roku afgański pracownik usiłował dokonać zamachu na życie amerykańskiego sekretarza obrony Leona Panetty w chwili, gdy lądował w Camp Bastion. Samochód, którym chciał staranować jego otoczenie, stanął w płomieniach. Jeden Brytyjczyk został ranny.

Brytyjczycy odpowiadają w amerykańskiej części bazy za ochronę pasa startowego.

Prowincja Helmand w płd. Afganistanie jest jedną z najniebezpieczniejszych w kraju. Brytyjskie i amerykańskie jednostki bojowe mają być wycofane z Afganistanu przed końcem 2014 r.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (28)
Zaloguj się
  • zawsze_prawdziwy

    0

    nie był zagrożony? a co miział się z jakimś szeregowcem?:)))

  • smok61

    Oceniono 1 raz 1

    "Książę Harry nigdy nie był narażony na niebezpieczeństwo"
    ...się książątko po prostu bawi w wojnę.
    W imię wizerunku medialnego, tego paniczyka zginęło kilku fajnych chłopaków....ale kto o tym pamięta.
    Najważniesze , że nasz "bochater" cały....

  • frankyy

    0

    ale się taliby napaliły, jak szczerbaty na groszek...

  • blue911

    Oceniono 2 razy 2

    Wyglada mi to na akcje PR-owa,a nie na zaden atak Talibow.

  • soner3

    Oceniono 8 razy 6

    Co to za nowoczesne wojsko ktore pozwala bandzie dzikusow na wtargniecie na teren bazy i strzelanie po budynkach i samolotach ?
    Oni nie powinni mec nawet mozliwosci zblizenia sie na odleglosc celnego strzalu .

  • piterpolander

    Oceniono 1 raz 1

    he he he śmiechu warte, atak talibów, Książę nie z takich tarapatów wychodził. w hamerykańskim hotelu był otoczony przez hordy wygłodniałych sexu lasek i dał redę w pojedynkę :)

  • mutant_popromienny

    Oceniono 3 razy 3

    "Nie byl narazony na zagrozenie"...

    Porostu rece , nogi oraz pozostale czlonki ciala opadaja !!!

    :::(((

  • led2007

    Oceniono 12 razy 10

    Najważniejsze, że Harry nie był narażony, a że kilku kolegów zginęło przy okazji, to już pikuś?

  • slepyjaruzelski

    Oceniono 5 razy 1

    @agentwrogiegoukladu
    nie..powinni każdego taliba powieść...a talibowie mają tyle wspólnego z cywilami że ich tylko mordują

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje